czwartek, 31 stycznia 2013

"Na rezerwie" - Sycylia a autostrada polska

Jak by wyglądało budowanie autostrad w Polsce, gdyby na wytyczonej trasie były niezliczone a to góry, a to doliny, a to koryta rzek i strumieni? Zadaję sobie to pytanie zawsze wtedy, gdy jadę w jakimś kraju drogami i autostradami biegnącymi  pośród właśnie takich krajobrazów.
Zadawałem je sobie nawet wtedy, gdy o programie budowy autostrad w Polsce marzono w snach lub zupełnie prywatnie. Wówczas byłem przekonany, że skoro „tutaj” sobie poradzono, to u nas też sobie damy z tym radę wcale nie gorzej…

Ostatni majowy wolny tydzień spędziłem na Sycylii.  Byłem tam po raz pierwszy, choć czułem się tak, jakbym odwiedzał stare kąty… Katania, dokąd dolecieliśmy samolotem z Warszawy (oczywiście never ending story lotów czarterowych), a potem Corleone, Palermo, Cefalu, Messyna, Taormina, Syrakuzy i Noto oraz kilka mniejszych, a nawet maleńkich miasteczek/wiosek przycupniętych wśród gór. Blisko 1,5 tys. km fiatem punto evo. I powróciło sakramentalne – jak by wyglądało budowanie autostrad w Polsce, gdyby…

Mając za sobą te kilkanaście lat mozołu realizacji programu budowy autostrad i dróg ekspresowych w Polsce, uważam, że gdyby u nas warunki były takie, jak na Sycylii, to taki program nigdy by nie powstał, a jeżeli nawet, to zostałby zawieszony najdalej w rok po rozpoczęciu! Na Sycylii z tych 1,5 tys przejechanych km większość wiodła albo w tunelach, albo na estakadach wznoszonych na wysokość kilkudziesięciu metrów. Jadąc tymi autostradami odtwarzałem sobie naszą osławioną Zakopiankę, która od dziesięcioleci jest przekleństwem dla wszystkich, którzy chcą tę drogę pokonać. Właśnie – pokonać. To jest adekwatne słowo dla określenia tego, co na Zakopiance się dzieje. Sycylijczycy byliby przekonani, że to, co dziś łączy Kraków z Zakopanem, to przygotowanie do budowy właściwej drogi i że za góra 5 lat dzięki tunelom i estakadom  z dzisiejszych ok. 100 km droga skróci się do 60-70. Zresztą w okolicach Krakowa mieszkają potomkowie (rodzina Cecchini) tych Włochów, których wiek temu z okładem sprowadzono – jak wieść niesie -  aby wykuć tunel wiodący pod Tatrami z Polski na południe.

W każdym razie sycylijskie drogi zrobiły na nas wielkie wrażenie. Fantastycznie wplecione w krajobraz (Włochy najpewniej nie należą do Unii Europejskiej, bo tam nigdzie nie widzieliśmy koszmarnych konstrukcji zwanych ekranami akustycznymi, których budowa, to - podobno - unijny wymóg), doskonałej jakości i bez ekip remontowych, bez ciągłych przewężeń i zmian „organizacji ruchu”. I jeszcze coś na sam koniec… Te 1,5 tys. km przejechaliśmy sycylijskimi autostradami za… 15 euro, czyli za plus/minus 60 zł. W Polsce autostradą i wyrobem autostradopodobnym (bo tym jest dzisiaj odcinek A4 między Katowicami a Krakowem) przejechanie takiej trasy kosztowałoby między 150 a 450 zł.

Szerokiej drogi…

Marek J. Zalewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz