Gramy z Orkiestrą

czwartek, 22 września 2011

ta czy ten Yeti?


Pierwsze wrażenia są obiecujące. Nieduże rozmiary, wygodne i pojemne wnętrze jakby stworzone z myślą o ludziach w kapeluszach i bogate wyposażenie testowego auta. To wszystko sprawiło, że z kluczykami w ręku poczułem się szczęściarzem.

Yeti, jako Skoda, robi bardzo dobre wrażenie. Po pierwsze ma ciekawy design. Niby nic wielkiego, ale dużo to ciekawsze niż ze wszech miar przewidywalny Tiguan. W koncepcji Yeti jest mu bliska. Też jeździ na nieco podniesionym zawieszeniu oraz może mieć napęd na 4 koła. Jako soft roader oferuje jednak miękką amortyzację i dobre wytłumienie hałasów pochodzących od podwozia i opływającego karoserię powietrza.

Co prawda, znowu – jako Skoda – Yeti cierpi na problem wizerunkowy. Tiguanem jeździ Heidi Klum i jej partner Seal. Swoją drogą, jaka to nuda, że mają pod domem dwa takie same auta a jedyną między różnicą jest podobno poziom zabrudzenia. A kto jeździ Yeti? Nie wiem, nikt ze znajomych nie ma takiej (takiego?), ale to nieważne, bo dzisiaj pojadę nim (nią?) ja.

Wewnątrz jest co najmniej tak ciekawie jak z wierzchu. Yeti ma przytulną kabinę i w testowanej wersji prawdziwy przepych wyposażenia. Może chromowane elementy np. na wielkim drążku DSG nie są dla każdego, ale dobre materiały i dotykowy wyświetlacz systemu navi/audio/klimatyzacji to już coś, co większość z nas polubi. Logika działania tego systemu jak i komputera pokładowego z czytelnym wyświetlaczem umieszczonym pomiędzy zegarami, są nie do pobicia.

Ruszamy zatem w drogę. I tu konsternacja. Yeti jest zwinne (a może zwinna?) a w kabinie nie musimy kibicować dousznie silnikowi. Poza jednym ale. Czy to z układu dolotowego płynie takie dziwne buczenie zmieniające natężenie wraz z obrotami silnika? Być może stamtąd. A może jeszcze skądś. Faktem jednak jest, że buczenia nie sposób się pozbyć. Można udawać, że go nie ma (nieskuteczne) lub zagłuszyć radiem (bez problemu). To największa wada auta.

Poza tym Yeti poleciłbym każdemu. Oddzielne fotele tylnego rzędu składają się indywidualnie. Można je też wyjmować. Bagażnik nie jest przepastny, ale dość szeroki. Można też liczyć na wykorzystanie znaczącej odległości od podłogi do dachu kabiny. Nie wiem czy wciśniemy tam pralkę, ale myślę, że jest na to duża szansa.

Czy każdy powinien zatem mieć Yeti? Raczej tak. Pamiętajmy, że oferowane są też wersje ze słabszymi silnikami (może tak nie buczą) i napędem na przednią oś oraz manualną skrzynię. Można pewnie kupić Yeti również ze zwykłym prostym radiem. To wcale nie popsuje jej (czy jego?) użyteczności. Podsumowując: Yeti to doskonała alternatywa dla miejskiego SUVa. Tańsza, szybsza i wygodniejsza. Dla niej i dla niego.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz