wtorek, 10 grudnia 2013

Akcja charytatywna Grupy Pomocy Humanitarnej: Sołeczniki 2013


To już dziesiąty raz zebraliśmy siły, żeby zawieźć mikołajkowe upominki i coś jeszcze dzieciom z polskiego sierocińca na Litwie. Ten rok, o czym z początku nie wiedzieliśmy, miał się jednak okazać przełomowy. Pod wieloma względami.

Przede wszystkim zmieniliśmy adres docelowy. Nasz stały odbiorca - Nowa Wilejka - przeszedł wiele zmian i okazało się, że pomoc z Polski nie jest tam już mile widziana. Nasza "pani od polskiego" wskazała więc adres alternatywny: Sołeczniki. Sołecznicki Dom Dziecka jest sporo mniejszy od Nowej Wilejki. Zamiast 230 dzieci, mają tam tylko 32 wychowanków. To jednak daje się też odczuć na miejscu. Ale to za chwilę. Drugą zmianą było to, że po raz pierwszy nie pojechaliśmy konwojem 4x4. Chętni do wyjazdu nie mogli zgrać terminu z określonym przez nas, ludzie mają coraz więcej swoich zobowiązań. Koniec końców, mieliśmy całkiem sporo do zabrania i niewystarczającą ilość miejsca do przewiezienia. Z pomocą przyszedł, za pośrednictwem kolegi Rafała Jemielity, pan Rafał Grzanecki z Fiat Auto Poland. W ekspresowym terminie zaoferował pojazd i paliwo. 

Spokojni o transport pakowaliśmy dary kiedy dotarły wieści o załamaniu pogody. Cóż, wszystko już było umówione, więc stwierdziliśmy, że nie odpuszczamy. Ostatnia zmiana spotkała nas na granicy. Przez lata woziliśmy na Litwę setki kilogramów dóbr. Niepytani przez nikogo o nic. O tym właśnie rozmawialiśmy sobie mijając Sejny. A na granicy - uwaga - litewski celnik z pytaniem co wieziemy i dokąd ;). Zadowolił się odpowiedzią, że pomoc dla domu dziecka finansowana z prywatnych środków. Potem już poszło gładko. 

Do Sołecznik dotarliśmy na 20.00, wypakowaliśmy dary i siedliśmy do kolacji z panią dyrektor Oksaną Obłaczyńską i jej mężem Edgarem. Przemili ludzie, po rozmowie odwieźli nas na kwaterę, co nie obyło się bez przygód. Litwę przysypał śnieg, temperatura gwałtownie spadła i pod warstwą białego puchu w lesie (a do kwatery cięliśmy jak po rajdowych oesach) pojawił się lód. W pewnym miejscu, na podjeździe, nawet Ducato nie chciało jechać dalej. W końcu się udało. 

Następnego dnia Michał zarządził pobudkę o 6.30. Po śniadaniu i kolejnych przygodach z podjazdem (przydała się łopata i piach) dotarliśmy na spotkanie z dziećmi. Wielu widziało nas już poprzedniego wieczora. Pierwsze takie spotkania to przesuwanie bariery nieufności. Znamy to już z Nowej Wilejki. Rozdaliśmy wszystkim mikołajowe podarki, od dzieci dostaliśmy podziękowania i własnoręcznie wykonane wycinanki. Śliczne. Pogadaliśmy jeszcze z wychowawcami i cóż... w drogę. 

Powrót byłby całkiem w porządku, gdyby nie koszmar na drodze za Rajgrodem. W tymże miejscu stanęliśmy na obiad - polecamy serdecznie "Smakosza" - i gdy ruszyliśmy, okazało się, że droga stoi w korku. Cóż było robić, z offroadowym pilotem na pokładzie, Ducato zanurzyło się w polne drogi. Nie chciało się chwilami wierzyć, że to co przed nami to droga. Wszystko białe i bez śladów. Poboczami dotarliśmy do Łomży po około dwóch godzinach. Normalnie nie powinno to zająć dłużej jak pół. Ale my tu nie o tym. 

Chcieliśmy bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomogli i wszystkim, którzy ciepło o nas myśleli. Bez was nie mielibyśmy zwyczajnie sił, żeby po raz kolejny zebrać się w sobie i przeprowadzić tę akcję. Spotkanie w Sołecznikach dało nam wiele pozytywnej energii i wielkie zadowolenie. Na pewno tam wrócimy. I liczymy, że wy z nami też ;)

Marcin Suszczewski i Michał Horodeński

Chcesz do nas dołączyć i też pomagać dzieciom z Sołecznik? Kliknij - tutaj.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz