piątek, 19 lipca 2013

Kontrapunkt - Amerykanin w Polsce

Ameryka fascynuje. Mnie fascynowała od dziecka. Nie byłem indoktrynowany w domu rodzinnym ale wydaje mi się, że od zawsze wiedziałem, że Ruscy są ci źli a Amerykanie są ci fajni. Teraz jestem trochę starszy i trochę mądrzejszy. Nie przejawiam nienawiści do Ruskich i uwielbienia dla Amerykanów. Ale mimo wszystko USofA nadal mnie fascynuje.
To jest trochę jak z Japonią. Po prostu inna planeta. Prawie wszystko jest inne. Ludzie niby podobni. Jednak architektura, wzornictwo, meble, samochody…. No właśnie. Samochody. W Ameryce samochody robi się w „ludzkim” rozmiarze. I to jest piękne. Amerykanie mają ten luksus, że panoszą się na kontynencie, który dość niedawno zaczął być zagospodarowywany. To daje im przewagę. W prawdzie nie mają bogatej historii ale wszystkie miasta powstawały z grubsza na siatce o module ćwierć mili. Dzięki temu mają tak wygodnie. A do tego wszyscy tam chcą żyć wygodnie więc z pokładu samochodu możesz zrobić wszystko. No prawie wszystko. Dzięki takiej filozofii powstawały tak fajne samochody jak ten Mercury. W Europie sedan nie jest wzorem funkcjonalności. Podobno większość klientów kupujących sedany ma parcie żeby jeździć limuzyną. Umówmy się, że Passat czy Jetta to takie sobie limuzyny. Co innego auto amerykańskie. Musi pomieścić wygodnie czterech Amerykanów. Jak wiemy z internetu przeciętny Amerykanin „pędzony” na „zdrowej „ żywności jest dwa razy większy od największego Szweda czy Niemca. Musi w swoim samochodzie mieć uchwyty na kubki z Colą wielkości wiadra. W bagażniku muszą się swobodnie mieścić zwłoki. I dlatego dla nas Europejczyków te samochody są takie fajne. Nie musimy się zastanawiać czy będzie nam wygodnie. Będzie. I temu kolesiowi w bagażniku też. Kurczę może zalicytuję tego Mercurego, Mercura, Mercuru. No ten amerykański samochód.

Damian Śmigielski

Mercury u nas - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz