poniedziałek, 3 listopada 2014

KONTRAPUNKT - Rzecz o kupnie samochodu.

Kowalski kupując samochód najpierw robi rachunek sumienia. Wychodzi mu, że idealny samochód ma mocnego (ale oszczędnego!) diesla i jest w miarę przestronny (tak, żeby jego rodzina 2+2 mogła spokojnie się spakować na wakacje) czyli jest sporym kombi albo co raz popularniejszym ostatni niedużym VANem.
Do tego musi oferować minimum komfortu (Kowalski auta bez klimy nie kupi), kosztować na gotowo w okolicy 15tys. zł i mieć przebieg nie większy niż 200000km (jak fura ma dwójkę z przodu, to znaczy, że zaraz się rozpadnie).
Skoro kryteria Kowalski już ustalił, to odpala najpopularniejszy portal aukcyjny, żeby sprawdzić co można kupić. Okazuje się, że wcale nie wziął sobie swoich wymagań z sufitu – w internecie aż roi się od ogłoszeń, które spełniają zadane wymagania. Przodują auta niemieckie, a wśród nich legendarny Passat B5. Kowalski wie, że to dobre auto, tanie w utrzymaniu, niezawodne. W końcu to jest to samo, co Audi, tylko taniej. Podany budżet pozwala kupić bez problemu B5 po lifcie, modele z końca produkcji mają już prawie 10-lat, ale nic to! Jest z czego wybierać, samochodów z przebiegiem do 200000km jest naprawdę sporo. Kowalski przegląda oferty, wybiera kolory nadwozia, przebiera tapicerki, zamiast zwykłej klimy szuka aut z klimatronikiem.  Jako, że nasz bohater głupi nie jest, to szybko zauważa, że znaczna większość samochodów jest sprowadzona – znaczy, ktoś chce na tym jeszcze zarobić. Do Niemiec daleko nie jest – myśli Kowalski – na dodatek niemieckiego trochę znam, wiem co znaczy „zu verkaufen”, może by coś samemu kupić u źródła, zamiast dawać zarobić podłej handlarzynie, która na pewno będzie chciała oszukać, cofnie licznik i sprzeda powypadkową furę jako niebitą. Jak pomyślał, tak zaraz otwiera niemieckie portale ogłoszeniowe. Jednak kiepska sprawa, podobne jak w Polsce poliftowe B5, tam kosztują drożej! A jeszcze trzeba zapłacić akcyzę, tłumaczenia, rejestracja, auto przywieźć. Kowalski od zawsze wiedział, że w Niemczech jest drogo, poza tym lepiej dać zarobić swojemu. Poza tym handlarz z tego żyje, wie gdzie znaleźć tanie auto z niedużym przebiegiem, nie ma co wyrywać się przed szereg.


Minął tydzień i Kowalski znalazł idealnego Passata B5 FL kombi z 2002 – sprzedający jest z Gniezna, zna się na rzeczy bo do aukcji dołączył sto zdjęć, znaczy nic nie chce ukryć. Przez telefon zapewnia, że wszystko ok, samochód miał w Niemczech dwóch właścicieli, jeden starszy od drugiego. Przebieg jest co prawda 213453km, czyli ma więcej od magicznych 200000km, ale to tylko na plus dla sprzedającego. Znaczy nie kręcony, jak te wszystkie z allegro, które mają 180-190tys km. Poza tym pod maską jest niezniszczalne 1.9 TDI, które nie takie przebiegi robi! Do tego ten kolor – Kowalskiemu kolor ganc pomada, ale Żona jest zachwycona. Ni to biały, ni żółty, Żona powiedziała, że kość słoniowa i jest piękny, no to niech ma baba. Kowalski za to cieszy się silnikiem – niezniszczalne 1.9TDI w najmocniejszej 130-konnej odmianie. Oj, będzie teraz czym pojechać na wakacje.
Przyszła piękna, zimowa niedziela, Kowalski wziął gotówkę z domu, wsiadł w TLK do Poznania i jedzie i po upragnione auto. Sprzedający, niesamowicie uprzejmy gość, pomyślał nawet o tym, żeby rozgrzać auto przed przyjazdem kupującego – przyjemniej jechać na jazdę testową ciepłym samochodem. Nowe zimówki, wanli coś tam, sprzedający mówi, że to tańsza marka, ale opona dobra, bo to stary bieżnik Pirelli. Kierownica świeżo obszyta skórką. Co prawda widać dziury w desce, ale to podobno po starym zestawie do telefonu, który Niemiec zdjął przed sprzedażą, tak samo jak znaczki z tylnej klapy. Podobno chciał zostawić sobie na pamiątkę. Auto jedzie jak po sznurku, czasem trochę ściąga i coś stuknie z przodu w zawieszeniu, ale to podobno łącznik. Kowalski wie, co to łącznik i że może stukać. Poza tym widać, że auto zadbane. Pod maską aż się błyszczy, w rogu wiszą karteczki, że ostatni przegląd był 1000km temu!  I żeby nie było – przebieg na karteczce zgadza się z tym z książki serwisowej. Widać, że auto jeździło do jednego ASO, ta sama pieczątka, ten sam podpis mechanika – ktoś naprawdę dbał. Ostatnio Niemiec zrobił rozrząd, wlał nowy olej, serwis klimy był – okazja. Nie ma co czekać. Uścisk dłoni, podpis na umowie (już przygotowana, Niemiec też podpisał). Co prawda handlarz nie chciał się targować, ale na odchodnym dołożył komplet oryginalnych kołpaków.

Kowalski generalnie jest zadowolony. Co prawda coś zegary w samochodzie dziwnie się zachowują, ale w końcu auto ma swoje lata. Nasz bohater wie już co to jest pompowtryskiwacz i co wieczór sprawdza pogodę (jak jest poniżej -5 C to fura nie bardzo odpala). Ostatnio pokłócił się ze swoim zaufanym mechanikiem, bo ten zamiast łącznika chciał wymienić z przodu osiem wahaczy! Kowalski dobrze wie że tyle wahaczy nie może być z przodu, poza tym fura jest po dużym serwisie w Niemczech, a tam znają się na rzeczy. Jednej rzeczy tylko zrozumieć nie może – czemu na końcu książki serwisowej jest napisane Made in PRC 2006? Pewnie błąd w druku…

Michał Trzcionkowski

Zdjęcia Passata zaczerpnięte z wybranej na chybił trafił aukcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz