czwartek, 14 sierpnia 2014

WIDOK Z OKNA - Roślinność pod maską


Ekologia zagląda w samochodach głównie pod ich maski. Mało mówi sie o powrocie morskiej trawy do tapicerek samochodowych (co, że się pali?) czy drewna na deski rozdzielcze (śmiercionośne drzazgi). Legislatorzy i producenci skupiają się na tym co mierzalne. Dlatego najwięcej ich widać w okolicach rury wydechowej. To zaś co do niej dolatuje powstaje pod maską. No właśnie.


Pewnych procesów zachodzących w silniku spalinowym nie da się całkiem zniwelować. Można natomiast starać się ukrywać ich konsekwencje. Jak się jednak okazuje: do czasu i nie bez konsekwencji dla samego ukrywania.

Dobrym przykładem jest owężowanie współczesnych silników czyli zespół przewodów i instalacji, których nadrzędnym celem jest zawrócenie wszelkich wyziewów z powrotem do cylindrów. Temu właśnie służą układy odpowietrzające skrzynię korobową. Tak, teraz to już całe przemyślane urządzenia, które zastąpiły niegdysiejszy kawałek gumowego węża.

W "W8 OSIEM" mieliśmy niedawno sposobność przekonać się, że wiek i przebieg to nic, i taka przypadłość w końcu wystąpi. W pewnym momencie - tradycyjnie w piątek popołudniu, w trasie, z pełnym zapasem ludzi, zwierząt i bagażu - spod maski zaczął dobiegać niepokojący świergot. Po konsultacji doszedłem do wniosku, że to kończy się alternator i nie bacząc na skutki ruszyłem sprawdzić temat w serwisie. Tam, równie szybko, uświadomione mnie, że to wcale nie alternator tylko moduł przewietrzania skrzyni korbowej.

Myślę sobie, jaki moduł, przecież to kiedyś dwa węże były na krzyż, zresztą takie co człowiek mógł spokojnie odpiąć. No, okazuje się, że również i na tym polu zaszły zmiany. Dzisiaj, do silnika przykręcają aluminiową część z miejscem na filtr oleju, kanalikami przepływowymi i membranami. W niemieckich samochodach ten element jest często z tworzywa. Widać Volvo może sobie pozwolić na analogowe techniki. Taki element z czasem zapycha się, membrany twardnieją i całość po prostu staje na dębowo. W tym czasie silnik wciąż pompuje swoje gazy, które teraz muszą szukać innego sposobu na wydostanie się.

Naprawa w tym przypadku jest tyleż banalna co kosztowna. Wymiana całego elementu to kwestia dwóch godzin w warsztacie i zapłaty około 1100 złotych w kasie. Objawy znikają natychmiast, wszystko wraca do normy. Co ciekawe, naszą przypadłość wyłapałem jeszcze na etapie wczesnym - komputer nic nie zameldowal, nie wyświetliły się żadne kody awarii ( w tym przypadku P0170 i P2187), a w trasie (bo jednak pojechaliśmy dalej z tego serwisu) dolałem profilaktycznie pół litra oleju (swoją drogą chryste panie jak można za litr oleju żądać 80 złotych).

Czyli, jak to mówią kibice, nic się nie stało. A jednak. Powiedzmy, że w co drugim lub nawet tylko co trzecim samochodzie dochodzi do takiego zapchania. I powiedzmy, że poza Volvo, wszędzie te odmy są jeszcze o połowę tańsze. A teraz zapytajmy: czy faktycznie nikt z nas nic do ekologii nie dokłada? A to już po tym jak w naszych autach zabudowano katalizatory, które zabierają im moc i dokładają masy. W nowych zaś samochodach zabiera się pojemność skokową żeby zamiast niej wepchnąć wszędzie turbinkę - też się rozsypie, to tylko kwestia czasu. I nie bójmy się tego sformułować tak: to się nie dzieje dla dobra kierowców.

Cóż, taka motoryzacyjna opowiastka. Macie podobne eko-przejścia?

Marcin Suszczewski

2 komentarze:

  1. Tak tak - eko klapa wirowa zrobiła ostatnio spustoszenie w moim MultiJet 1.9 150 KM - postanowiła się urwać zmielić się w turbinie i wlecieć do cylindra - w efekcie zrobiła spustoszenia na około 15 tys.zł - skończyło się to wymianą całego bloku silnika, cylindra i turbiny. Ehhh ekologia. Dodatkowo ten nieszczęsny DPF........

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że pęd do ekologicznego utrudniania życia zaczął się o wiele wcześniej. Moja Jetta z 91 roku otrzymała od fabryki wątpliwej jakości gadget w postaci katalizatora, przez obecność którego jej silnik diesla generuje dokładnie o dziesięć koni mechanicznych i 23 Nm momentu mniej, niż by mógł. I powinien. Owo proekologiczne udogodnienie już dawno dokonało żywota i wyleciało z hukiem, ale wciąż borykamy się (ja i Rzęch) z niemocą, jaką po sobie pozostawiło. Ergo: niestety, ekoterroryzm to nic nowego - choć przybiera coraz bardziej wynaturzone formy ;).

    OdpowiedzUsuń