czwartek, 6 listopada 2014

PRZEJAŻDŻKA - Wieloryb ze znaczkiem Citroena



Tak właśnie na niego mówią: wieloryb. Nie wiadomo czy to komplement. Fakt pozostaje bezsprzeczny, że Citroen C5 w wersji kombi to jeden z pojemniejszych wozów tej klasy w Europie. I nie tylko mówię tu o samochodach z lat 2000. Ta uwaga dotyczy również następcy tego wozu i większości konkurentów tego następcy. Cóż, okazało się, że w Europie zamiast kombi sprzedaje się sportkombi.

W dziedzinie obszerności kabiny kombi Francuzów ma zresztą długie tradycje. Już DS w wersji kombi nie był ciasny, ale dopiero CX pokazał na co tę markę w tej kwestii stać. W CX było tyle miejsca z tyłu, że nawet wstawienie dodatkowego rzędu foteli (trzeciego) nie powodowało ciasnoty w bagażniku. XM był już pod tym względem skromniejszy, ale wciąż nie znał konkurencji. W przypadku C5 początkowo wydawało się, że projektanci zapatrzyli się w Forda Taurusa sprzed lat. Ostatecznie auto jednak okazało się kolejną Cytryną. Aczkolwiek wielu miało mu za złe odejście od aerodynamicznych linii poprzedników.
C5 jest znacząco bardziej zaawansowanym technologicznie wozem. Komputerów pokładowych ma kilka a sterowanie pracą hydro-zawieszenia odbywa się z wydatną pomocą silikonowych móżdżków. W C5 zawieszenie dostosowuje pracę do rodzaju pokonywanej drogi i tempa przejazdu. Monitorowane są skręt koła kierownicy, pochylenie wzdłużne i boczne nadwozia oraz skok i dynamika ruchu pedałów gazu  i hamulca. Taka komplikacja lubi się oczywiście mścić na starszych samochodach. Niedostatecznie serwisowane, te wozy mogą stanowić finansową pułapkę. Na szczęście miałem do czynienia z zupełnie zdrowym egzemplarzem.
Pod maską C5 terkotał diesel HDI o pojemności 2.2 litra sprzężony z automatyczną skrzynią ZF. Sterowanie jej pracą odbywa się za pomocą drążka, którego przesunięcie w bok pozwala na uruchonienie trybu sekwencyjnego. 136 koni dzielnie rozpędza ciężkie auto. Trzeba się trochę przyzwyczaić do sposobu jazdy Cytryny. Wóz nie tyle wpisuje się w zakręty co statecznie buja się w ich kierunku. Niemcy by się krzywili. Ale to pewnie najbardziej cieszy Francuzów.
Na pokładzie panuje totalny komfort. Kabina jest przestronna, przeszklenie niczym w akwarium. Podobają mi się podłokietniki w fotelach przednich. Jakoś bardziej to eleganckie rozwiązanie niż centralne poduszeczki w innych samochodach. Znam takich, którym nie podoba się tablica rozdzielcza C5. Cóż, ja ją lubię ale centralnie umieszczony monitor, zwłaszcza tej wielkości, to już przeżytek. Wyraźnie widać, że multimedia w ostatnich latach znacząco przyspieszyły. Ale nie w samochodach.
Cytryną jeździ się świetnie. Mocny napęd, doskonała widoczność i stabilność jazdy z większymi prędkościami sprawiają, że Wieloryb nadal zasługiwałby na miano "Żaglowca Autostrad" przypisywanego poprzednikom. Gdyby nie ten wygląd. Cóż, trzeba przyznać, że nie jest to piękność. Nie sposób powiedzieć o nim: "Zakochałem się w C5". To wóz, z którym można się zżyć, do którego się przekonać. To związek, który powstaje latami. Jakieś to mało francuskie, prawda?
Egezmplarz na zdjęciach to C5 z 2000 roku. Trzy lata później model objął restyling a nowy model zaprezentowano po kolejnych czterech latach. Dzisiaj to już mało znaczący wóz na rynku, równie zapomniany co Passat B5, zresztą w pewnym sensie równolatek C5. Czy warto jeszcze nim się zainteresować, wyszukać, kupić? Cóż, pewnie tak, o ile uda wam się znaleźć ciekawy egzemplarz. Wiele z tych wozów trafiło w ręce prywatne i one mają szanse być zadbane. Takie polecamy. Przy zakupie aut z zagranicy zwróćcie uwagę, o ile to będzie możliwe, na egzemplarze po firmowe. Bywa, że trafiają do Polski z przebiegami w okolicach pół miliona kilometrów. Polecana wersja to 2.0 HDI.
Marcin Suszczewski






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz