Gramy z Orkiestrą

sobota, 20 września 2014

PRZEJAŻDŻKA - Pozory mylą

Ten wóz wzbudził wasze spore zainteresowanie. Postanowiłem przyjrzeć się mu bliżej. Nie powiem, mam z Sentrą SE-R osobiste przeżycia sprzed prawie ćwierćwiecza, to była dodatkowa motywacja.
Na pierwszy rzut poszły wrażenia z zewnątrz. Cóż, po prostu nie robi wrażenia. Sylwetka jest raczej mało ekstrawagancka. To coupe zbudowane na bazie hatchbacka. Ma zatem oddzielny bagażnik, ale rozstaw osi jak w mniejszym samochodzie. Trzeba mu jednak przyznać, że proporcje zachowuje a całość wytrzymała próbę czasu. Nie jest źle.

Lakier samochodu jest w stanie bardzo dobrym. Nissan pozbawiony jest w zasadzie rdzy, co dziwne. Cóż, taki się zachował. Do roboty są końcówki prawego progu i prawy przedni błotnik. Przede wszystkim dlatego, że nieładnie zaspawano w nim otwór na antenę i poprawy wymaga jego dolne mocowanie. Nadwozie ma poza tym kilka wgniotek do wcyiągnięcia. Trzeba też zmienić maskę.
O ile jednak buda ma w przypadku takich wozów znaczenie średnie (byle była zdrowa) to ważniejsze jest co pod maską. Oraz wnętrze. To może o  tym drugim. Sentra SE-R to wóz o sportowych ambicjach. Trzeba pamiętać, że w seryjnej postaci zadowalała się mocą 140 koni i do takich osiągów dostosowano resztę.
Biorąc to pod uwagę, fotele to doskonała konstrukcja. Fajnie podpierają ciało i są przy tym wygodne. Nie ma co udawać, że wyglądają jak nowe, ale wnętrze ponad 20-letniego VW nie ma szans z nim konkurować.
Co ważne, amerykański Nissan jest autem o wiele przyjemniej wykończonym niż np. wersje europejskie. Tkaniny na pokryciach foteli czy materiał podsufitki wykonano z lepszych i droższych materiałów. Tak, wiem, że w podstawowych modelach Sentry podsufitkę wykonywano z plastiku, jak w Maluchu. Ale ten tutaj taki nie jest.
Na wyposażeniu jest klimatyzacja. A raczej była przed zdemontowaniem. Część instalacji jednak pozostała, można ją ponownie uruchomić.
Deska rozdzielcza stanowi może pewne rozczarowanie, wszak w sportowo nastawionej furze człowiek oczekiwałby czegoś więcej. Ale to coś dostaje, na przykład w postaci uchwytu na puszki dostosowanego do wąskich opakowań red bulla. Tego w Europie nie znadziecie ;)

Pasy bezpieczeństwa w amerykańskim aucie to sztuka sama w sobie. Są tak mocne, że w życiu nie mieliście w rękach równie ciężkich drzwi do hatchbacka. Te są solidnie wzmocnione, mają nawet dodatkowy rygiel u dołu.
Brak klimatyzacji Sentra rekompensuje fabrycznym i elektrycznie sterowanym szyberdachem. Ludzie, zobaczcie ile luksusowego wyposażenia w naprawdę niewielkim samochodzie. No dobra, skoro już omówiliśmy rzeczy praktyczne, pora przejść do sedna czyli serca. A to ten wóz ma jak dzwon.
W opisie tego wozu, który już wcześniej ukazał się na "Wyszukanych" - tutaj - jest co nieco od strony technicznej. Teraz mogłem się przyjrzeć kondycji silnika, posłuchać go i wypróbować. Sama zabudowa wygląda, jak to w japońskim samochodzie, wszystko na wierzchu i plątanina kabli. Nie jest to zarzut, tak to po prostu jest. Pokrywa silnika wygląda smakowicie, wijące się po deklu zaworowym czerwone kable zapowiadają emocje.
Wrażenia nie robi układ dolotowy. Jest z tych funkcjonalnych raczej niż estetycznych. Taka jego uroda. Robotę robi, nie ma co do tego wątpliwości. No właśnie, jak to jeździ? Pod odpaleniu słychać basowy pomruk z tłumików, ma układ z dwiema puszkami, ale jest dość cicho. W korku prawie jak by silnika nie było. Fajna kultura pracy. Za to na kawałku autostrady... Cóż, ten motor umie się rozwinąć.
Zmienne fazy zaworowe przełączają przy 4 tys obrotów i to się bardzo wyraźnie czuje i słyszy. Wolnossak ciągnie z samego dołu i rozpędza to małe auto w tempie raczej niezłym. Co ja mówię niezłym, nie jesteście przygotowani na sposób w jaki to się zbiera. Mocarz. Nawet nie wiadomo kiedy na szafę wchodzi 200 km/h. Przy pełnym gwizdku jest co prawda głośno, ale ten hałas to jak muzyka dla uszu miłośnika szybkiej jazdy. Zdecydowanie poprawia nastrój. Świetnie pracuje skrzynia, dobrze dobrane przełożenia.
W tym Nissanie oprócz silnika zmieniono też całe zawieszenie, co też wzmaga bogactwo przeżyć za kierownicą. Właściciel samochodu przyznaje, że nieco za krótkie są w nim hamulce. Już leży zestaw z większymi tłoczkami i tarczą powiększoną o 30mm w stosunku do fabrycznych 250.
Wóz kosztuje 11 tysięcy i na tę ceną można spojrzeć dwojako. Ma zdrową budę, świetny napęd i kilka drobiazgów do ogarnięcia. Dokładając do niego jeszcze około 5-7 tysięcy mamy 220-konne coupe, które kompletnie nie rzuca się w oczy, ma wygodne wnętrze z szyberdachem i klimatyzacją a do tego profesjonalne zawieszenie i świetne heble. Na pewno jednak przyjdzie ktoś kto powie: "łiii, to tylko stary Nissan, do którego nie ma części, z buczącym wydechem, przestarzałą linią i wyżyłowanym motorem. Daję szóstkę i zawijam".
Sentra SE-R to nie auto dla każdego. Trzeba chcieć ją zrozumieć i pokochać. Nie jest łatwa. To nie Clio. Jak już to pojmiecie i postanowicie wydać na nią tyle ile trzeba żeby lśniła, satysfakcja gwarantowana.

Marcin Suszczewski

3 komentarze:

  1. Nissany Bodka to zazwyczaj kawał dobre roboty! Nic mnie w nich nie dziwi-poprostu są bardzo dobre!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jechałem tym wozem, przyspieszenie jak w niejednym sportowym aucie za wielokrotnie mniejszą sumę! Polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak, jak mówisz. zbiera się fenomenalnie ;)

      Usuń