sobota, 23 maja 2015

Widzieć świat na żółto. 40 000PLN

Francuzi to zawsze muszą coś po swojemu wykombinować. Ich samochody mają (yyy, miały) klakson w kierunkowskazach, spryskiwacz szyb w podłodze albo hamulce na guzik, nie wspominając o zawieszeniu na jakimś hydraulicznym płynie. Gdy jednak chciałeś u nich sprzedawać swój model, musiałeś zabarwić reflektory na... żółto.

Na pewno istnieje po temu jakieś logiczne wytłumaczenie. Zwróćcie uwagę, że tzw. okulary do jazdy nocą dla kierowców sprawiają, że większość z nas zaczyna wyglądać jak Bono. Może zatem w żółtym oświetleniu jest jakaś nieznana moc. Cóż, w dobie ksenonu i laserowych lamp już się tego raczej nie dowiemy. Jest jednak okazja, by przeżyć tę kolorowość na własnej skórze.
Wiecie dobrze, że temat Fiata 132 ćwiczę tutaj co jakiś czas. I wiecie, że najdrożej jak się dało, to 132 kosztował 25 tysięcy złotych z deklaracją bycia igłą. Czym zatem jest ten, że przebija go niemal dwukrotnie? Cóż, jest modelem pierwszej serii, a co za tym idzie ma bardziej subtelne zdobienie nadwozia i więcej powietrza we wnętrzu. Czy to go czyni lepszym? Cóż, a czy żółte reflektory lepiej świecą w nocy?
Fiat na aukcji - tutaj.

3 komentarze:

  1. Nie ma w tym mocy, ani lepszej widocznosci. Ten przepis obowiązuje od 1936 roku we Francji. Niektórzy twierdzą, że to władze wojskowe wymogły wprowadzenie go po to by łatwo było odróżnić pojazdy własne od wrogich w przypadku wojny ( jak wiemy pojazdy własne błyskawicznie stały się pojazdami wroga), nie ma jednak na to dowodów. Najprawdopodobniej chodziło o to by kupować żarówki rodzimej produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten przepis obowiązywał do 1992 roku, od tego czasu można we Francji używać zarówno białych jak i żółtych swiateł, ale te ostatnie powoli odchodzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki za informację Makryl, fajny kawałek historii :)

    OdpowiedzUsuń