niedziela, 7 lutego 2016

PRZEJAŻDŻKA - Legia Warszawa kombi.


Kiedyś do naszej podstawówki przyszedł koszykarz z pobliskiej Legii i pan od wuefu zapowiedział, że kto chce to może chodzić na dodatkowe zajęcia - właśnie z tym koszykarzem. Pamiętam jak dziś, że pierwsze co zrobił to stanął na środkowej linii naszej sali gimnastycznej, wziął w ręce piłkę i… trafił do kosza.


W tym momencie niektórzy z nas już wiedzieli, że koszykówka nie będzie na ich drodze życiowej kariery. Na pewno wiedziałem to ja. Zrezygnowany wywlokłem się po zajęciach z szatni i poszedłbym pewnie dalej do domu gdyby nie widok przed szkołą. Tam, jako jedyny na podjeździe, stał Ford Sierra.

Samochód był pierwszej generacji, z tym aerodynamicznym przodem. Na dodatek tzw. coupe czyli trzydrzwiowy. Bodaj biały. Kiedy tak stałem przy nim porażony zagraniczną techniką podszedł nasz trener kosza i zaproponował, że skoro tak się nie mogę od Sierry oderwać to on mnie gdzieś podwiezie.

Pamiętam, że zajmowałem miejsce w kabinie jak załogant Apollo. Nie przeszkadzało mi wcale, że Apollo zagrzechotał dieslem 2.3, trochę niepasującym do wizerunku sportowej rakiety. Tak, tamta przejażdżka na zawsze utkwiła mi w głowie. Dlatego tym chętniej zająłem miejsce za kierownicą czerwonego kombi.

Ta Sierra to już egzemplarz tzw. poliftowy. Ma bardziej stonowany wygląd lamp przednich bo kokpit jest jeszcze tak szalony jak był w oryginalnej wersji. To jednak nie ma najmniejszego znaczenia, bo tym razem mogę zająć miejsce za kierownicą i samemu poprowadzić Forda. Tak, jak mam na to ochotę.

Ale spokojnie, przyjrzyjmy się jeszcze na zimno temu autu. Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa, zwłaszcza w stosunku do nadwozia kombi to… Warszawa kombi. Sami powiedzcie, przecież tylne lampy ma niemal identyczne. No dobra, to jest bardzo dalekie skojarzenie, ale pewnie coś jest na rzeczy.

Sierra wygląda nieźle. Jest dość niska, długa. Chciałoby się powiedzieć: smukła. I pewnie tak jest chociaż dzisiaj te cherlawe relingi i gumy podtrzymujące ładunek na dachu wydaja się nieco passe. Ale zaraz, przecież identycznie rozwiązano to w moim BX kombi.

Sierra z tym swoim nowszym przodem wydaje się takim dorosłym samochodem. Mój BX to przy niej taka trochę plastikowa zabawka, chociaż sam traktują go na tyle poważnie na ile się da. Nie da się jednak ukryć, że Ford jest samochodem wyższej klasy niż Citroen. Ma większy i mocniejszy silnik i napęd na tył. Taki po prostu doroślejszy.

Wsiadam za kółko. Stamtąd poobserwuję rzeczywistość. I tu zaskoczenie. Wnętrze mojej Cytryny wydaje się oazą rozsądku w porównaniu do szaleństwa Forda. Począwszy od dźwigienki do włączania świateł, przez słusznych rozmiarów zegarek, radio i schowek na kasety, Sierra ma wszystkie funkcje zapakowane jakby osobno.

Sterowanie wentylacją osobno, granie osobno, zegary osobno, wiatrak nawiewu, zapalniczka i poziomowanie świateł też osobno. Do tego trzeba się przyzwyczaić a na pewno jest to inne podejście niż we współczesnych autach, gdzie z kolei wydaje się, że włączanie radia można łatwo pomylić z awaryjnymi czy katapultą dla pasażera. W tym kontekście, chaos Sierry można nawet uznać za swego rodzaju dyktatorski porządek.

Niech was nie zmyli coś co na zdjęciach wygląda jak plastikowy boczek. To wszystko pokryto miłym w dotyku materiałem. Coś jak płótno, podobny Saab instalował w podstawowych wersjach 9-5. Na fotelach to już jednak welur. Ależ przyjemny w dotyku.

Fotel Sierry to już nowocześnie regulowana konstrukcja. Jest nawet rozkładana korbka do zmiany wysokości fotela. Siedzi się wygodnie i miękko. Nie zapada się człowiek jak w wielu autach sportowych, ale pozycja jest dobra a widoczność rewelacyjna.

Dobra, odpalam. Dwulitrowy DOHC Forda budzi się do życia natychmiast. Nie wiem czy to jest ćwierć czy pół obrotu rozrusznika, ale na pewno silnik startuje szybko. Jest też nadspodziewanie cichy. W mojej Cytrynie benzynowy 1.9 też w sumie chodzi cicho, ale towarzyszą mu cykania i szumy instalacji hydraulicznej. W pozbawionym tych ekstrawagancji Fordzie, jest po prostu cicho.

Pora na smakowanie jednej z atrakcji tego egzemplarza - automatycznej skrzyni. Bieg wybieramy po lekkim wciśnięciu lewarka. Skrzynia mięciutko zapina wybrane położenie i pod hamulcem czuje się, że Sierra jest gotowa do jazdy. Musiałem kawałek wycofać i zaskoczyło mnie jak dużo miejsca jest w tym aucie gdy się obrócić ku tyłowi.

Wspomaganie działa bez jęku i precyzyjnie. Ruszamy. Sierra fajnie odpycha się tylnymi kołami. To jednak jest zupełnie inne odczucie niż w aucie z przednim napędem. A jeszcze nie było zakrętów. Przyspieszam delikatnie, obroty rosną i Ford się rozpędza. Jest miękko, pewnie, wygodnie. Kurczę, mógłbym tak jechać w nieskończoność.

Włączam radio - oczywiście to osobno ustawione - gra. Jadę sobie ćwierćwiekowym Fordem i powoli zastanawiam nad jego różnicami w stosunku do mojego niemal trzydziestoletniego Citroena. Na pewno jest ciszej. Uszczelki wykonano tu lepiej, sam napęd jest znacznie mniej słyszalny w kabinie. Jest też znacząco mocniej. Może Ford jest mocniejszy o raptem 20 koni a przy tym pewnie cięższy, ale subiektywne odczucie przyspieszenia i przede wszystkim kultury jazdy sprawia, że ma się wrażenie jazdy potężniejszą maszyną.

Jedziemy dalej i już jesteśmy na szosie i pojawiają się zakręty. Sierra je lubi. Kierownicą łatwo i lekko układam Forda do krzywizny drogi. Bardzo podoba mi się amortyzacja, a tylny napęd to rozwiązanie dzięki któremu zakręty w ogóle się czuje. Moim zdaniem, ten układ napędowy wzbogaca wrażenia za kierownicą. Nie każdemu jest do potrzebne do szczęścia, ale wielu na pewno to doceni.

Jeśli chodzi o poziom hałasu to wraz ze wzrostem prędkości narasta tylko świst fabrycznych poprzeczek do relingów dachowych. Do codziennej jazdy wystarczy je zdemontować. Poza tym jest cicho i przyjemnie. Przy 150km/h można już powoli dojść do wniosku, że jedziemy szybko. Co nie oznacza, że należy odpuszczać. Ja odpuszczam, z szacunku do wieku Forda.

Przy okazji zastanawiam się co takiego mogłoby stanąć na drodze do codziennej eksploatacji takiej Sierry. Rozmiar jest w sam raz, wygoda na wysokim poziomie. Nie ma klimatyzacji ale tuż nad głową mamy fabryczny szyberdach - do przewietrzania kabiny to zawsze lepiej się sprawuje niż ćwierćwiekowa klima.

Aha, już wiem dlaczego taki Ford to nie jest wóz dla każdego. Ludzie uśmiechają się na jego widok - budzą się pewnie wspomnienia, jakie sam miałem z nim związane. Wypadałoby również się uśmiechnąć, a to może niektórych przerastać. Poza tym jednak, taki Ford to jeden wielki pozytyw. Aha, ma też to coś, co sprawia, że jadąc nim nie mam ochoty się spieszyć. Delektuję się sposobem jego prowadzenia, podziwiam jego trwałość, doceniam niektóre szalone pomysły stylistyczne i solidność mechaniczną.

Sierra nie jest samochodem dla mas. Już nie. Dzisiaj wielu aspiruje do Mercedesa czy BMW. Nie każdy ma ochotę wsiąść do Forda. Ja bym miał, ale też na co dzień jeżdżę BXem a to już coś mówi o człowieku ;).

Marcin Suszczewski






2 komentarze:

  1. Po takim opisie tylko liczyć kasę,jechać i kupic.....bx-a;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm... może bym wtedy zamienił na Sierrę ;)

      Usuń