czwartek, 22 sierpnia 2013

WIDOK Z OKNA - Wyszukany "W8 OSIEM"

Od kilku miesięcy nosiliśmy się z zamiarem zmiany samochodu. A konkretnie dwóch. Mając bowiem do dyspozycji Peugeot 306 (aka Projekt Beżo – auto, którego kompleksową renowację przeprowadziliśmy przez minionych 10 miesięcy) oraz codziennego drajwera Citroena C5 kombi, poszukiwaliśmy czegoś co zręcznie zastąpi oba auta.

Oczekiwania wobec auta były rozmaite. Najpierw ustaliliśmy pułap cenowy na poziomie 15-20 tysięcy. W tym przedziale, do wyboru jest wiele samochodów. Mniej lub bardziej zużytych. Wśród Japończyków, powszechna jest rdza, wśród europejskich modeli, ogromne przebiegi. Nie ma reguły, że auto z polskiego salonu jest bardziej zadbane. Zresztą akurat tutaj koronnym przykładem jest Projekt Beżo – samochód, w którym zaniedbano wszystko, co tylko dało się zapuścić.

Skoro zatem nie udawało się tutaj znaleźć niczego ciekawego, zaczęliśmy rozważania natury: benzyna/diesel. Cóż, bardzo trudno jest dać tutaj jednoznaczną odpowiedź. Zadbany diesel to oczywiście doskonały pojazd w długie trasy. Podkreślmy, zadbany. Czego można się jednak spodziewać po większości tych aut przybywających zza granicy i natychmiast oferowanych jako te w idealnym technicznie stanie? Niczego dobrego. Żeby coś o aucie rzec, należy chwilę nim pojeździć. Dopiero wtedy wyłażą niedociągnięcia, które można usunąć. Często wysokim kosztem.

Skoro zatem diesle okazały się niepewne, zainteresowaliśmy się samochodami z silnikiem benzynowym, najlepiej takim trochę większym. Nie ukrywamy, że kusiły nas Mercedesy W210 w wersji 430. Porządny silnik V8, brak turbosprężarki i generalnie solidna (poza zabezpieczeniem antykorozyjnym) konstrukcja, wzbudzały nasze zaufanie. Dodatkowo, Merc kusił ogromną kabiną pasażerską i świetnym komfortem jazdy. Cóż, skoro większość tych wozów jest tak zjedzona przez „rudą”, że właściwie nie sposób rozważać eksploatacji dłuższej niż rok. A chcieliśmy auta na co najmniej następne pięć, podobnie jak Citroen.
W takiej sytuacji, sięgnęliśmy po ostateczne rozwiązania, czyli codzienne przeszukiwanie Internetu przy z grubsza rygorystycznych wymogach. Cenę podnieśliśmy do 30 tysięcy złotych a istotnym wymogiem były reflektory ksenonowe, klimatyzacja i niewielki przebieg. Po trzech dniach, zupełnie przypadkiem, wpadliśmy na świeżo wystawioną ofertę Volvo V50. Wóz miał już co prawda 9 lat, ale przebiegiu wciąż niewiele, bo tylko 29 tysięcy kilometrów. Miał też dość porządne wyposażenie, pochodził z polskiego salonu i nie kosztował okazyjnie.

Udaliśmy się na oględziny auta. Już na pierwszy rzut oka widać było, że auto jest w bardzo dobrym stanie. Przebieg potwierdził się, samochód należał do osoby, która sporo przebywała poza Polską. Co akurat mogło być i dobre i złe. Słowem, na dwoje babka wróżyła. Wnętrze wyglądało nienagannie, wszystkie urządzenia pokładowe w pełni sprawne, tarcze i klocki hamulcowe zmienione na nowe a opony (z 2004 roku) nie wykazywały śladów zużycia. Jazda próbna potwierdziła optymistyczne wrażenia i szybko podjęliśmy decyzję o zakupie. Nie kłóciliśmy się wcale o cenę i przy przekazaniu dokumentów otrzymaliśmy do auta jeszcze komplet dywaników welurowych i opony zimowe (jak nowe).
Nowo kupionym Volvem popędziliśmy wkrótce do serwisu Volvo na wakacyjną akcję przeglądową, w ramach której za 95 złotych auto kompleksowo skontrolowano, oprogramowanie zaktualizowano i auto wymyto. Wydruk potwierdził doskonały stan zdrowia naszego V50. Samochód to model T5 AWD czyli wersja z pięciocylindrowym, turbodoładowanym silnikiem benzynowym o mocy 220KM i napędem na cztery koła realizowanym za sprawą układu Haldex. Volvo spala w cyklu miejskim około 11 litrów benzyny, w trasie powinno zadowolić się około 7 litrami.

Jaka nauka płynie z naszego polowania na nowy samochód? Przede wszystkim, miejcie w kieszeni gotówkę. Nic by nie dało znalezienie okazji, gdyby nie było jak sfinalizować zakupu. Po drugie, oczy szeroko otwarte. Nie nastawiajcie się na jeden model, kolor, silnik czy inną kombinację. Rynek wtórny rządzi się swoimi prawami, a jedno z nich mówi, że przebieramy w tym, co inni oferują. I w tej właśnie szerokiej ofercie szukamy dla siebie tego, co nam odpowiada. Po kolejne, zwracajmy uwagę na stan samochodu, nie na rocznik czy nawet przebieg. W naszym przypadku udało się kupić auto z niskim, ale naprawdę nie jest on najważniejszy. Przy samochodzie używanym, najważniejszy jest sposób w jaki jego dotychczasowy właściciel oń dbał. Auto na bieżąco serwisowane jest godne naszego zaufania. Zaniedbany i zapuszczony wóz, już nie.

Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że cała frajda kryje się w gonieniu króliczka a nie złapaniu go. I coś w tym na pewno jest. My taką frajdę mamy na co dzień. Przeczesujemy Internet w poszukiwaniu ciekawych ofert dla was – naszych czytelników. Co nie znaczy, że nam takie zajęcie jakkolwiek powszednieje. Wręcz przeciwnie, za każdym razem kiedy trafiamy na coś ciekawego, radość jest równie wielka co za pierwszym, setnym czy wręcz już teraz osiemsetnym razem. Tak, właśnie tyle aut w ciągu minionych piętnastu miesięcy udało nam się dla was znaleźć online. Tym razem skorzystaliśmy też na tym sami i serdecznie życzymy wam, aby taka przyjemność towarzyszyła każdej waszej wizycie w „Wyszukanych Samochodach”.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz