środa, 12 września 2012

Projekt Griffin - Artura

To nie była przemyślana decyzja. To nie był efekt skrywanej miłości ani pragnienia. Ot impuls. I stało się. Ale po kolei. Uważam że aby móc naprawdę coś powiedzieć o samochodach (i nie tylko) to najpierw trzeba je wyszukać, zdobyć, wykorzystać (a potem wymienić). Wyszukane Samochody pomagają skrócić pierwszy etap. Tak też było i tym razem. Zdjęcia Saaba 9-5 Griffin zobaczyłem na "wyszukanych” późnym wieczorem. Piękna sztuka, świetne wyposażenie, sprawdzone i wiarygodne źródło (Dobroskok - polecam), rozsądne pieniądze. Do tego to co lubię: 3 litry w benzynie, 6 cylindrów, turbina... czyli nieekologicznie, nieekonomicznie i nietypowo. Tak ma być! 

Wiedziałem, że ten motor pochodził od Opla i tylko turbina oraz oprogramowanie narodziło się po drugiej stronie Bałtyku, ale jako że nie byłem saabowym ortodoksem, to przyjąłem za dobrą monetę argumentację, że w starszym aucie (rocznik 99) może to być zaleta, a nie wada. Skutek był taki, że po krótkiej konsultacji z Wyszukanymi, szybkim researchu... poszła zaliczka. Była pierwsza w nocy. Zawsze powtarzam, że nie można kupowac samochodu bez dokładnego obejrzenia. Ten stał prawie 500 km od mojego domu. Klamka zapadła. Na początek trzeba było rozwiązać kłopot podstawowy. Pod oknem stała Alfa, która musiała ustąpić miejsca Griffinowi. Chętni do zakupu „Belli” czekali już od dawna więc nie martwiło mnie to jednak za bardzo. Czas jakiś później… Saab stanął pod domem. Pierwsze wrażenie. Stan rzeczywiście bardzo ładny, kilka rys, środek bardzo komfortowy, choć kilka drobiazgów wymagało dopieszczenia. Kilka klasycznych rozwiązań saabowych ucieszyło oko – stacyjka między fotelami, uchwyty na napoje, przyciemnianie podświetlenia tablicy... Drewniano-skórzana kierownica bardzo dobrze leżała w dłoni. Czas na jazdę. Silnik zamruczał, czterobiegowy automat lekko szarpnął i pojechaliśmy. 
200 KM i turbina ustawiona na moment obrotowy bardzo sprawnie napędzają to auto, zawsze czuć zapas mocy. Po przełączeniu skrzyni na tryb sportowy Griffin naprawdę daje ognia. Ale tak naprawdę tym autem wcale nie chce się jeździć szybko… Miękkie i komfortowe zawieszenie, wentylowane siedzenia (super opcja), świetne audio Harman Kardon, duża kierownica… toż to, po prostu limuzyna. Oczywiście zaraz usłyszę, że jak ktoś chce emocji to kupuje Aero, ale fakt faktem, zaskoczyło mnie to jak wygodny i komfortowy jest ten samochód. Niby dobrze, ale ponieważ na co dzień jeżdżę komfortową limuzyną, to od auta, które jest weekendowym kaprysem, oczekiwałem przede wszystkim… odmiany. Jednak polubiliśmy się. Przez pierwsze dwa miesiące dopieściłem wszystko co można było od strony mechanicznej. Nie było tego zbyt wiele, ale w tym temacie nie lubię kompromisów – musi być perfekcyjnie. Później przyszedł czas na kosmetykę. Profesjonalne czyszczenie, pranie tapicerki, wizyta u lakiernika (nie uznaje rys na lakierze). Dorobiłem drugi oryginalny kluczyk, wymieniłem wszystkie emblematy i została jedna rzecz – pęknięta rączka w drzwiach kierowcy. Znany feler w tym modelu, więc szukanie używanego zamiennika nie rozwiązywało problemu. 
Z pomocą przyszła ekipa Dobroskok. Plastikowe rączki tapicer obszył skórą z oryginalnej tapicerki i problem został trwale i elegancko rozwiązany. Kiedy wszystko jest już zrobione, a auto się nie psuje, nadchodzi… nuda. Przejechałem Griffinem zaledwie ok 1500 km. Gdybym miał nim jeździć na co dzień to niczego by mi nie brakowało. Spalanie w mieście ok. 14 litrów zaskoczyło mnie pozytywnie. Ale ja nie potrzebowałem kolejnego auta do codziennej jazdy. Wrócił głód „nowego”. Griffina sprzedałem w ciągu jednego dnia – informacja poszła tylko na „wyszukanych” i dzięki chłopakom z Dobroskok na forach saabowych. Nawet nie próbowałem odzyskać pieniędzy, które w niego włożyłem. Ale taka już jest cena tej choroby. To był udany romans, bez zdrad, kłótni i awantur. Zabrakło jedynie namiętności. Z tego co wiem Griffin dobrze służy swojemu nowemu właścicielowi. Dzwonił do mnie niedawno, zadowolony, mówił że nic się nie psuje, no i że… zamontował gaz. Od tej chwili rozmowa się już jakoś nie kleiła. Na pocieszenie spojrzałem za okno gdzie stoi następca Griffina. Ale to już zupełnie inna historia. 

Artur

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz