Gramy z Orkiestrą

środa, 1 października 2014

PRZEJAŻDŻKA - Takie kombi to ja rozumiem

Marcel z MBCars lubi czasem przywieźć z wojaży coś dziwnego. Różnie mu się to udaje, ale tym razem to trzeba człowiekowi oddać honor - pojechał po bandzie. Otóż wziął i kupił renówkę. Ale nie jakąś tam. On kupił dwudziestkęjedynkę, kombi, z napędem na cztery koła. Marcel, plus za odwagę chłopie.

Co jednak na papierze wydaje się czystym szaleństwem, w rzeczywistości wcale nie musi takie być. Postanowiłem sam przekonać się o tym jak jest naprawdę. Dostałem do ręki kluczyki, wskazali miejsce postoju Nevady, poszedłem. Niech was proporcje nie zmylą, to jest duży samochód. Porównując 21 Nevadę do innych kombi, do głowy przychodzi tylko Citroen XM i późniejsza Vectra. Cała reszta może się nie fatygować i pozostać w kategorii "sportkombi". Żartuje, na pewno znalazłyby się równie pojemne auta, ale "renówka" imponuje rozmiarami kabiny.
Fajnie i wygodnie jest na wszystkich fotelach. Szkoda, że tylna kanapa nie ma zagłówków. Przydałyby się. I szkoda, że do dzisiaj nie zachowała się roleta bagażnika. O ile mnie pamięć nie myli była rozwiązana podobnie jak w XM - za kanapą tylną taka szersza półka na drobiazgi a z niej dopiero wysuwana osłona bagażu. Ogólnie jednak jest przestronnie i wygodnie. Nikt tu nie ma prawa narzekać na ciasnotę.
Trzeba też pamiętać, że były wersje siedmiosobowe. I to z fotelami zwróconymi ku przodowi. Tyle tam było przestrzeni. Wersja, której się przyjrzałem była komfortowo wyposażona. Boczki obito, a raczej oklejono welurem. No właśnie, ten klej popuszczał i wypadałoby powtórzyć manewr. Czy jazda do tapicera. Nie, nie wszystko wisi. Podsufitka, z małym przetarciem w jednym miejscu, jest ok. Tylko na drzwiach są te nawisy, trochę jak w Volvo serii 70 z początku lat 2000.
Ciekawie rozwiązano siedziska foteli przednich. Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że unoszą się w powietrzu. Ciekawy myk.
Uzupełnieniem ładowni jest dach 21. Jak na moje oko nie ma nawet konieczności kupowania relingów. Walizki kładziemy na gumowanych pasach biegnących wzdłuż samochodu a o relingi zaczepiamy tylko gumy do mocowania. Czy takie naciągane pasy. Powinno wszystko elegancko leżeć.

Wracając do kabiny, jest nowocześnie. Deskę rozdzielczą zaprojektowano prawie jak z ery cyfrowej - nie należy zapominać, że w ofercie była też 21 z zegarami na wyświetlaczach. Wszystko działa poprawnie i z sensem, może poza przyciskami do elektryki...
Te umieszczono w głębi pod daszkiem słonecznym okalającym deskę. Wciskanie tego nie jest zbyt wygodne. Cieszą za to detale, jak zamykany mały schowek tuż pod ręką kierowcy...
a nawet komputer pokładowy z wyświetlaczem pomiędzy głównymi zegarami. Pech chciał, że komputer co prawda miał coś do powiedzenia ale wyłącznie w formie mrugającej. Szczerze, nie chciało mi się wnikać co też tam pokazuje.
O, to są te właśnie przyciski do sterowania wszystkim. Ten z "X" to nie wiem. Włącza "X" factor?

Nowocześnie zaprojektowane funkcjonalności na boczkach. Głośniki słusznego rozmiaru a muzyka gra bardzo dobrze.
Jak już wspominałem w większym opisie tego egzemplarza - tutaj - pod maską leżakuje tutaj benzynowy motor 2.2. Leżakuje to dobre określenie zarówno jego umieszczenia (lekko pochylony na bok) jak i sposobu rozwijania mocy. Nie żeby było to specjalnie leniwe auto, nie jest takie. Ale określenie dostojny pasuje do niego jak ulał.
Tu jednak nie tyle o wysokie obroty chodzi, co o sposób w jaki silnik napędza ten wóz. Od początku czuje się, że dobór pojemności jest tutaj właściwy. Ten silnik nie jest ani za mocny, ani za słaby. Jest w sam raz.
To ważne, bo Nevada to wóz do spokojnego łykania kilometrów a nie miejski ścigant. Mamy bowiem do czynienia z transportem na wskroś praktycznym. Dowodem na to są na przykład genialnie rozwiązane pasy dla pasażerów tylnej kanapy. Kto ma kombi ten wie jak to jest kiedy chce się złożyć tylne fotele. Podnieść siedzisko, odblokować oparcie... a pasy?
Tu jest inaczej. Punkt mocowania pasów zabudowano w oparciu. Składając je, od razu chowamy pasy pod oparciem. Nic się nie ciągnie ani nie wystaje. Można? Przy okazji sprawdziłem jak dużo tego miejsca z tyłu powstaje. Wyszło, że bez problemu a wręcz wygodnie mógłbym tam spać. Gdyby nie jeden szkopuł. Renówka ma napęd na cztery koła. Tam, gdzie normalna Nevada (a napędem na przód) ma podłogę bagażnika idealnie płaską, tutaj jest ona nieco podniesiona. To jedno psuje wrażenie. Coś za coś.
A skoro o napędzie mowa. Nie sposób go oczywiście przetestować w suchy i słoneczny dzień. A naprawdę nie miałem serca "marcelowym" samochodem topić się w błocie. Zresztą Marcel mógłby potem nie mieć do mnie serca, czego wolałem uniknąć. Napęd 4x4 załącza się tutaj przełącznikiem umieszczonym na desce, pod radiem. Kto już kilka takich systemów sprawdził ten wie, jak się to powinno zachować po włączeniu.
Tak jest i tutaj. Po przekręceniu w pozycję "4x4" napęd się usztywnia, auto jakby spina się, gotowe do nowych wyzwań. Bardzo jestem ciekaw jak to się zachowuje na śniegu. A przede wszystkim, do czego może być niezbędna kolejna pozycja oznaczona "diff" czyli jak mniemam blokada mechanizmu różnicowego. Jego nie włączałem gdyż jak wiadomo, na suchym asfalcie może to mieć raczej opłakane skutki.
Pewnie się prowadzący, przestronny i awangardowo stylizowany samochód za niewielkie pieniądze - taka jest ta Nevada. Do usunięcia drobne usterki elektryczne (wspomniany migający komputer), podklejenie boczków, dokupienie osłony bagażu. Przede wszystkim zaś, wyspawanie górnego lewego mocowania kolumny McPherson. Rdza przeżarła ją już na wylot w jednym miejscu. To na pewno ważne. Progi i zawiasy w porządku z zastrzeżeniem, że nie wiem czy to fabrycznie takim barankiem polecieli czy ktoś później. Ale wszystko trzyma się kupy.

Jeszcze więcej o tym samochodzie - tutaj.

Marcin Suszczewski

3 komentarze:

  1. W artykule jest błąd - to nie jest Renault 21 Nevada, lecz, jak wskazuje nawet napis na klapie, Renault Nevada. Pod koniec produkcji tego modelu usunięto "21" z nazwy i zmieniono trochę krój literek na tylnej klapie. Cały ten zabieg dlatego, że wycofano 21 z produkcji, zaś jego miejsce zajęła Laguna, która nie miała jeszcze wersji kombi. Lukę zapełniła Nevada, którą produkowano do momentu utworzenia Laguny kombi. Ojciec jeździł Nevadą przez kilkanaście lat (wcześniej miał 21), więc możecie mi ufać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przycisk "X" odcinał możliwość manipulacji elektrycznymi szybami pasażerom z tyłu.

    Przycisk od spryskiwacza tylnej szyby jest nieoryginalny i pochodzi od R9/R11/R18.

    Komputer pokładowy wystarczyło zresetować przekręcając pokrętło w zegarach zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pogratulować odwagi... Samochód zupełnie nijaki o miernych walorach użytkowych (jak na dzisiejsze czasy). Trzeba trafić miłośnika marki o zasobnym portfelu - będzie trudne. R21 w Polsce nie ma żadnej wartości. Sam mam auto z przebiegiem 91 tys z Hiszpanii i zatrzymam je bo musiałbym je pościć w cenie części, na które z reszta nie ma popytu.

    OdpowiedzUsuń