niedziela, 14 lutego 2016

PRZEJAŻDŻKA. Nie taki S type jak inne...




Niejeden z nas, jako chłopak, czytał o bohaterskich pilotach Dywizjonu 303 i marzył żeby być jak oni: latać Spitfire’em i zestrzeliwać Niemców. Dzisiaj te marzenia są już pewnie na innym etapie rozwoju. Do Niemców się nie strzela, to nasi bliscy sąsiedzi, ale polatać myśliwcem… czemu nie?




Z drugiej strony, z tym strzelaniem to nie do końca jest tak, jak piszę. Przecież to właśnie z Berlina popłynęły rozkazy zbudowania potężnych sedanów z silnikami V8 i napędem na tylne koła. Modelem S type R, Jaguar stanął im zatem na drodze. I okazało się, że historia lubi się powtarzać.


Odejdźmy jednak na chwilę od tych wojennych nastrojów. Mamy czasy pokoju (względnego) a skupić się mamy na jeździe samochodem a nie wymachiwaniu szabelką. Rzućmy zatem okiem na samochód, który w 2003 roku zadziwił entuzjastów motoryzacji. Stanął bowiem w ofercie marki obok modelu X type.


S type już z chwilę premiery wydawał się modelem dla nieco starszej publiki. Odbiorca tego Jaga to człowiek, który już wiele w życiu osiągnął, pozbawiony chęci demonstrowania swojego ego oraz finansowej potencji wszem i wobec. Co nie znaczy, że nudziarz. Wolał korzystać z uroków życia ale w sposób dyskretny.


S type R to jedna zwierzę nieco inne od pozostałych braci S. O ile różnice w stylizacji są subtelne to jest ich wiele: siatka w grillu (tradycyjnie angielskie podejście do tuningu, to samo robi np. Bentey), szerszy wlot powietrza w przednim zderzaku, mały spojler na krawędzi pokrywy bagażnika i okazałe osiemnasto calowe felgi oraz całkowite wykluczenie chromowanych listewek.


Jeszcze bardziej stanowczo sportowy charakter ujęto w kabinie. Jasne drewno i skóra w egzemplarzu, którym jeździłem oraz czarna podsufitka zaznaczają, że to miejsce szczególne. Profilowanie foteli potwierdza, że po uruchomieniu silnika, kierowca musi być przygotowany na stanowcze ruchy kierownicą.


W “eRce” siedzi się fantastycznie. Fotel dosłownie otula człowieka chociaż przyznam, że stylizacja jego boków a la hełm żołnierza Imperium z Gwiezdnych Wojen, wywołał we mnie pewne obawy. Do tego niska pozycja fotela, krótka i bardzo czytelna deska rozdzielcza oraz to, co bardzo lubię, kierownica umieszczona blisko krawędzi tej deski.


Mimo kompletnego wyposażenia, po kabinie nie ma się co specjalnie rozglądać. Po części dlatego, że każdy przycisk i kontrolka jest precyzyjnie oznaczona ale też dlatego, że część wyposażenia dzisiaj już jest nieprzydatna, jak nawigacja oparta o płyty dvd.


Warto zwrócić uwagę na szalenie przydatną opcję elektrycznego rozmrażania przedniej szyby, świetnie grające audio, łatwą w obsłudze klimatyzację, ale koniec końców doradzam ustawienie sobie logo Jaguara na archaicznie wyświetlającym informacje ekranie centralnym i skupieniu na doznaniach z jazdy.


Jaguara uruchamiamy kluczykiem od Forda (a myśleliście, że ta grzana szyba do niby pomysł Jaguara?) i odtąd wszystko nabiera innego wymiaru. Pod maską mamy V8 o pojemności 4.2 litra, który pracuje z pomocą mechanicznej sprężarki Eaton co pozwala uzyskiwać moc niemal 400 koni mechanicznych.


Teraz pewnie spodziewacie się, że napiszę jak to spaliłem na popiół tylne gumy. Ale nie. Nic takiego tu nie będzie. To przecież Jaguar a nie jakieś M od BMW czy Mercedes ze znaczkiem AMG. Tu zachowujemy się elegancko aby i tak pokazać wszystkim gdzie jest ich miejsce.


S type R porusza się z niesłychaną gracją. Oczywiście, spod maski dobiega pomruk, który możemy pogłośnić naciskaniem na pedał gazu. Silnik pracuje jednak z wielką kulturą, nie dominuje wrażeń z jazdy. Te bowiem należą się zdecydowanie zawieszeniu.


Sporych rozmiarów sedan płynie po drodze. Wiem, że niedawno podobnie określałem jazdę ćwierćwiekową Sierrą, ale nic nie poradzę na pewne podobieństwa. W przeciwieństwie do Sierry, pływanie w przypadku Jaguara przypomina to zachowanie rekina. Wydawałoby się, że to zrelaksowana rybka, ale dobrze wiemy jak jest.


R to również wóz zwarty i gotowy do ataku. Stąd wcześniejsze porównanie do myśliwca z drugiej wojny. Jaguar jest duży i ciężki ale w jeździe się tego nie czuje. Na gaz reaguje spontanicznie chociaż oprogramowanie skrzyni biegów (sześciostopniowy ZF) i kontrola trakcji nie dopuszczają do nadmiernego przypalania opon czy wychyłów tyłu samochodu w stosunku do osi jazdy.


Zamiast zatem popisywać się nadmiarem mocy, Jaguar kanalizuje ją na tylne koła i pozwala nam cieszyć się skutecznością prowadzenia samochodu. Z kolei potężny moment obrotowy, uzyskiwany już od nieco ponad biegu jałowego silnika sprawia, że S type R nigdy nie ma problemów z wyprzedzaniem czy dopadaniem konkurencji na szosie.


To oczywiście zachowania typowo miejskie. Na otwartej przestrzeni “eRka” chętnie zagląda głęboko poza linię oznaczoną “200” na prędkościomierzu. Tempo jazdy zależy praktycznie od rozsądku i odwagi kierowcy ale czuje się, że ani on ani jego maszyna szybko nie zmęczą się wspólnym lotem.


Jestem pod wrażeniem jak daleko udało się Jaguarowi S type R odjechać od modelu S w kwestii osiągów ale bez utraty charakteru typowego dla Jaga. Przecież na pewno dałoby się skonstruować tutaj rywala M5, tylko po co?


Marcin Suszczewski

Jaguar do kupienia - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz