niedziela, 18 września 2011

Kapholder


Mówi się, ze otoczenie człowieka zmienia się razem z nim. Samochody są tego dobrym przykładem. Kiedyś Mercedes produkował sedany, kombi i kabriolety – oczywiście obok ciężarówek, autobusów i innych specjalistycznych sprzętów – i nikt nie narzekał na trudności z doborem właściwego auta. Dziś spójrzcie tylko na gamę „Gwiazdy”. Brakuje tam tylko małego crossovera 4x4 z minivanem, bo duży – R-klasa – już jest.


Do refleksji na temat zmian w ludzkich oczekiwaniach skłoniły mnie niedawne poszukiwania nowego auta. Okazało się, że już nie wystarczy żeby dobrze się prowadził. Samochód musi mieć jeszcze dobre audio, wygodne podłokietniki, przydałby się szyberdach i zmyślne łapki na napoje. Klimatyzowany schowek nie byłby bez sensu. I nie wspominam o oczywistościach, jak nawigacja, twardy dysk na przeboje z tamtych lat albo chociaż wejście Ipoda i bluetooth do rozmów bez wyciągania komóry z kieszeni czy torby.

A to wszystko zanim dojdziemy do tematu dziecka w samochodzie. Wtedy okaże się, że w niektórych autach odległość między tylnym a przednim fotelem jest zbyt mała żeby zdrowo pomieścić fotelik, a w nim malucha wraz z nóżkami (przykurcz mięśni zalecany?), że brakuje przeciwsłonecznych rolet na szyby boczne (nie wszyscy lubią przyciemniane) i wreszcie, że nie ma zestawu audio-video dla pasażerów tylnej kanapy.

Popatrzcie dokąd zabrnęliśmy. To już nie konie mechaniczne ani niutonometry rządzą wyobraźnią projektantów a wymogi współczesnej cywilizacji i chęć przeniesienia zawartości domu do samochodu.

Czy powinniśmy martwić się z tego powodu? Wszak dodatki takie jak klimatyzacja, dobre audio, wyciszenie, nie mówiąc o doświetlaniu okolic samochodu czy dróżki do domu to wszystko sprawka ludzkiego wygodnictwa. Wcale nie nagannego. Bo nie ma w tym nic złego, że chcemy żyć wygodniej. Pytanie jest inne: gdzie leży granica rozsądku w dążeniu do wygody. Innymi słowy, jak odróżnić wygodę od wygodnictwa. Czy ekspresowe opuszczanie szyby bocznej to zbytek czy wymóg czasów.

Osobiście uważam, że większość udogodnień spotykanych dzisiaj w samochodach dobrze służy człowiekowi. I owszem, mam na myśli również domykanie drzwi (oszczędza zamki) i klapy bagażnika. Odkąd zeszliśmy z gałęzi stajemy się coraz bardziej cywilizowani i nasze maszyny o tym świadczą. Pozostaje tylko żywić nadzieję, że jako właściciele i kierowcy zawsze będziemy w stanie zachowywać co najmniej klasę swojego bolidu. Niestety, wiele wskazuje na to, że dorastanie do tego poziomu niektórym wciąż sprawia trudności.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz