niedziela, 8 listopada 2015

PRZEJAŻDŻKA. Największe kombi nowoczesnej Europy.

Tak się jakoś składa, że moje „Przejażdżki” odbywają się samochodami tzw. mało oczywistymi. Mało oczywistymi z punktu widzenia kupującej publiki i mało oczywistymi z punktu widzenia opinii rynkowej. Cóż, może właśnie na tym polega ich siła. Jeżdżę z pozoru beznadziejnymi przypadkami i odkrywam czy przypięta im łatka jest całkiem słuszna.

Tym razem Citroen. Zwracam uwagę, że to już drugi pojazd tej marki w tym dziale. Pierwszym był C5 – tutaj. I dobrze się w sumie składa bo C5 uznano w swoim czasie za duchowego następcę dzisiejszego gościa. Panie i panowie… Xm.
Nie jest łatwo ogarnąć ten samochód jednym rzutem oka. Po kilku podejściach, proponuję wam pierwsze spojrzenie posłać mu z pewnej odległości. 50 metrów powinno wystarczyć. To długi samochód ale nawet jeśli to spojrzenie obejmie go całkiem z boku, powinno być wstrząsająco.
Xm to już nieźle odjechany stylistycznie ale kombi wynosi go na całkiem nowe wyżyny. Kombi to dość niewdzięczne zadanie dla każdego stylisty. W końcu polega na dodaniu funkcjonalnego tyłu do już istniejącej linii bez utraty wdzięku oryginału.
Ze swojego zadania wywiązano się w przypadku tego auta koncertowo. Wznosząca się dolna linia bocznych okien pozostała jak w limuzynie. W centralnej części zaplanowano wyraźne wcięcie – obniżenie, które sprawia, że przeszklenie kabiny Xma nie ma sobie równych.
Osobnym ćwiczeniem stylistycznym są rombowate, dynamicznie narysowane tylne boczne okna. Sprawiają, że linia dachu Xm’a jest długa i smukła. W tych smukłościach kryje się jednak przepastny bagażnik. Z zewnątrz tego nie widać, ale naprawdę łatwo się w nim zagubić.
W swoim czasie nazywany największym kombi Europy, Xm ma gigantyczną kabinę i przedział bagażowy. Odnalazłem folder z epoki gdzie rozmiary przestrzeni bagażowej zilustrowano swobodnie leżącym w kufrze labradorem. I faktycznie, tak tam właśnie jest.
No dobra, ale w końcu nie bagażnikiem się jeździ więc dajmy już spokój tym rozważaniom bagażowym i przenieśmy się za kierownicę. Osobiście wolę kanciastą deskę rozdzielczą z tzw. Jedynki, ale trzeba przyznać, że i tutaj można się całkiem dobrze poczuć. To nie jest BX XXL tylko wóz nowszej generacji.
Przede wszystkim, w tym Citroenie jest przestronnie. Hmm, zdaje się, że mówiłem to już z bagażnika. Cóż poradzić, wrażenia za kierownicą są podobne. Chodzi tu o szeroko wypuszczoną ku przodowi szybę przednią i boczne oraz prozaiczną szerokość wnętrza.
Szerokie są fotele, podłokietnik, sam widok przed kierowcą. Citroen to nie Jaguar. Tu jest przestronnie ale i przytulnie. Angielski samochód emanuje klasą ale zwykle jest ciasny. Na tzw. sportowych skórzanych fotelach można się komfortowo rozsiąść i przygotować do jazdy.
A tak, przygotować, bo w tamtych czasach Francuzi instalowali w swoich samochodach pulpity do wbijania kodu. Przed odpaleniem trzeba każdorazowo wykazać się jego znajomością. Można rzec, że to upierdliwe, na pewno pod dystrybutorem na stacji benzynowej mogą na człowieka zatrąbić. Xm jednak w ogóle się tym nie przejmuje. Odpala, unosi dyskretnie rufę i… odpływa.
Pamiętacie nieraz używane hasło „żaglowce autostrad”? Tak pisałem o starszych Cytrynach i ten samochód nie odbiega od reguły. Xm sunie ponad powierzchnią asfaltu, za wszelką cenę maskując przed kierowcą niedostatki kunsztu drogowców.
Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, że płynący Citroen szeroko mija się z zakrętami. Zawieszenie w tym samochodzie czyta drogę i intencje kierowcy. Suniecie na wprost – kojąco buja. Wchodzicie w zakręt – utwardza amortyzację i chwyta asfalt każdym milimetrem opon.
Nie byłem optymistą w kwestii osiągów tego egzemplarza. W końcu dwa litry na taką landarę to dość skromna oferta. Cóż, okazuje się, że samochód żwawo nabiera prędkości w czym jego wielkim sprzymierzeńcem jest automatyczna skrzynia biegów.
Automat i całkiem dynamiczny silnik to recepta na… odpoczynek za kierownicą. Xm to samochód pozbawiony sportowych aspiracji. W końcu to jest kombi a nie sportkombi. Dlatego rusza się z życiem ale statecznie. Prawdziwie męski samochód a nie jakaś popierdółka.
Skoro o tym mowa, nasunęło mi się pewne porównanie z innym samochodem. Ten Citroen ma w sobie coś z dostojeństwa Range Rover’a Classic. Nikt was na pewno nie będzie nakłaniał do wyścigów. Mało tego, nie wydaje mi się, żeby znalazł się kozak, co ośmieli się pogonić Xm’a. On onieśmiela innych użytkowników drogi.
Wróćmy jeszcze na chwilę do wyglądu tego auta. Klinowa linia, ogromna powierzchnia przeszklona, totalna awangarda na kołach. To są cechy, które sprawiają, że fani pospolitej motoryzacji uciekają z kwikiem do swoich Octavii.
Czym ludzie tłumaczą uprzedzenia do takich niezwykłych samochodów? Miałem już w życiu kilka Citroenów, aktualnie moim daily jest – jak zapewne wiecie - BX Break z 1987 roku, i najczęściej słyszanym zarzutem jest niska trwałość elementów hydraulicznych zawieszenia. Cóż, różne mi się przydarzały awarie w moich Cytrynach ale żadna, dosłownie żadna nie dotyczyła tych elementów. Myślę, że przez lata Francuzi doszli do takiej perfekcji w tym temacie, że rozlatujący się siłownik zawieszenia to coś, co się po prostu nie zdarza.
Muszę wam się przyznać do słabości względem Citroenów. Ja je po prostu lubię i nie zamierzam tego ukrywać. Czy wy polubicie starszego Citroena, nie wiem. Namawiam gorąco bo warto przeżyć jazdę zupełnie inną niż wszystkie. Żegluga po autostradzie? Tylko w Citroenie.

Zachęcam was też do zajrzenia do archiwalnego tekstu z Motoru - też mojego autorstwa - tutaj.

Marcin Suszczewski

XM w ogłoszeniu - tutaj.

11 komentarzy:

  1. Ale jakiś skwantyfikowany argument, że to największe kombi poproszę.
    Ma więcej niż 2,15 m3 do załadowania po złożeniu tylnych siedzeń ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Maksymalna pojemność bagażnika (siedzenia złożone) - 1960 l

    OdpowiedzUsuń
  3. dla porównania - Superb kombi - 1865 litrów

    OdpowiedzUsuń
  4. Volvo 245/745/945 pozdrawiaja pojemnosc bagaznika w XMie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. no fakt, 940 kombi ma 2125 litrów. 50 litrów różnicy. zgadza się. pobity. zauważyć jednak warto, że gdyby ktoś wolał schować swoje bagaże pod roletą w bagażniku to Volvo wystarczy do przechowania aktówki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie miał w opcji składanej dwuosobowej ławeczki w bagażniku...jak w mercedesie s124.

    OdpowiedzUsuń
  7. bez względu na to kto ma większego ,ekhm, chciałem napisać kto ma większy... bagażnik nic nie zmieni faktu że XM jest zjawiskowy i wyprzedzający swoje czasy. Cały czas mam z tyłu głowy lampkę przestrzegającą przed zakupem ze względu na korozję i połączenie układu zawieszenia, wspomagania i hamulcowego w jeden obwód. Serce mówi kup ale rozum je powstrzymuje. Ale może kiedyś jako zabaweczkę... na razie C5 pierwszej generacji musi wystarczyć.
    Pozostaje jednak żal i smutek po wspaniałej marce jaką był Citroen, teraz to już cień dawnej innowacyjności i technicznego zaawansowania jaki prezentowali przez kolejne 10cio lecia.

    OdpowiedzUsuń
  8. no niestety. Polecam lekturę "Przejażdżki" C5 pierwszej generacji. a co do obaw korozyjnych, trzeba przyznać, że oglądany egzemplarz wyjątkowo zdrowym się okazał. przechodzień, który dołączył w trakcie moich prac z czujnikiem lakieru, również był zbudowany faktem, że na całym aucie wciąż jest tzw. pierwszy lakier.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wrażenia z jazdy C5 już czytałem. Obserwuję stronkę już od dłuższego czasu, co dziennie zaglądam czy nie ma coś nowego do poczytania :) Btw. dobra robota, tak trzymać :D
    Tego kombiaczka z ogłoszenia bardzo chętnie bym przejął. Jak dla mnie idealny konfig benzyna plus automat, ale właśnie brak dobrej ochrony antykorozyjnej jest dla mnie największym problemem. Mechanikę mogę ogarnąć sam (w C5 też sam dużo robię) ale dobra blacha kosztuje a ja jej sam nie zrobię :/ No może kiedyś ,ewentualnie wybiorę C6 z benzyną. To będzie youngtimer jak się patrzy (tym bardziej że większość to 2,7hdi :) )

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Marcinie, mam 245, 745 i 945, jeździłem XMem kombi. Fakt, pod roletą w Volvo jest dość płytko, acz nie przesadzałbym z aktówką. Do sedana bez problemu zapakowałem wakacyjny wyjazd do Rumunii, a w kombiaku pod roletą wchodzi więcej. Co nie zmienia faktu, że są to zupełnie inne samochody. Volva to stateczne, spokojne, godne zaufania, bezawaryjne i niemal bezobsługowe. Idealne dupowozy. Za to XMto jest zjawisko, przednionapędowy okręt floty francuskiej, czasem kapryśny ale dający wiele uciechy. Regularnie rozglądam się za przedliftingowym, ładnym V6, tylko ciężko o takiego. Poliftingowa deska do mnie również nie przemawia. Jak duże Saxo lub nudna jak flaki z olejem Xantia. Nie pasuje do reszty samochodu, burzy jego spójny obraz.

    OdpowiedzUsuń
  11. 505 Break w wersji Dangel robi robotę.Cytryny i Volviaki mogą się schować :)

    OdpowiedzUsuń