Gramy z Orkiestrą

niedziela, 16 grudnia 2012

List od byłego właściciela Sierry




 Witam Panie Marcinie,

Auto jest w 100% zgodne z oryginałem, stan absolutnie fabryczny, bezwypadkowe, nielakierowane - auto sprzedane od pierwszego właściciela, mojego ojca w 2012, czyli po 20 latach od zakupu w salonie w Zielonej Górze (lubuskie) dobremu sąsiadowi zza płota, bo znał ją też od nowości - wiele osób w trakcie jej posiadania składało nam oferty odkupienia auta (ciężko już zliczyć ilu)... Mój ojciec jest znany w rodzinnym mieście, że ma auta z takimi przebiegami i w takim stanie - aktualnie ma salonowe, kilkuletnie kombi raptem z kilkoma tysiącami przebiegu! Ten salon Forda (Wadar - Nafta Watin S.A.) już nie istnieje.
Jest to Sierra sedan 1.6 CL rocznik produkcji 12.1992 (kupiona w 1993 z najprawdopodobniej wyprzedaży rocznika - już nie pamiętam, byłem wtedy zbyt mały). Gaźnik Weber (nietykany i nieregulowany od nowości - ciepły chodził, że ledwo był słyszalny motor, nie kopciła, szarpała, nie brała oleju, nie przegrzewała się itd.), skrzynia 5b. manual, 75 KM, bardzo oszczędne auto, bo prawie ZERO elektryki, nawet wspomagania kierownicy i niewielka masa - trochę ponad 1.1 tony. Kołpaki autentyczne, oryginalne, zimą mogla jeździć bez, bo się pod nimi syf zbiera i niszczy czarne felgi stalowe 14".
Garażowana od samej nowości i to na dodatek pod pokrowcem, bo na tamte lata to był kawał auta, więc kto kupił nową za ciężko zarobione pieniądze, ten cenił! My sprzedaliśmy ją w 2012 z przebiegiem 89 tys, km (oryginalny licznik przebiegu jest 5-cyfrowy, przeskalowany fabrycznie z mil brytyjskich, gdzie ją wyprodukowano), więc podany w ofercie 93 tys. km jak najbardziej realny, bo nowy właściciel (znamy się od dzieciństwa) przeprowadził się do Gdańska i w sumie mało nią jeździł przez ponad rok, a, że przesiada się na taksówkę i potrzebuje przerobić na LPG, to mu szkoda było tego auta. Jedyna różnica od mojej sprzedaży to nowożytne radio - wtedy miało ze swojej epoki (nazwy już nie pamiętam, ale jakaś cienizna na kasety), lecz od paru lat nie grało, było zepsute, a mi do jazdy nie było potrzebne, więc je olałem, zachowałem może bardziej z nostalgii... Auto nie ma żadnej anteny, bo Sierry miały fabrycznie wbudowane w karoserię instalacje antenowe pod radio! W bagażniku pod wykładziną powinna znajdować się jeszcze oryginalna, nieużywana zapasówka Firestone od nowości, z paskami na bieżnik i "włoskami".
VIN auta to: WF0FXXGBBFNT19657 (wytłuszczone to kod wybity na bloku silnika - jego nr seryjny zawarty w VIN-ie), kolor lakieru biały błysk - kod producenta B3. Tylne światła przyciemnione fabrycznie, brak korozji na karoserii, podwozie od nowości nie zabezpieczane antykorozyjne poza fabryczną warstwą ochronną. Od nowości 2 właścicieli: ja i mój ojciec oraz aktualny, sprzedający, który najprawdopodobniej oddał ją do komisu, ale tego już nie potwierdzę... Auto może być znane niektórym użytkownikom forum miłośników i właścicieli Forda Sierra (Sierrafan) - też paru stamtąd chciało ją ode mnie odkupić. W tej Sierrze nie było nic wymieniane od nowości, jedynie części eksploatacyjne - do dziś powinna mieć oryginalny tłumik, a nawet książkę obsługi w j. polskim (była też angielska, ale ją gdzieś zgubił mój ojciec, podobnie książkę serwisową). Nowe ma jedynie filtry, paski, opony, oleje, niektóre uszczelki, świece, wycieraczki, hamulce (tylko przód - tarcze + klocki), sprzęgło (oryginalne miało wadę fabryczną, więc było wymieniane po paru latach od zakupu na nowe oryginalne Motorcraft w ASO) i to NAPRAWDĘ wszystko!
Większość części renomowanych producentów, lepszych do Boscha lub oryginalne zamienniki Motorcraft. Oryginalna skrzynia, silnik nierozbierany, niewyjmowany. Pod koniec lekko zaczynała się już pocić miska olejowa (oryginalna uszczelka do wymiany). Silnik powinien być czysty nawet pod maską - ta jako, że to była najuboższą wersją w dniu sprzedaży, nie miała oryginalnie wygłuszenia, ani osłony pod nim, ale i tak jechało się nią cicho, nic nie skrzypiało, tarabaniło itd. Wnętrze jak nowe - przez kilkanaście lat pachniało fabryką, nigdy nie prane itd, niepalone - popielniczka powinna być czysta - służyła raczej jako podręczny "śmietnik" na kiwty po paliwie, w aucie nigdy nie jedzono, bo z ojcem tego nie cierpimy. Całe zawieszenie jest niemal oryginalne, łącznie z resorami i amortyzatorami.
Na tym aucie nauczyłem sie jeździć i cenię sobie fakt, że nie miał żadnej elektryki, elektroniki i napęd RWD, a mimo to nie było "katowane" zimą. Ktokolwiek chce kupić to auto lub szuka takiego mogę mu polecić w ciemno - o każdej porze można wsiąść, zatankować do pełna (bak ma 60 L) i jechać nawet do Portugalii i z powrotem i na pewno się nie zepsuje, nie zawiedzie, wnętrze szybko i skutecznie się nagrzewa, a silnik nie przegrzeje nawet w korku miejskim w środku lata! Reflektory (szklane klosze) świecą znakomicie w nocy i rzadko były używane w dzień, przez co nie są zniszczone, zmatowiałe itp. V-max wg. producenta to 160 km/h, a ja z 4 pasażerów na pokładzie na niemieckiej autostradzie rozpędziłem się do 160 km/h, więc nie ma przekłamań.
Bagażnik obszerny, oparcia tylne składane asymetrycznie, tapicerka prawdziwy, gruby, gatunkowy welur, bez jakichkolwiek ubrudzeń, czy przepaleń. Oryginalne szyby atermiczne, wszędzie powinny być z tą samą pieczątką (SEKURIT Saint-Gobain). Póki co więcej nie przychodzi mi do głowy, więc jak jakieś pytania, czy nieścisłości, to proszę pisać mi na tego maila - odpowiem, bo zależy mi, by auto trafiło w dobre ręce, osoby, które je zachowa i doceni... Ponad standartowo komfortowe zawieszenie + fotele, porównywalne bardziej z autami amerykańskimi niż typowo europejskimi. Wiele rzeczy przy aucie robiłem sam - w konstrukcjach z tamtych lat to pestka i czysta przyjemność zamiast dzisiejszej udręki, w silniku wszystko na wyciągnięcie ręki! W aucie powinien być oryginalny lewarek + narzędzia i klucze oraz wiekowa książka z serii "Sam naprawiam - Ford Sierra". To prawdziwy youngtimer, który z pocałowaniem ręki za kilka lat powinien dostać żółte blachy zabytkowe!

Pozdrawiam ciepło
A. Łukasiewicz