czwartek, 27 sierpnia 2015

PRZEJAŻDŻKA. College Car.


Nie wiem na ile znany jest wam tytułowy termin, ale skoro wrzesień za pasem to i tak wyjaśnię. Taki "College Car" to pojazd, którym w USA obdarowuje się pociechę udającą się na jakiś znamienity stanowy University. Pociecha pakuje w niego swój dobytek a wóz ma jej służyć do lokalnej jazdy oraz powrotów do domu.

Z rozmaitych powodów, takie samochody z rzadka czymkolwiek imponują. Raczej nie wybijają się dynamiką czy stylizacją, za to wiernie służą przez cały okres wyższej edukacji a często również po. Zainteresowanych tym, jak wygląda życie amerykańskiego studenta, odsyłam chociażby do filmowej sagi "American Pie".
W skrócie, "College Car musi dać radę przejechać bezawaryjnie spore odległości (np. 1000km), proponować względny komfort (z tym akurat żaden amerykański wóz nie ma większych problemów), być niedrogi w eksploatacji (sensowne zużycie paliwa i niskie koszty ewentualnych napraw) i mieć spory bagażnik.
I taki właśnie jest ten Escort. To budżetowa propozycja ale auto ma naprawdę wiele do zaoferowania. Przede wszystkim, sprawdzona technika Mazdy i Forda. Fordowski jest silnik, ale skrzynia i zawieszenie to już Mazda (w sumie, Mazda wówczas należała do Forda więc de facto, też Ford). Mówię wam jakie to auto robi wrażenie. Rzeczony egzemplarz ma tylko nieco ponad 100 tysięcy kilometrów przebiegu i jego kabina wygląda jak w niemal nowym aucie. A przecież mowa o wozie już niemal dwudziestoletnim.
 Escort pozostawał przez te lata w rękach starszej pani, która faktycznie turlała się nim po podwarszawskich okolicach. Co zadziwia na pierwszy rzut oka to automatyczne pasy bezpieczeństwa. Pasy zapinają się samoczynnie po zamknięciu drzwi. Samodzielnie dopina się pas biodrowy. W uzupełnieniu urządzeń bezpieczeństwa znajdziemy też dwie poduszki powietrzne. Niby nie powinno to dziwić. W końcu dzisiejszy dwudziestolatek to już pełnoprawne auto z lat 90.
Escort jeździ lepiej niż wygląda. Silnik elegancko ciągnie od niskich obrotów, biegi wchodzą bez stękania. Samochodem jechałem w sporym upale i naprawdę cieszyło, że na pokładzie była sprawna klimatyzacja. Miłym dla mojego oka okazało się też fabryczne radio. Kuriozalnym z kolei, umiejscowienie klawisza sterującego ogrzewaniem tylnej szyby. Ja wiem, że to w USA rzadko dodatek, ale na Boga, na samym środku centralnej konsoli u góry? No ja nie wiem.

Trochę się wierzyć nie chce, że Escorta można tak tanio kupić. To fakt, ma jakieś blacharskie wady, w tym ślady korozji na tylnych nadkolach. Weźmy jednak pod uwagę to, że jest w pełni sprawnym i zarejestrowanym samochodem kombi z klimatyzacją a szybko dojdziemy do wniosku, że może on spokojnie konkurować z pozycjami z tutejszego działu "Taniość".

Czy gdybym miał córkę na tyle dorosłą, że życie zrzucało by na mnie obowiązek kupna "Collega Car'a" to zdecydowałbym się na Escorta? Raczej tak. Przynajmniej bym wiedział, że zawsze bezpiecznie dojedzie do celu a i nie przyplącze się żaden łamaga, amator dziuń w różowych klapeczkach. Czyli, kupowałbym sobie tzw. "święty spokój", i to w szerszym rozumieniu.

Escort w ogłoszeniu - tutaj.

3 komentarze:

  1. Manualna skrzynia w amerykańskim wozie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogólnie GNIOT :) ze starych Fordów to tylko Capri i Mustang :-)

    OdpowiedzUsuń