środa, 7 listopada 2012

Nigdy nie mów nigdy... Capri



Przyznaję, kiedyś spękałem przed kupnem Capri. Było piękne, na swój sposób. Czerwone z nieoryginalnym lakierem ale za to z czarnym pasem przez całą długość maski i dachu. Siedziało się w nim bosko a zegary za kierownicą i mały zegarek na tunelu środkowym sprawiały, ze chciało się cisnąć gaz. Po niekupnie Capri odreagowałem kupnem Chevroleta Monte Carlo, ale to było zupełnie inne auto. Capri gdzieś tam wciąż parkuje w zakamarku mojej głowy. Tak myślę, czy macie podobnie? Bo ten tu V6 to całkiem ładna sztuka więc może warto odgrzebać wspomnienia z przeszłości? Nie znamy ostatecznej ceny za auto, ale zważywszy na kompletność samochodu, silnik V6 oraz brezentowy dach z otwieranym szyberdachem fabrycznym, tani to on nie będzie. Cóż, marzenia kosztują nieprawdaż? Capri - tutaj.