wtorek, 1 stycznia 2013

W Nowy Rok ruszamy z kopyta ;)




Ostatni taki TransAm jakim jeździliśmy należał do Maćka Zientarskiego. Wtedy był nam oferowany na wymianę za nasze Monte Carlo. Prowadził się strasznie. Węszył wszystkie koleiny a w miejsce sprężyn miał chyba wstawione drewniane kołki. Tak to się przynajmniej czuło na kierownicy. Pontiakiem jechał się jednak zupełnie inaczej niż każdym innym samochodem. Siedziało się w nim nisko, widoczność przez przednią szybę była jak z wnętrza czołgu a ergonomia dorównywała tej z wozu drabiniastego. Coś w nim jednak było takiego, że nie chciało się wysiadać. Czy ten limitowany egzemplarz jest taki sam? Sami sprawdźcie - tutaj. TransAm ma cenę wyższą od przyjętego u nas limitu 50 tysięcy złotych, ale jesteśmy zdania, że warto go pokazać.