środa, 29 maja 2013

"Na rezerwie" - "Pierwszy właściciel etc..."

Czasami, gdy chcę się zorientować, co dzieje się na rynku samochodowym, zaglądam na motoryzacyjne strony Allegro. Najczęściej czynię to, gdy wcześniej natrafię na informacje w rodzaju: „Rekordowa sprzedaż aut…”, „Zaleją nas auta z importu…” lub „Dramatyczny spadek produkcji w przemyśle motoryzacyjnym…” Za każdym razem zastanawiają mnie dwa rodzaje wpisów, które właściciele zamieszczają, aby opisać oferowany przez siebie do sprzedaży samochód.

Pierwszy dotyczy wyposażenia auta, którego oferta dotyczy. Znakomita większość oferentów zapewnia, że ich pojazd jest tzw. full opcją, czyli ma maksymalne wyposażenie. Rozumiem przez to, że w aucie, które jest przedstawione w ofercie, będę miał do dyspozycji wszystko, co przemysł motoryzacyjny może zaoferować nabywcy. Nie oczekuję przy tym żadnych fajerwerków, jak np. kamer cofania, systemu hands free, samohamowania przed przeszkodą czy systemu, który utrzymuje samochód na pasie jezdni… Do pojęcia „full opcja/wyposażenie pełne” podchodzę – jak myślę - dość minimalistycznie i rozumiem pod nim klimatyzację, szyberdach, elektryczne szyby i automatyczną skrzynię biegów.

I co się okazuje? Ano, że w 9 przypadkach na 10 ta „full opcja” w rozumieniu sprzedającego samochód nie obejmuje ani szyberdachu, ani automatu. Mało tego, gdy chwytam za telefon, chcąc dowiedzieć się czegoś bliżej o samochodzie, który mnie interesuje, to okazuje się, że  owa „full opcja” jest tylko projekcją wyobraźni oferującego dane auto. A gdy próbuję uzasadniać swoje zastrzeżenia do wprowadzającej w błąd oferty, to najczęściej słyszę, że „Dla mnie to jest full opcja”. A skoro dla mnie taką nie jest, to przecież nie muszę kupować tego auta. I chwała Bogu, że nie muszę, ale zawsze mnie to zastanawia…

Podobnie, a może jeszcze bardziej zastanawia mnie pojęcie „pierwszy właściciel”. Dzisiaj, we wtorek 16 maja, w rubryce „samochody osobowe” w portalu Allegro umieszczonych jest blisko 270 000 ofert. Spośród owych, kryjących się pod owymi ofertami samochodów, prawie 90 000 opisanych jest jako pochodzące od „pierwszego właściciela”. Oznacza to, że 1/3 aut oferowanych na Allegro pochodzi z salonu, bo przecież tylko tam samochód kupując, pan/pani X stają się jego pierwszym właścicielem.  A jednak, gdy ustawiłem dyskryminator na wyszukanie tylko tych samochodów, które zostały zakupione w salonie, to okazało się, że ten warunek spełnia jedynie niewiele ponad 2 500 tys. aut., czyli niewiele więcej niż 2% spośród tych, które oferowane są jako te, pochodzące od „pierwszego właściciela”… Co jest? A te pozostałe prawie 98 % jakim cudem stało się własnością „pierwszego właściciela”, skoro nie zostały kupione w dilerskim salonie?

Żadna to tajemnica… Po prostu chodzi o to, że ten, kto sprzedaje którekolwiek z tych 98 proc. jest „pierwszym właścicielem”, ale… w Polsce, bo jest to auto sprowadzone z zagranicy. A tam mogło mieć nawet dziesiątki właścicieli. Informacja w portalu allegro jest zatem i prawdziwa i fałszywa. A jaka jest naprawdę zależy tylko i wyłącznie od interpretacji tego kto auto do sprzedaży wystawia, jak i tego, kto ofertę sprzedaży przegląda. Czy powinno tak jednak być? Uważam, że nie. Że określenie „pierwszy właściciel” jest dość precyzyjne i oznacza, że „przede mną nikt nie był tego auta właścicielem”.

Jeszcze trzy inne sformułowania i śmieszą, i irytują. Pierwsze to: „żadnych stuków, żadnych puków”. Drugie zaś ma świadczyć o pieczołowitości oferenta, który informuje, że „wymienione wszystkie płyny”. A trzeci to solenne zapewnienie o tym, że „autko (bo to ulubione zdrobnienie niemal wszystkich „pierwszych właścicieli”) nie wymaga żadnego wkładu finansowego”, co zapewne ma usprawiedliwiać podaną cenę i kusić potencjalnego nabywcę tym, że poza kwotą transakcji nie wyda już ani grosza na to, aby auto cieszyło go do końca świata i jeszcze dzień dłużej…

Ciekaw jestem jak ci, którzy samochody sprzedają za pośrednictwem allegro, reagują na wspomniane wpisy gdy chcą za tym samym pośrednictwem samochód kupić? Czy nie ogarnia ich na przemian to złość, to znów pusty śmiech, gdy czytają w ofercie, że „pierwszy właściciel sprzeda autko, w którym nie słychać żadnych stuków i puków, w którym wymieniono wszystkie płyny i które nie wymaga żadnego wkładu finansowego”?

Szerokiej drogi…

Marek J. Zalewski 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz