Gramy z Orkiestrą

środa, 15 października 2014

PRZEJAŻDŻKA - Cieplutko i stylowo

Tak się stało, że przejażdżka Golfem wypadła w dzień raczej chłodny. Jak to bywa w chłodne dni, temperatura nie jest już taka przyjemna jak latem, słońce przebija tylko czasami przez chmury i generalnie człowiek wpada w podły nastrój. W takie dni, samochód musi naprawdę błysnąć, żeby zasłużyć na pochwały.

To, że sylwetka Golfa jest łatwo rozpoznawalne brzmi tak trywialnie, że aż nie sposób takiej myśli z siebie wydać. Więc spróbuję inaczej. Golf wygląda zgrabnie. Mało tego, te dwadzieścia lat temu (a konkretnie 25 z górką bo przedmiotowy egzemplarz to dumny rocznik '88) byłem święcie przekonany, że jest on pękaty i opasły. Przy "Jedynce" faktycznie taki się wydawał. Dzisiaj staje taki obok Punto I i trzeba się mocno natrudzić, żeby go w ogóle zauważyć. Dobrze, że jest w kolorze "Feuerwehr Rot" znanym popularnie jako "Strażacka Czerwień".
Pobieżne oględziny Golfa wskazują, że ktoś trochę powalczył przy nim polerką. I dobrze, fajnie jest widzieć jak na takim staruszku lśni pięknie położony lakier. Niestety widać też wgniotkę na jednym błotniku, wymianę na drugim i jakieś nieregularności na drzwiach pasażera z tyłu.
Cóż, zakładam, że przez te 26 lat Golf nie stał wyłącznie w garażu i miał pecha, że ktoś kiedyś czegoś do końca nie ominął. Zostawmy jednak te drzwi i spójrzmy na listwy plastikowe i atrapę chłodnicy. Kurczę, wyglądają jak nowe. To trochę trudne do uwierzenia, ale podobnie mało prawdopodobne jest żeby ktoś te wszystkie elementy w nim wymieniał.
Co innego wnętrze. Tu od razu dowiaduję się, że oryginalne fotele zostały zjedzone przez psa więc są jakie są w ich miejsce i lepsze nie będą. Bardzo żałuję, że nie mogę podziwiać czarnych z czerwonymi paskami foteli wersji specjalnej Manhattan. Ale cóż, takie jest życie. Nowe fotele są równie, mam nadzieję, wygodne. A to, że nie pasują do boczków... trzeba będzie przeżyć.
Więc siadam za fajerę. Ha... jakże to wszystko inne niż we współczesnym aucie. Deska rozdzielcza płytka, zaraz za nią przednia szyba a za nią... za nią widać narożniki nadwozia. Uwierzycie w to. Siedząc za kierownicą widzę gdzie kończy się przód Golfa. Bajka.


 Deska Volkswagena to pokaz prostoty. Ale nie zamierzam się doktoryzować z ergonomii. Poza tym, że nie mogę wprost uwierzyć, że w 1988 roku inżynierowie VW przewidzieli, że ćwierć wieku później będziemy chcieli gdzieś odkładać smartfony. Jest taka półeczka idealnie wręcz pasująca na konsoli centralnej. I jest drugie miejsca, na półce przed pasażerem. Do tego jest oczywiście schowek w desce i kieszenie na drzwiach. W tych kieszeniach mieści się na pewno więcej niż jedna płyta CD. Zamiast głośników w drzwiach zamontowano zamykane klapką schowki. Tam też można coś wrzucić.
Ale starczy może tego opowiadania. Za chwilę w tym tempie dojdziemy do wysokości progu załadunku bagażnika, jak w niemieckich gazetach o samochodach. A ten parametr akurat przemawia wyłącznie na niekorzyść Golfa.
Odpalmy więc silnik. Startuje od razu. A znam tę jednostkę świetnie z... Wartburga. To cztery cylindry i pojemność 1300. Pracuje równiutko, nie kaszle.
Pod maską nie wygląda to może okazale, ale tę prostotę doceni każdy, kto lubi rozumieć z czym ma do czynienia. Widać gdzie powietrze wlata, gdzie się miesza. Łatwo jednym rzutem oka ocenić stan wszystkich płynów ustrojowych. No, żeby się czepić to można oczywiście odnowić dekiel zaworów i pokrywę filtra powietrza. Ale kaman, mają po 26 lat ;). Rozczulił mnie iście niemiecki zbiornik na płyn do spryskiwaczy z wytłoczoną pojemnością. Gdzie, ja się pytam, znajdę bańkę płynu o pojemności 4,2 litra?

Pojechaliśmy. Ale się płynie. Mówię wam, to nie jest samochód klasy kompakt. To jest jakaś limuzyna w zbyt małej formie zamknięta. Golf żwawo przyspiesza a elastyczność silnika objawia się tym, że na czwórce (czyli w tym wypadku najwyższym biegu) można jechać spokojnie od 60 km/h do oporu. Nie wiem jaki ten opór jest bo raz, że wóz nie mój, dwa, że na zbyt dużych i szerokich oponach a trzy, że po 120 km/h straciłem zainteresowanie. Jedzie tak, że lepiej nie trzeba.
Co ciekawe, to pierwsze wrażenie z patrzenia na samochód - czyli jego niewielkich rozmiarów - kompletnie nie sprawdza się wewnątrz. Siadam z łatwością sam za sobą (wzrost 183cm) co nie jest możliwe np. w Mercedesie W201. Fotele ma bardzo wygodne - przelot typu 2-3 godziny to dla pleców nic.
Gdyby nie te kiepsko dobrane opony, które warczały przy niskich prędkościach a buczały przy wyższych, powiedziałbym, że z hałasów dobiegających uszu pasażerów najbardziej słyszalny jest opływ powietrza. A skoro o powietrzu mowa i podsumowując przejażdżkę w ten, jak wspomniałem, dosyć chłodny jesienny dzień: niewiele jest wozów, które mogą Golfowi podskoczyć w temacie wydajności ogrzewania. No, może Niva. A to wielki jest komplement.

Za możliwość przejażdżki Golfem dziękuję Michałowi Lipińskiemu z "Wyjątkowych Samochodów".

Marcin Suszczewski

7 komentarzy:

  1. Favoritka moja bije go jednak ;)
    - 5 biegów
    - wyższa w środku ja mam 191cm więc to doceniam
    - ogrzewanie równie sprawne

    to sa bardzo podobne autka w sumie ... hmmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swoją drogą dzisiaj pod redakcją Classic Auto omawialiśmy z urodzinowym naczelnym temat Fabii. proporcje naprawdę ładnie kontynuują Golfa 2. Bo inne to już nadmuchane pontony przy nim.

      Usuń
  2. Granada, -10'c, 200m od domu gorące powietrze ( 2.3 V6).
    ale golf znośny, tylko trzeba na zimę psikać w środku sprejem na myszy bo lgną do siana w fotelach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niemieckie dziadostwo, jest abs? jest? a bodaj korektor siły hamowania jest? miałem takiego, jak się tym czymś hamuje słychać jedynie pisk z przednich opon, a jak szczeliła mi głowica, (proszę zauważyć jaki ten silnik chudy) to grzał jeszcze szybciej, tak 2 razy szybciej gdzieś :) i wtedy przydaje się ten duży zbiornik na płyn do spryskiwaczy:) jest pomyślane.

    OdpowiedzUsuń
  4. ABS ma jeszcze coś takiego jak bezpiecznik, jak się przepali lub go w ogóle nie ma... to wtedy auto tak hamuje, hmm a uszczelka "SZCZELIŁA" bo może było za mało płynu chłodzącego, lub był padnięty termostat? Nic się nie dzieje bez przyczyny...

    OdpowiedzUsuń
  5. w tych autach dzieje się tak z przyczyny zmęczenia materiału, ot tak, bo ktoś tego nie policzył tak samo jak np. w 2.0 tdi i nie ma co tego dziadostwa tłumaczyć

    OdpowiedzUsuń