sobota, 10 maja 2014

Kontrapunkt: Volvo 240.

Volvo 240 już za swojego życia było żywą skamieliną. Wskażcie innego producenta z Europy, który produkował przez prawie 20 lat duże auto, aspirujące do klasy premium nie wprowadzając w nim istotniejszych zmian.
Do tego sztywny most i rynienki do mocowania bagażnika, które już w latach '80 przestawały wychodzić z użycia.  (Polonez się nie liczy!) Na okrasę archaiczne benzynowe silniki, które może nie grzeszyły ani mocą, ani kulturą pracy, a do tego były paliwożerne ale za to bez problemu robiły przebiegi rzędu 1 mln km. Był jeszcze diesel. Sześciogarowy, z pośrednim wtryskiem paliwa, zaczerpnięty wprost... z małej ciężarówki VW LT. Rodowód silnika gwarantował trwałość ale niekoniecznie kulturę pracy. Co prawda Szwedzi poddali go poważnemu tuningowi, wyciągając z niego prawie 50% więcej mocy niż miał pierwotnie, jednak do 240 trafiał w podstawowej, wolnossącej wersji osiągając oszałamiające 82 KM. Jednak jest coś, dzięki czemu można się w dwusetce zadurzyć - to dźwięk startującego diesla połączony z przednim wiatrakiem na wiskozie. Łomot i huk jak razem tworzą przywodzi na myśl bardziej odgłos ruszającego pełną parą 40-tonowego zestawu niż auta osobowego. Nie każde auto musi być szybkie i ekonomiczne, żeby się w nim zakochać.

Tekst: Michał Trzcionkowski


Volvo u nas - tutaj.

4 komentarze:

  1. dobre, ale trochę mało;

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest to jeden z tych samochodów za którym MUSZĘ obejrzeć się na ulicy, więc poczytałbym sobie więcej przy niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. przekażemy uwagi Michałowi. wydawało nam się, że tendencja w internecie jest aby teksty jak najkrótsze były... ale może to złe wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń