środa, 2 listopada 2011

Za co warto Kupi(ę)ć?


Nie będę wam zamydlać oczu, nie lubię samochodów Audi. Pomijając chwile uniesień przy oglądaniu czego to Walter Rohrl nie wyprawiał za kierownicą rajdowych Quattro, niewiele płynie dla mnie z obcowania z autami tej marki. TT jest fajne, A8 nawet wygodne, zaś A6 nie ma sobie niby równych na drodze. Cóż z tego skoro grill z czterema ringami nie wzbudza we mnie żadnych emocji.
Podobnie było z Q5. Mniejsza odmiana sprzedawanego od paru lat behemota Q7 wygląda może zgrabniej, ale cóż nie wygląda lepiej od Q7 pytam? Musze tu wrócić do testu Q7, który kiedyś prowadziłem dla magazynu „Wyprawy 4x4”. Jego rezultat spotkał się z niechętnym przyjęciem dowództwa Audi w Polsce i zaowocował odsunięciem mnie (uffff) od obcowania z produktami marki. Moja ulga, ale posunięcie niesłuszne. Samochód do testów udostępniono pod koniec listopada na łysych letnich oponach. Czy to się godzi…?
Ale nie drzyjmy szat. Q5 to zupełnie nowa historia i szczęśliwie zgubił gdzieś tę nieznośną otyłość starszego brata. Chyba istnieje całkiem spora grupa odbiorców niemieckich marek luksusowych, którzy do majątku doszli powożąc dostawczakami, skoro przesiadając się do osobówek, wciąż pragną doświadczać tych samych wrażeń co za kierownicą blaszaka. Z przyjemnością komunikuję, że Q5 nie jest już dla nich. Ani dla ex-właścicieli Cayenne czy Touarega skoro już jesteśmy w temacie.
Jaki więc jest Q5? Bo, że mniejszy to już wiadomo. Otóż, podobnie jak wszystkie Audi, jest bezbłędny. Spasowanie plastików, blach, szyb, uszczelek – słowem wszystkiego, co można spasować w aucie – nie pozostawia żadnych wątpliwości. Montażem Audi zajmują się zegarmistrze lub pedanci. Normalny człowiek nie ma w ich fabryce nic do roboty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie dogonić Audi w niezmąconym skupieniu i podejściu do składania aut. Nawet Japończycy. To się może podobać.
Te wrażenia przenoszą się na jazdę. Auto płynie po drodze, niezależnie od jakości podłoża, do uszu dobiega nieznaczny szum opon i lekki poświst owiewającego ogromne lusterka wsteczne wiatru. Podoba mi się jak pracują kontrolki auta, przełączniki, sterowanie foteli, kierownica i dosłownie wszystko, czego można w Audi dotknąć. To prawdziwa doskonałość na kółkach. Tak, jest nudny, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz. Ale co z tego, skoro po ciężkim dniu w biurze Audi bez szemrania popłynie w wybranym przez kierowcę kierunku i nie będzie mu truł życia podłej jakości zachowaniem.
Co prowadzi nas do konkluzji. Pamiętając, że sprzedaż Audi rośnie w ostatnich latach lawinowo, można odnieść wrażenie, że ich auta stanowią odpowiedź na zapotrzebowanie współczesnych klientów z konkretnym zasobem finansów. Więc wygląda, że tym, czego najbardziej pragniemy, jest święty spokój – żadnego ryku wydechu, gwałtownego odjazdu kół tylnej osi czy zaskakujących rozwiązań wnętrza. Żadnych niespodzianek – to dzisiaj się ceni. No cóż…
Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz