Gramy z Orkiestrą

niedziela, 28 grudnia 2014

Tu się oddycha. 8 999PLN

Pewnie pamiętacie ten cytat z Vabanku, ja też się z niego nieraz uśmiałem. Aż w końcu kiedyś, a nie tak znowu dawno trafiłem do tego kraju. Akurat do Zurychu. Odetchnąłem, faktycznie było przyjemnie. Następnie postanowiłem przejść się po ulicach tego pięknego miasta.

Miasto jak miasto, można rzec, pewne sprawy zwróciły moją uwagę jako odbiegające od naszych norm. Po pierwsze, trawniki. Chodzi o te połacie zieleni, które u nas ogradza się płotami, stawia na nich od wieków tabliczki zakazujące wstępu, wypuszczania zwierząt, grania w piłkę i czegokolwiek innego. Tam trawniki udostępniono ludziom. Są zadbane i czyste ale jakby celowo wpuszcza się tam ludzkość, żeby sobie usiadła na trawie, posiedziała, pomyślała, można poczytać książkę - trochę jak na filmowych obrazach z amerykańskich uniwersytetów. To mnie zadziwiło, ale nie dałem po sobie nic poznać. Jednak druga rzecz, już wprowadziła mnie w osłupienie. Zamiast luksusowych Bentleyów i Mercedesów, ulice tego miasta okazały się zaludnione przez Kie Opirusy i takie jak tu Hyundaie.
Problem trawnikowy zostawiłem więc na głowie tamtejszych służb i przystąpiłem do zgłębiania motoryzacyjnego fenomenu. Spojrzałem na rzeczone modele jak Szwajcar - na trzeźwo. Cóż, obszerna limuzyna z bogatym wyposażeniem, jako taką prezencją (przyznajmy jednak szczerze, że nawet starsza S-klasa potrafi wizualnie dać człowiekowi po nerkach) i odpowiednio mocnym napędem (silniki benzynowe, również z automatem).
Kluczem do wszystkiego jest jednak cena. Takie auto, już jako nowe, nie kosztuje kroci. Zaś jako używane, reprezentuje sobą wartość doprawdy śmieszną. Przykładowy Hyundai będzie ostatecznie kosztował w granicach 10 tys złotych (po doliczeniu opłat), ale ma dziesięć lat i przejechał raptem 70 tys km. Z punktu widzenia użytkowości, prezentuje doskonałą wartość. Dla Szwajcara na pewno wartą rozważenia.

Hyundai w ogłoszeniu - tutaj.

1 komentarz:

  1. Ja bym to brał bo i ja i szwajcarzy nie musimy nikomu nic udowadniać, i niczego manifestować, nie ma w Szwajcarii pokazywania się i hmm epatowania swoisto pojętym prestiżem ,,, Polska bardziej przypomina mi pod tym względem Rosję.

    OdpowiedzUsuń