środa, 19 marca 2014

WIDOK Z OKNA - Emocje jak na grzybach

Pewien młody człowiek, i niech jego tożsamość pozostanie anonimowa, zwierzył mi się ostatnio, że jak dorośnie to w ogóle nie chciałby mieć samochodu. O wiele bardziej wolałby jeździć metrem, kolejką czy podróżować samolotem, bo własny samochód to, wynika z jego obserwacji, tylko kłopot i wydatki. Nie wspominając o konieczności posiadania miejsca do tego, by owo auto trzymać.

Zadumałem się głęboko nad takim dictum i zacząłem szukać innych oznak podobnego myślenia. Nie musiałem daleko szukać. W codziennej prasie znalazłem szereg entuzjastycznych wypowiedzi przedstawicieli głównie młodego pokolenia na temat pomysłu lansowanego przez polski oddział marki Mercedes, aby już niedługo wprowadzić (na razie tylko w stolicy) system pożyczania Smartów. Przyszli użytkownicy wręcz piali z radości na temat samych zalet takiego systemu i podkreślali, że już spróbowali wolności pożyczania rowerów (swoją drogą też od niemieckiej firmy) i bardzo im się ta koncepcja podoba. Co ciekawe, w odróżnieniu od pożyczanych rowerów, wypożyczane samochody będzie można porzucać gdziekolwiek bądź. Bez konieczności ich odprowadzania na wyznaczony parking.
Pogrążone w bezrobociu zastępy młodzieży coraz dłużej zamieszkują ze starymi (rodzice w sensie) i tną koszty życia wyjadając starym (rodzicom) żarcie z lodówki i wrzucając brudne ciuchy do pralki starych (rodziców). Jak wiadomo, lodówka napełnia się sama, toż samo pralka a prąd i materiały eksploatacyjne (np. proszek do prania) doprowadzane są do owych AGD po godzinach i nikt tego nie zauważa. Nie wydaje się też, aby korzystanie z nich cokolwiek kosztowało. To taki początek. Bo co rzec o kosztach samodzielnego mieszkania. Kto ma zapłacić czynsz? A opłaty? No i na koniec to dlaczego ta panna, co tak bajecznie fikała w klubie, rano chciałaby dostać śniadanie i unika ogarnięcia bałaganu – nie to, żeby sam bałagan był zły, ale jeśli dokłada swój to niech ogarnie całość, nie? Nie ma jak takiej młodzieży się pozbyć, bo wynajem drogi a kredyty jeszcze droższe. Jest więc podejrzenie, że będą na garbie starych (rodziców) siedzieć latami. Może nawet do ich (starych) końca. Bez pomysłu na to, co potem.
Na koniec poczytałem o nowej inicjatywie w motorsporcie polegającej na organizowaniu wyścigów prądem pędzonych wyścigówek w centrach światowych metropolii. Jak ktoś słusznie zauważył, połowa uroku wyścigów polega na ryku silników i pisku opon. Kiedy to wszystko wyłączyć, pozostaje szum elektrycznych silników i energooszczędnych oponek oraz… przypadkowe dowcipy publiczności czy wręcz okazjonalne kaszlnięcie. Emocje jak na grzybach. Co ciekawe, taka formuła została już zatwierdzona przez FIA a finał rozegra się latem 2015 roku w Londynie. Już przed startem tegorocznego cyklu Formuły 1 mówiło się, że turbodoładowane silniczki 1.6 nie wydadzą z siebie tak przejmujących dźwięków jak dotychczasowe V12 czy V8. Logiczne, że tak. Kto kiedykolwiek słyszał auto F1 ten wie o czym mowa, a okazji było kilka, bo objazdowe cyrki F1 nie ominęły w ostatnich latach Polski. I faktycznie, kiedy bolid z silnikiem Renault przecinał Wisłę przez Most Świętokrzyski, ludziom włosy stawały na… na czym tam rosły to stawały.
Nie, żeby wszystko co nowe było złe i słabe. To nie tak. Ale wizja młodych, którzy ryk silnika znają tylko z konsoli do gry lub archiwalnych filmików na youtube trochę mnie przeraża. Podobnie jak ich nowo wrodzona skłonność do racjonalizowania wszystkiego w życiu – przeliczania kosztów i dokonywania tańszych wyborów. Nie tak nas ojce wychowali. Nie tak to miało wyglądać. A wszystko wskazuje na to, że takie właśnie będzie. Przy butelce hipsterskiej lemoniadki, układając grzywkę pod modną czapeczką, on i ona – każde wpatrzone w swój tablet – spędzą cichutki weekend na wyścigach…  na Powiślu.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz