Gramy z Orkiestrą

wtorek, 26 maja 2015

PRZEJAŻDŻKA - Dwa garby i nie wielbłąd...

Doskonale pamiętam jazdy testowe kabrioletem na bazie Renault 19 i nie są to dobre wspomnienia. „Dziewiętnastka” kabrio to było chyba wszystko co najgorsze w samochodach tego typu. Trzeba bowiem pamiętać, że nie wszystko kabrio, co się tak nazywa.

Kabriolet to w rzeczy samej jest samochód z odciętym dachem. Różnica w realizacji tej koncepcji polega jednak na tym, jak i z jakiego samochodu ten dach odcinano. I czy w ogóle. Co prawda pod pojęcie kabrioletu często włączane są tzw. roadstery, ale nie da się przecież poważnie traktować rywalizacji między, powiedzmy Mazdą MX-5 a taką renówką. Mazda powstała jako model wyłącznie z miękkim (no, teraz już również i twardym ;)) dachem a taka R19 miała do obsłużenia kilka form nadwozia.
Kiedy zatem marka samochodowa bierze się za kabrio, to najczęściej zleca to specjaliście. Warunkiem przy podpisywaniu takiej umowy jest doświadczenie w budowaniu aut z odciętym dachem aby model nie tylko ładnie wyglądał, ale również świetnie jeździł. I tu ciekawostka: zarówno kabriolet Renault 19, jak i Megane, przygotował ten sam producent – niemiecki Karmann.
W tym drugim jednak wykonano znacznie lepszą robotę. Przede wszystkim Megane z otwartym dachem wciąż zachowuje sztywność. Kiedy w 19 Cabrio rama przedniej szyby drgała wyraźnie na boki, w Megane czujemy się niemal jak w sejfie. Wibracje nie przenoszą się również na pozostałe elementy nadwozia ani układ kierowniczy.
Taki stan rzeczy zapewne wynika z nowszej generacji nadwozia i lepszego wzmocnienia podłogi samochodu. Pamiętajmy, że kabriolet modelu 19 wprowadzono do sprzedaży dwa lata po innych „dziewiętnastkach” a w produkcji był cztery lata i powstało niespełna 30 tys sztuk tych aut. Megane wersji  cabrio produkowano o dwa lata dłużej, ale samochodów powstało ponad 70 tys. Te liczby potwierdzają różnice w jakości obu modeli i co za tym idzie, popyt na nie.
Zajmijmy się zatem naszym Megane. Granatowy samochód, z granatowym materiałowym dachem i granatowym skórzanym wnętrzem to coś, co mogłoby spodobać się nawet mężczyźnie. Jeśli dodać, że pod maską ma silnik, który stosowano wyłącznie w coupe i cabrio, 150 konny silnik benzynowy z wtryskiem bezpośrednim, to zainteresowanie powinno wzrosnąć. Prawdziwą sensacją w przypadku tego auta jest jednak jego prowadzenie. Ale o tym za chwilę.
Przyjrzyjmy się temu Megane. Te modele powoli znikają z ulic. Nie są przesadnie kochane, można nawet rzec, że wydają się nijakie. W nijakich wersjach. Cabrio i niemal bliźniacze coupe to w Megane wyjątki. Krótsze nadwozie, zawinięta linia okien, ciekawie ukształtowane lampy tylne i mocno pochylona ku przodowi sylwetka, sprawiają, że Megane prezentuje się dynamicznie. Rzut oka do kabiny i wciąż nie ma powodów do rozczarowania.
Deska rozdzielcza skrojona z fantazją. Niemal płasko leżące tarcze zegarów, świetne audio… Kurczę, może się takie Megane podobać. Dobra, wsiadam. No nie do wiary, nawet fotele inne niż w serii. Obszerne, wygodne, z dobrym podparciem boków. Pora opuścić dach. 
W Megane cabrio prawie cały proces otwierania i zamykania dachu przebiega automatycznie. Do kierowcy (lub pasażera) należy wyłącznie zwolnienie blokady dźwignią u góry ramy przedniej szyby i wciskanie klawisza sterującego pracą siłowników. Dach składa się pod leżącą pod tylną szybą pokrywę z charakterystycznymi dwoma garbami – jak w R19. Co ciekawe, przy zamkniętym dachu, tej pokrywy wcale nie widać. Otwarcie na słońca sprawia zatem, że mamy jakby zupełnie inny wóz.
Dwadzieścia sekund na rozłożenie/złożenie dachu to bardzo przyzwoity wynik. Jeszcze bardziej przyzwoite jest to, że niezależnie od pozycji dachu, w Megane cabrio mamy do dyspozycji całkiem obszerny bagażnik. W odróżnieniu od samochodów z dachem stalowym, nie ma w nim żadnych ograniczników i zabezpieczeń, które zmniejszają faktyczną pojemność i użyteczność tego miejsca.
W takich superlatywach nie da się wypowiedzieć o przestrzeni dla pasażerów tylnej kanapy. Jest ona węższa niż przednie fotele, a miejsce na nogi dla jadących powstaje tylko po przesunięciu tychże ku przodowi. Innymi słowy, za wysokim kierowcą już nikt nie usiądzie. Z drugiej strony, kabriolet to nie autobus i raczej nie traktuje się go jako środek transportu. Czym dochodzimy do sedna.
Megane cabrio to samochód, którym można cieszyć się bez ograniczeń. Po pierwsze, świetnie się prowadzi. Jest wystarczająco miękki by zapewnić komfort ale też na tyle sprężysty, żeby z zaufaniem wchodzić w kolejne zakręty. Silnik jest mocny. 150 koni to niemało jak na taki nieduży pojazd. CO jednak równie ważne, nowoczesna technologia wtrysku benzyny do cylindrów sprawia, że nawet dynamiczna jazda nie kończy się spalaniem powyżej 8 litrów benzyny na setkę. Świetnie.
Megane cabrio ma bardzo skuteczne ogrzewanie. Nie ma najmniejszego problemu, żeby nawet w chłodny dzień (lub wieczór) pojechać z otwartym dachem. Dobrze jest pamiętać o podniesieniu bocznych szyb. Kiedy są opuszczone, wiatr jednak zbyt szybko przenika do kabiny i rozpoczyna w niej szaleńczy taniec. Po podniesieniu szyb wiatr trzymany jest ryzach, nawet przy prędkościach powyżej 100km/h.
Zastanawiam się skąd takie niski ceny używanych Megane. Oczywiście wykluczam samochody powypadkowe i tzw. Angliki. I dochodzę do wniosku, że to nasze przyzwyczajenie do aut praktycznych i sztampowych sprawia, że nie sięgamy po kabriolety. Mogę się założyć, że gdyby postawić kabriolet obok pięciodrzwiowego hatchbacka, 90 procent potencjalnie nimi zainteresowanych w końcu wzięłoby puszkę.
Cóż, to dobra wieść dla kogoś, kto szuka auta z pazurem, o wielu twarzach a przy tym ekonomicznego w eksploatacji. W końcu to tylko Renault więc ceny części nie stoją na półce obok tych do Mercedesa CLK, również produkowanego w zakładach Karmann. Ten granatowy pojazd jest aktualnie na sprzedaż – tutaj.

Marcin Suszczewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz