czwartek, 6 listopada 2014

Turbo Misiek. 17 300PLN

Są takie środowiska zbliżone do kręgów motoryzacyjnych, gdzie powiedzenie "jeździłbym aż koła poodpadają" to największy komplement. Sęk w tym, że ów komplement najczęściej dotyczy wozów, w których taki spektakularny finał jest całkiem pewną rzeczywistością. Pewne jest, że tak się stanie, nie wiadomo tylko dokładnie kiedy. Ale to nie jest ten przypadek.

Tutaj zacytowany powiedzenie ma zupełnie inny sens. To jest pozornie zwykła Panda, jaką znamy u babci Heli, pana Zenka czy Stefana co nią śmiga co rano do roboty. Ich Pandy maja pod maską najczęściej 60-konne 1.2, które mało pali i nie jest w ogóle problematyczne. Poza tym, że nie powoduje większych emocji podczas jazdy. Co innego w przypadku tego wozu.
Pod maską upchnięto znanego dobrze fiatowskiego T-Jet'a o mocy 200 koni. Skoro silnik 60 koni żwawo pogania małego miśka, to wyobraźcie sobie tylko jak radzi sobie z małym autem motor o 140 koni mocniejszy. Myślę, że to musi drzeć asfalt jak głupie a koła co prawda nie odpadają, ale na pewno więcej czasu spędza Panda mieląc nimi w miejscu niż jej cywilni bracia i siostry.
Wnętrze takiej turbo-Pandy nie różni się może specjalnie od standardu. Fotele jakby bardziej sportowe i miejmy nadzieję, że niżej posadowione. Za to rzuk oka na zegary sprawia, że ręce same rwą się do kluczyków. 240 na szafie w Pandzie? Czyste szaleństwo. Cóż, nikt nie powiedział, że wszystkie Pandy muszą być ospałe i leniwe. Ta na pewno taka nie jest ;)
Link do Pandy - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz