czwartek, 30 października 2014

Niemiecka fantazja. 32 000PLN

Pewnie niektórych z was rozbawił ten tytuł. W końcu Niemców postrzegamy jako naród raczej pozbawiony poczucia humoru. Z kolei fantazja to coś co nie może być wynikiem kalkulacji. Ta z kolei stanowi podstawę egzystencji naszych sąsiadów. Cóż, może i tak, ale ten tu Opel zdaje się przeczyć stereotypom.

Już sama nazwa - "Commodore" - zapowiada wielkie rzeczy. Tak po prawdzie, to mamy do czynienia z nieco poprawionym stylistycznie i "dopakowanym" wyposażeniem Rekordem, ale niech będzie.
Z zewnątrz Commodore nie wygląda źle. Winylowy czarny dach, błyszcząca czerwienią karoseria i same proporcje sedana, urzekają oko widza. Podobać się może przód wozu, podobnie stylizowane reflektory miała wszak Monza - rasowe GT, do którego Opel jakoś od tamtych czasów nie powrócił.
Niestety, po wybornych przystawkach i smakowitej zupie czeka nas rozczarowanie we wnętrzu Opla. No nie da się udawać, że bordowe welury i kolorystycznie dobrane winylowe boczki to jest to, co może się podobać. Chwalmy czasy kiedy wnętrza samochodów mogły być w kolorach innych niż szarość, ale na Boga, tutaj niemiecka fantazja zmusza do przymykania oczu.
Z drugiej strony, czym ja się przejmuję? A jakie to ma znaczenie, że siedzi się w Oplu na bordowym, skoro widać na kilometr, że fotele obito najprzedniejszej jakości welurem. A że w kabinie Commodore'a panuje nastrój niemal buduarowy ma też i swoje dobre strony. Tylko trzeba umieć je wykorzystać. Z fantazją, nawet taką niemiecką ;).

Ostatnio Commodore gościło u nas ponad dwa lata temu - tutaj.

Commodore - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz