środa, 28 września 2011

Finansowałem wiec PSL


Wybraliśmy się romantycznie do teatru. Normalnie, jak ludzie, za pieniądze. Spektakl zapowiadał się ciekawie. Trudno się na niego wbić, rzadko grają. W Polonii.

Już na powitanie coś było nie tak – paparazzi. Hmm, przecież premiera była na wiosnę. My też nie należymy do ścisłej czołówki bywalców stołecznych salonów. Więc o co kaman.

Oddaliśmy wierzchnie okrycia do szatni – wszak wieczory już chłodne – i w nagrodę dali program. Darmo. Na sali, gdzie dostać się było już trudno (paparazzi obfotografowali Ninę T i parę nieznanych osób, zagłębilibyśmy się w lekturze darmowego programu, gdyby nie ulotka, która z niego wypadła.

Nie, to nie był kupon na darmową kawę. To była ulotka wyborcza niezależnej kandydatki PSL – odtwórczyni głównej roli w spektaklu.

Potem było już tylko gorzej. Zaczęły schodzić się co rusz to nowe znane twarze. Nie wiedziałem, że pół miasta głosuje na PSL – chyba, że tylko bierze od nich darmowe wejściówki.

Czekanie przedłużało się. Na widownię wpadli fotopstryki, kamerzyści, wszyscy, którzy na pewno nie powinni się tam znaleźć. Z premierem, jak-zwykle-sztywnym-jak-pal, Pawlakiem. I chyba żoną. Jego.

Po kwadransie straciliśmy pewność czy kogoś poza premierostwem i śmietaństwem salonowym uda się dzisiaj jeszcze zobaczyć.

Wtedy światła przygasły i na scenę wpadła ad hoc jakaś pani z mikrofonem. Oznajmiła, że za chwilę wystąpi gwiazda, która jest sławnym mezzosopranem, właścicielką przedszkola a teraz i kandydatką. Co uzupełniła, że sama też takową jest.

Jak by mnie to kurwa mogło w ogóle obchodzić.

Dobre pół godziny mi zajęło zanim polubiłem przedstawienie. Tylko po to, żeby na koniec Diva wezwała do głosowania na PSL i pozdrowiła wspomnianą już Ninę T.

Pawlak, oddaj kasę. Kupując bilety do teatru nie pisałem się na wiec wyborczy. I ty sobie go za moje nie urządzaj.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz