środa, 17 grudnia 2014

Super Omega... 92 500PLN

Dobra, dosyć tego wydziwiania z cenami. Zaszalejmy trochę i popatrzmy co można kupić z półeczki tzw. aut marzeń. Co prawda, kupno a potem posiadanie Opla Omegi "A" niekoniecznie musi być tożsame z marzeniami wielu z was, ale gdy w nazwie przewinie się wyraz "Lotus", każdy przytomny musi zastrzyc uszami.

Ten wóz tylko kształtem przypominał poczciwą Omegę. A nawet i to nie bardzo. Budowa tych samochodów nastręczała Lotusowi wielu problemów. Vauxhall (brytyjski Opel) nie był bowiem w stanie przygotować samych nadwozi więc do zakładów Lotusa w Norfolku przewożono zmontowane pojazdy. Tam je ponownie rozbierano, poddawano poprawkom niezbędnym do poradzenia sobie z nadmiarem mocy, instalowano nowy zespół napędowy, zawieszenie, zmieniano wystrój kabiny i dokładano trochę modnych wówczas dodatków aerodynamicznych. Tak powstawał Lotus Omega, w tamtych czasach prawdziwy pogromca wszystkiego co miało czelność poruszać się po drogach i nie ustąpić przed jego wysokością. A raczej niskością, w końcu w wersji Lotus, Omega niemal leżała na asfalcie.
Z tym silnikiem to nie ma żartów. Jeśli przyjąć, że z dwulitrowym benzyniakiem o mocy 115 koni ten wóz zupełnie żwawo porusza się po drodze to co się stanie, jeśli moc silnika zwiększymy niemal czterokrotnie?
Lotus Omega to dzisiaj super rzadkość, co wystarczająco tłumaczy tę cenę i zresztą każdą inną. Powiedzmy to sobie otwarcie: nadeszły czasy kiedy wyboru w takich autach nie mamy i chcąc nie chcąc, musimy godzić się na ceny dyktowane przez właścicieli.
Można się z tą sytuacją godzić lub nie, ale spójrzmy na to tak, że za 100 tysięcy - wartość Skody Octavii i to nie jakiejś tam super - otrzymujemy bardzo rzadko spotykaną (cała produkcja objęła niespełna tysiąc egzemplarzy) Omegę z napędem Lotusa (bo nazywać to biturbo monstrum jednostką oplowską to już przesada) i wyglądem batmobila. Moim zdaniem, nie ma o czym gadać.
Lotus Omega w ogłoszeniu - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz