Gramy z Orkiestrą

środa, 24 września 2014

PRZEJAŻDŻKA - Swego nie znacie

Pan w wypożyczalni był w ciężkim szoku kiedy zaprawiłem go stwierdzenie, że auto, do którego właśnie mi daje kluczyki, wyprodukowano w Polsce. Nie mógł po prostu uwierzyć, że to prawda. Jeszcze chwila a leciałby VIN sprawdzać. To na dobitkę dałem do zrozumienia, że innego niż polski Abartha też nie kupi.

"Pięćsetka" to auto w Polsce znane ale trudno powiedzieć żeby było lubiane. Sądząc po ilości egzemplarzy widzianych na ulicach polskich miast i za granicą, to Fiat 500 sprawia wrażenie dziecka niechcianego. Trudno cokolwiek lepiej rzec też o produkowanej u nas Lancii Y. Oba auta łączy bardzo udana stylizacja i stosunkowo niewielka praktyczność. Jak z kolei doskonale wiadomo, podstawą każdego testu w polskiej prasie moto jest próg załadunku oraz liczba schowków. Co najmniej tak, jakby każdy z nas miał coś do ukrycia, nie mówiąc o tym, że wciąż coś musimy ciężkiego wozić.
Do takich celów "500" słabo się nadaje, a "500C" to już w ogóle. Ona za to daje zupełnie co innego. Guzikiem obok lusterka wstecznego otwiera się dach. Można go otworzyć częściowo (bez zwijania tylnej szyby) albo całkowicie do samego dołu. Wtedy powstaje taki jakby pół-kabriolet. Ale w codziennej jeździe właśnie takie rozwiązanie sprawdza się znakomicie. Samochód nie traci na sztywności nadwozia, dach uchyla się szybko, można go w trakcie jazdy spokojnie zasunąć (bez potrzeby zatrzymywania czy zwalniania) a porcja słońca i wiatru jest akurat w sam raz.
Co do wiatru, odkryłem, że przy jeździe z prędkością powyżej 80 km/h, lepiej jest dach całkiem odsunąć. Gdy zostawimy tę tylną szybę na swoim miejscu powstają nieprzyjemne turbulencje. Nie to, żeby w aucie z silnikiem 1.2 to był jakiś częsty przypadek. Pięćsetka rozpędza się mułowato i gdybym miał sam wybrać wersję silnikową, z pewnością sięgnąłbym po 160-konne 1.4 turbo.
Fiacik w takiej wersji jak na zdjęciach, kosztuje w granicach 65 tysięcy. Ktoś powie, łomatko, przecież za to to już Focusa można mieć. Pewnie można, ale znowu, to nie o to tutaj chodzi. 500C to jeden z bardziej wyluzowanych samochodów z jakim miałem ostatnio do czynienia. Bez ambicji udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Za to z dużą dozą nostalgii. Tę widać w chromowanych "wąsach" na przedzie samochodu.
Ale przede wszystkim w kabinie. Nie każdy wie, a polski nabywca to już na pewno nie, że zamiast tradycyjnego zegara, Fiat oferuje w "Pięćsetce" cyfrowy wyświetlacz. Całkiem po co to nie wiem. Natomiast fakt, że czytelność tego analogowego mogłaby być nieco lepsza. Cóż, takim go stworzyli.
Polecam wam wszystkim przejażdżkę "500C". Lecicie na urlop na ciepłą wyspę, wypożyczcie go. Macie znajomych (za granicą) co takiego kupili, przejedźcie się nim. A potem pomyślcie, że w tak luźnym i fajnym nastroju moglibyście pokonywać codzienne kilometry. Czy to nie fajne uczucie?
Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz