poniedziałek, 19 września 2011

Ypsilonka



Pierwsza w historii polska Lancia. I to jaka… Za granicą reklamuje ją między innymi Vincent Cassell, aktor znany z niekoniecznie subtelnych ról. I taki facet, z taką gębą amanta siada za kierownicą małej Lancii i mówi, że mu się podoba? Skoro jemu pasuje, to może i dla mnie będzie dobra…

Pierwsze co można rzec na widok nowej Y to, że nie jest duża. Co ja mówię, to prawdziwe maleństwo. Wrażenie to potęguje pokaźna ilość blachy i małe okienka. Prawdziwy mini bunkier na kołach. Auto jest jednak bardzo ciekawe od strony stylizacji. Przenosi elementy znane z Delty, ale okazuje się, że dopiero w małym formacie to wszystko nabiera sensu.

We wnętrzu Y nie przestaje zaskakiwać. Porządne materiały, doskonałe spasowanie no i ta deska. Aż ma się ochotę zamknąć górną część jednym ruchem ręki. Bo ile można piętrowo poukładać całkowicie odmiennych od siebie elementów. Widać, że w najnowszym wydaniu, uparte trwanie przy centralnie umieszczonych zegarach już nie wydało.

Dobra, dość tego marudzenia. Pora przekręcić kluczyk. Znany z innych modeli Fiata dieselek 1.3 Multijet warczy i prosi się o jazdę. Niech mu będzie. Ruszamy. Ale kto wymyślił kopytko do zmiany biegów. To może dobre dla automatu, ale nie manuala. No nic, nie skupiajmy się na drobiazgach.

Lancia wypada na drogę niczym chart, gończy i co tam jeszcze są za psy co z nosem przy ziemi pędzą i zapominają o bożym świecie. Taka jest Y. Zwinna, szybka, lekka i… oszałamiająca. Spodziewałem się kontynuacji nudów z poprzedniczki i jej korzeni Grande Punto. A tymczasem mamy zupełnie inny wóz. Jeśli taka będzie nowa Panda to ja już ją chcę.

Nadlatujemy na leśne kręciołki. Ypsilonka aż mruczy z zadowolenia. Auto wpisuje się w zakręty jakby właśnie na tych szosach je projektowano. Moją znaną testówą trasą płynę i przypominam sobie, że ostatnio tak dobrze jechało mi się tutaj… Lybrą.

Robię postój i idę sprawdzić czy dam radę usiąść z tyłu, jakby za sobą. Okazuje się, że tak. Dziwne. Otwieram tylną klapę – a tam kolejne zdziwienie – nawet jest miejsce w bagażniku.

To jak to jest – taki maly a ma miejsce na wszystko i dla wszystkich. Niedowierzanie.

Mam tylko dwa zastrzeżenia do Y: rączka dźwigni zmiany biegów i te zegary. Rączka to banał, można sobie zmienić. Ale zegary… hmmm. W takim kosmicznym aucie przydałby się może head-up display podobny do tego, które oferuje Peugeot?

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz