niedziela, 12 października 2014

SPRZEDANY. WYSZUKANY POLECANY - Poker Face

Szwedzka marka Volvo znana jest ze swoich kombi. Praktyczne rozwiązania składanych kanap, siatek a nawet składanego fotela pasażera z przodu - to wszystko zawdzięczamy Szwedom. Głośno nie mówi się tylko o wersjach Volvo, które do tej praktyczności dokładają niespodziewaną dawkę emocji. No bo jak się emocjonować pulpecikiem z Ikei? Odpowiedź jest tylko jedna: na ostro ;)

Kiedy Volvo przeszło w ręce Forda, no dobra - niech będzie, że to się nazywało Premier Automotive Group, ale i tak to dalej był Ford, większość modeli opracowano w oparciu o istniejącą fordowską architekturę. S80 o Mondeo a serię 50 i 40 o Focusa. Architektura to pojęcie ogólne, zwłaszcza w motoryzacji. Rzut oka do V50 wcale nie pomoże nam rozpoznać w nim Focusa. Takiej oceny może się to auto dorobić dopiero na jeździe próbnej. Co prawda pod maską Volvo pracuje pięciocylindrowiec Volvo a napęd poprzez sprzęgło Haldex jest również w Fordach czymś obcym to zmiany nastąpiły w zakresie prowadzenia auta. To nie jest już to kanapowe Volvo co kiedyś. Tu jedzie się sprężyście z poczuciem totalnej kontroli nad zachowaniem samochodu, na mokrym i suchym. Jak nie w Fordzie jest też wnętrze Volvo. Elegancki design z nietypową konsolą centralną, pachnąca skóra na fotelach i boczkach. Mimo niewielkich rozmiarów panuje tu klimat premium.
Nasze, bo to jednak wciąż nasze - Volvo V50 wyszukaliśmy przy okazji codziennych wyszukiwań. Ogłoszenie było co najmniej enigmatyczne, obwieszczało, że dziesięcioletnie Volvo zostało kupione w polskim salonie a następnie przetoczyło się do licznikowych 29 tys kilometrów. Cóż, był ciepły dzień, a wiadomo jak temperatura wpływa na ludzi. Pojechaliśmy sprawdzić stan zdrowia sprzedającego. Na miejscu okazało się, że ze sprzedającym wszystko jest  w jak najlepszym porządku, podobnie jak z samochodem. Mało tego, opis modelu - V50 T5 awd - też się zgadzał, chociaż i tu zakładaliśmy literówki. Cóż było robić, musieliśmy go kupić.

Volvo, czy też "W8OSIEM" jak to do niego przylgnęło, okazał się w zasadzie nowym autem. Należał do pani  prezes, która głównie mieszkała w Londynie, a do Polski nie zaglądała tylko po to, żeby ujeżdżać swoje Volvo. To i tak cud, że tyle kilometrów natłukła ;).
Samochód okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Wspaniale mruczy swoimi pięcioma cylindrami, ma świetnie skomponowaną kolorystykę - brawa dla pani prezes.
Dla pewności, odwiedziliśmy po jakimś czasie ASO, tam ludzie powypadali z podnośników. Raz, że rzadka wersja, dwa że salonowy polski samochód a trzy że z niemożliwym przebiegiem. Na to ostatnie szybko znalazła się rada.
Przez ostatnie pół roku Volvo zabieraliśmy głównie w trasy - na lokalne wyskoki jest w domu drugi samochód. Był więc w Montenegro i Niemczech, zwiedził kawał Polski. Takie trasy potwierdzają nadzwyczajny wręcz komfort foteli oraz utwierdzają w przekonaniu, że rozmiar tego kombi jest w sam raz na cztery osoby. A dla dwóch jest jeszcze lepszy ;).
Przez te 20 tysięcy wspólnych kilometrów nie mieliśmy z samochodem najmniejszych problemów. Silnik nigdy nie kaszlnął, ani razu nie mieliśmy podejrzeń, że może coś jest nie tak. Ten samochód jest pewny jak Święty Mikołaj w grudniu. Pewnie również dlatego, że dbaliśmy o niego należycie. Od początku postanowiliśmy serwisować auto w ASO. Szybko okazało się, że ASO przyjmuje takie wozy z otwartymi ramionami i proponuje tak korzystne zniżki na części i prace, że oddawanie samochodu do pana Henia mija się zwyczajnie z celem. To w ASO Volvo (akurat na ul. Płowieckiej) zmieniliśmy w Volvie rozrząd, tam go dwa razy serwisowaliśmy. Tam wymieniliśmy mu zatkaną odmę - podobno dość częsta przypadłość. Jak się zresztą okazuje nie tylko w autach szwedzkiej marki. Ostatni przegląd nie wykazał zużycia czegokolwiek. Mimo upływu dziesięciu lat od wyprodukowania, wciąż ma się wrażenie obcowania jak z nowym samochodem.
Doprawdy smutna to chwila kiedy człowiek musi rozstać się z takim wozem. To nie jest auto, które daje się wyszukać codziennie. Nawet należy wyrazić przypuszczenie, że to dosyć wyjątkowa sytuacja, nawet z tym przebiegiem, który Volvo ma obecnie.
Cóż, jak trzeba to trzeba, zatem na koniec możemy z całą stanowczością zawyrokować - POLECAMY.
Volvo na aukcji - tutaj.

32 komentarze:

  1. Z daleka widać, że książkę serwisową wypełniała jedna i ta sama osoba !!! Żenada tak samo jak te tablice indywidualne...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bym się jeszcze doszukiwał pokładów szpachli oraz... uwaga, braku napędu awd. w końcu go nie widać więc kto zagwarantuje, że to nie tylko znaczek tak naklejony... zresztą, bądźmy szczerzy, krzywo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no żenada to pierwszy komentarz, bez dwóch zdań, ale swoją drogą cena taka, jakby gdzieś jeszcze było ukryte złoto, tylko nigdzie go nie widać, ale może tak jak tego napędu..., a gdzieś jednak jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tak to wygląda Panie wydawco, nie ma co się dąsać :) Fajne Volvo ale tablice i tak beznadzieja "nie wyszukane" :)

      Usuń
    2. tablice odziedziczone i się nie dąsam. jak to już dowiódł serial Twin Peaks: nie wszystko jest takie na jakie wygląda. ale i odwrotnie ;)

      Usuń
  4. owszem, ale czego się nie robi, żeby zacnego wozu nie sprzedać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię "wyszukane". Tym bardziej niewygodne mi napisać niniejszy komentarz: autoreklama w słabym wydaniu. Panie Marcinie, znając Pańskie publikacje, czytając autoclassic powiem szczerze: nie przystoi Panie Marcinie, nie przystoi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja mam na imię Krzysiek...Tak w ogóle to wyluzuj facet :)

      Usuń
    2. Dlaczego nie przystoi? Dlaczego w słabym wydaniu? Że tak cukierkowato? Naj i och i ach? No może trochę za dużo tu lukru, ale z kolei może to wszystko szczera prawda, więc jak inaczej można zareklamować swoje dobre auto? Może jednak jest ok. Dla mnie bardziej nieprzyzwoite jest ustalanie tak wysokiej ceny, bo jakoś tak zakrawa trochę na grubą przesadę. Mylę się?

      Usuń
    3. no co poradzę, że go dziada lubię to raz, że naprawdę trafił się nietuzinkowy egzemplarz z kuriozalną wręcz historią to dwa. a że o swoim jakoś tak kulawo się pisze to inna sprawa. zawsze mi lepiej szło rekomendowanie innych i cudzego niż sobie i siebie. przyznaję się ;)

      Usuń
  6. Czy ktoś tu jeszcze wie, co, kto i komu odpisuje i w odpowiedzi na co...??? Jakiś burdel się zrobił. Krzysiek, to Twoje auto czy jak? Ponury pisze do Szefa, a nie do Ciebie. Coś nie halo albo u Was, albo u mnie pod kopułą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozwolę sobie zabrać głos, bo to ja widnieję w papierach jako właściciel tego samochodu. Panowie, życzę Wam, żeby Was ani Waszych bliskich żadna sytuacja życiowa nie zmusiła nigdy do sprzedawania ukochanych rzeczy, ani samochodu, ani mieszkania ani innych wartościowych przedmiotów. W dupie byliście i gówno widzieliście a się wymądrzacie. Czasami lepiej wylać sobie na łeb wiadro zimnej wody zamiast zabierać głos w dyskusji, szczególnie jak się nie wie o czym się mówi… Pozdrawiam Was wszystkich szczerych i życzliwych czytelników bloga Marcina, tak trzymajcie! Niech żółć będzie z Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie Pani właścicielko. Pani oburzenie i wulgaryzmy wydają się być totalnie nieuzasadnione i na wyrost. Mnie wręcz obraziły, wprowadzając dopiero solidną dawkę żółci, bo akurat tej wyjątkowo było tu mało, więcej mimo wszystko życzliwości, a chyba na tym blog i komentarze polegają, żeby móc podzielić się swoją własną opinią, a nie zapierd... kilkaset kilometrów by wyrazić swoje zdanie, widząc dane zjawisko - zamiast rzeczonego gówna - na własne oczy. Nie widzę tu uzasadnienia dla takiego jadu, jaki Pani właścicielko wpuściła, i raczej przemówił przez Panią brak dystansu z powodu własnego wyszukanego, niż obiektywizm. I zupełnie nieważne jest w tej sytuacji jaka to przyczyna stoi za koniecznością sprzedaży ukochanego auta.
      Przyszła kobita i rozstawiła po kątach przemądrzałych gównojadów - tak to miało być? Niestety nie tak wyszło. Traktowanie wszystkich z góry to nigdy nie jest dobry pomysł.
      W dupie Pani była i gówno widziała, a uważa się za najmądrzejszą... Miło? Nie sądzę. Zatem ku rozwadze.

      Usuń
  8. W d... byliśmy i g... widzieliśmy. Pani Joanno, czy to z kolei przystoi człowiekowi kulturalnemu? A tym bardziej kobiecie? Ale może racja ze tam byliśmy i to widzieliśmy. Kwestia odniesienia. Względność.

    OdpowiedzUsuń
  9. natężenie emocji w komentarzach pod Volvo ;). podobnie zaskakująco było niedawno pod Audi A6. cóż, widać to nie jest wcale tak, jak mówią, że pewne wozy nie emocjonują ludzie. a może to nie auta a ceny. ale jak tu się emocjonować ceną. albo uważamy, że coś jest jej warte albo nie. trzeciej drogi nie ma. mało tego, przecież wcale nie ma obowiązku kupowania. ani sprzedawania. to wszystko umowne kwestie. umówmy się zatem żeby nie atakować się tutaj nawzajem. to tylko samochody. wyszukane, ale jednak wciąż samochody.

    OdpowiedzUsuń
  10. Racja, racja, racja, i pełna, absolutna zgoda, jednak wg mnie niezdrowe emocje pojawiły się głównie za sprawą Pani J. Wcześniej po prostu komentowano to, co chciano wg uznania komentującego, i dodajmy, że z dość wysokim poziomem kultury.
    Panie Szefie, nie można najpierw wylać na wszystkich wiadro pomyj, a później mówić im, żeby tego nie robili, bo to zwyczajne odwracanie kota ogonem. Hmmm, gdzieś tu się szanowne Szefostwo zagalopowało.
    Chyba, że reprymenda skierowana jest do szanownej właścicielki, a byłby to najwłaściwszy adres:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem najlepiej pozostać przy merytoryce. to się zawsze sprawdza. a uwagi typu fałszowanie książki serwisowej pozbawione wydaje się podstaw. co do opinii na temat treści rejestracji. cóż, została po poprzednim właścicielu. cóż można z niej wnioskować na temat samochodu? raczej niewiele. poza tym, że jest się tysiąc do przodu ;)

      Usuń
  11. Pierwszy komentarz to była żenada i w ogóle bym się do nie go nie odnosił, ale pewnie dla zasady, należało. I dobrze, bo przynajmniej wiemy skąd to W88.
    A tak dla rozluźnienia - http://rejestracja.blog.pl/2005/06/27/w8-osiem/ - widać nawet odbicie we wstecznym lusterku:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ło rety, ale fajnie... cóż, też bym tu trochę namącił wtrętem ale w aktualnej sytuacji zaczynam obawiać się donosu ;). a tam, raz kozie śmierć... to zadanie dla wprawnego oka lub googlera. można dopatrzeć się szczegółu...

      Usuń
    2. Pasażer-kobieta?

      Usuń
  12. Czyżby to była pani prezes w 2005 roku...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha, trochę się człowiek wśród elit porusza ;)

      Usuń
  13. Drogi Panie redaktorzy i dodzy czytelnicy,

    Żaden samochód nie wzbudził takich emocji i nie obnażył braku kultury, co niektórych czytelników-komentatorów. Jak widać szczególnie po wypowiedzi Pani prezes słoma może wystawać i z Louboutin'ów.

    Ekscytacja jest trudna do zrozumienia, bo V50 nawet w tak niecodziennej konfiguracji niczym nie porywa. Jest to bardzo dobry samochód, ale do bólu praktyczny jak meble z Ikeii.

    Trudno też doszukiwać się w tekście naruszenia etyki dziennikarskiej. Zresztą blog, to blog - inni robią gorsze rzeczy niż reklama własnego towaru i jeszcze biorą za to kasę.

    Serdecznie pozdrawiam autora i wszystkich czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  14. Słoma wystaje bezwzględnie, ale skąd wiadomo, że z Louboutin'ów a nie z gumofilców? A ekscytacja to w głównej mierze zasługa tej słomy i tego skąd (od kogo) wyszła, a nie zwykłego V50, no może też trochę jego ceny. Co do etyki jakiejkolwiek, to dajmy sobie spokój z nią w ogóle, a na blogach w szczególności. Choć akurat w tym konkretnym przypadku doszukiwanie się jej naruszenia jest w moim odczuciu bardzo nietrafione.
    A Pani J., po wypluciu litra żółci i litra jadu, teraz, ze schowaną głową w piasek, tylko czyta komentarze i z satysfakcją myśli sobie: "a podniecajcie się chamy...", bo przecież właśnie takie ma o nas zdanie, czemu wprost dała wyraz. Może przynajmniej wypróżnienie z tych żrących substancji pomogło w dobrym samopoczuciu.
    Panie Szefie, szacunek pod każdym względem!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapewne to jakaś hipsterska warszawiaczka spod Grójca stąd ta słoma

    OdpowiedzUsuń
  16. Słoma słomą, ale rejestracja jakoś taka w duchu Mein Kampf ;/
    A Pani prezes zapewne chce się przerzucić z garaży bez ścian na budowę domków krytych strzechą, więc i słomy w buty powchodziło...

    Co do samochodu:
    Fakt, ładny, fakt szybki, ale : to dalej focus ( kto miał s/v 40 z przed 2000 roku i po 2000 ten zrozumie), dalej to silnik z 89 roku, dalej tak samo awaryjny i paliwożerny, no i AWD z tendencją do robienia się FWD bo 200-300 tys.
    I żeby nie było, ja bardzo lubię Volvo ;) A i fotele zaiste są w nim rewelacyjnie wygodne...

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzień dobry,

    widzę, że emocje opadły i dobrze;

    pomyślałby kto, że można założyć własny blog i pisać na nim co się chce (...)

    nie wiem, czy jestem samochodowo zakręcony, czy nie dość znam język polski - chociaż netykieta dopuszcza (podobno - matura '94) pewien luz, to z reguły komentarze tutaj są pisane przez ludzi zdradzających oznaki inteligencji przekraczającej średnią krajową i zdecydowanie przekraczają inteligencję statystycznego "trolla z netu" ("do brzegu Jasiu" jak mawiała moja Pani od polskiego), a więc po pierwsze - gdybym sprzedawał swój samochód (zawsze czuję się przy tym podle, na szczęście zawsze dotąd komuś znajomemu) - to tak samo bym go opisał - podał historię zakupu, napraw, szczegóły wyposażenia, wrażenia z jazdy, smaczki itp. + zdjęcia, więc nie rozumiem, co znaczy np. "autoreklama w słabym wydaniu" - Kolega Czytelnik zaproponuje zrobienie lepszej, czy co? Po drugie Szef podaje tam pewne fakty, które przy tej cenie opłaca się sprawdzić, więc insynuacje odnośnie książki serwisowej i stanu samochodu są czczą gadaniną, oględnie mówiąc.

    Nie jestem z Warszawy (oczywiście, na szczęście) i mam torsje, kiedy muszę tam czasem jechać, ale domyślam się, że Szef tam gdzieś mieszka, ale to nie Jego wina ;-), nie jego wina również, że ma W8OSIEM - ale czy to w tamtej okolicy jest czymś obciachowym!? Proszę o oświecenie.

    Co najmniej 2 x Szef pisał o tym samochodzie na blogu i reklamował też sprzedaż C5, który moim zdaniem wymagał więcej reklamy niż V50, nie wiem skąd teraz takie emocję, wręcz atak. I niepotrzebnie się tak przejął próbując wchodzić w dyskusję (tutaj zacytowałbym pana JKM, ale za skalanie tego miejsca polityką mógłby mnie ktoś stąd ewaporować).

    Mówiąc szczerze, nie do końca rozumiem o co chodziło Pani z tą żółcią i może jestem szowinistą, ale nauczyłem się boleśnie, że nie zawsze należy do końca dyskutować z kobietą i już tym bardziej próbować zrozumieć. Ale w każdym razie apeluję o powściągliwość w używaniu w stosunku do interlokutorów terminów "słoma z butów", "kultura", "etyka" itp., jak już musimy oceniać, to oceniajmy wypowiedź,a nie autora. Co zresztą niektórzy Koledzy próbują robić.

    Na koniec trochę ekshibicjonizmu, sam jeżdżę samochodem dla dupków, czyli niemieckim kombi z dieslem i to gorszą wersją V50, w prawie najlepszej ówcześnie specyfikacji, ale bez rewelacji. I chociaż zdarza mi się GO klnąć za bezmyślność inżynierów albo oszczędności księgowych, to mógłbym o NIEJ powiedzieć prawie tyle dobrych rzeczy, co Szef powyżej. Nie ma więc sensu komentarz w stylu V50 T5 AWD "niczym nie porywa" itp. albo o cenie. Po raz kolejny powinszuję wszystkim Państwu, aby było ich stać na każdy samochód, jaki sobie wymarzą, zresztą jak napisał właściciel "nie ma obowiązku kupowania". A i sam blog, to nie jest reklama handlarzy w stylu "nie śmigany, nie puka, Niemiec płakał..." - takim wstęp wzbroniony.

    Pozostańmy więc, dzięki uprzejmości i pracy Szefa (Szefie - naprawdę nie chce kupić Twojego samochodu i nie liczę na rabat) KOLEŻEŃSKIM towarzystwem, które mając "oktany zamiast hemoglobiny" czasem sobie trochę podyskutuje w duchu wzajemnego zrozumienia.

    Uff.
    geniu

    OdpowiedzUsuń
  18. No ładnie napisane, ładnie.
    Ale czy nikt poza mną nie dostrzega sedna?? Wszystko było bardzo ok, do momentu wypowiedzi rozemocjonowanej szanownej Pani J.? Każdy teraz pisze o jakichś rzekomych emocjach czy gorącej dyskusji. Bzdura! Opinia o modelu, cenie, książce itp. to tylko opinie, które chyba mają prawo się tu pojawiać. Zupełnie niezrozumiałe i niezdrowe emocje wprowadziła szanowna Pani J., nie wiedzieć dlaczego. Wiecie dlaczego?? Bo ja nie mam pojęcia.
    Teraz uwaga: wyobraźcie sobie, że po raz pierwszy zapraszacie do domu nowych znajomych. Rozmawiacie z nimi kulturalnie np. na temat wystroju waszego domu, rozwiązań architektonicznych (w końcu są po raz pierwszy), coś tam chwalą, coś krytykują - normalnie, aż nagle wpada do domu wasza druga połowa (formalnie właścicielka nieruchomości i KW:), co nie daj Boże) i wyzywa waszych znajomych od najgorszych, sugerując dosadnie, że jak się coś nie podoba, to wypier.... Panowie - nazywajmy rzeczy po imieniu! Acz kulturalnie na miarę swojej kultury.
    "Nauczyłem się boleśnie, że nie zawsze należy do końca dyskutować z kobietą..." Bolesność tej nauki chyba nie była wystarczająco duża. NIGDY NIE NALEŻY!
    Ukłony dla Szefa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie, wypowiedź Pani Joanny została przez wszystkich "objechana", chciałem tylko zauważyć, że eskalacja emocji do niczego dobrego nie doprowadzi. Samochód Szefa jest zacny, pierwsze komentarze niezbyt, ale żeby tak się rozsierdzić - qui comprenne la femme
      pozdrawiam
      /g/

      Usuń
    2. Ok, tonujmy zatem:) Takie V50 sam bym dumnie posiadał, gdybym nie jeździł paskiem dla dupków:)
      A kobiet nie pojmie nikt, to fakt, nawet one same. Ewentualnie można je pojmać, ale później już same problemy. Ehhh, lepiej już zamilknąć.
      Ale Volvo fajne, dyskusja też:):) Tylko Szef chyba dostał zakaz posiadania swojego zdania oraz wyrażania go:):)
      Sorki Szefie, głowa do góry:)

      Usuń
    3. Zauważyłem, że brakuje mi tutaj takiej facebookowej funkcji "lubię to" a dodałbym też "nie lubię tego". Z drugiej strony, jak bardzo spłaszczyło by to naszą wielopoziomową dyskusję. Mogę też, chyba już oficjalnie, potwierdzić: żaden wpis tutaj nie zebrał jeszcze tylu komentarzy. Aby to uczcić przygotowałem coś na jutro - specjalnie ;)

      Usuń
  19. Wpisy 2 ostatnie autentyczne bo ja je wpisywałem

    OdpowiedzUsuń