sobota, 2 kwietnia 2016

PRZEJAŻDŻKA - Łada 1500S


Dobrze wszystkim wiadomo, że do koncepcji samochodów typu „PRL” jestem nastawiony jak pies do jeża. Zdaję sobie sprawę, że z historycznych i politycznych względów, te auta wykonywano z nieco mniejszą dbałością niż gdzie indziej. Może to dotyczyło jakości użytych materiałów, a czasem również tego, że pracujący na taśmie robotnik znowu nie dostał… kanapki z szynką. Jak by tego nie usprawiedliwiać, są powody, dla których tych samochodów jest niewiele a w dobrym stanie tylko garść.

Tym większym zaskoczeniem było dla mnie spotkanie z Ładą. Może to nie do końca jest Łada z krwi i kości. Wszak blisko temu autu do prostego Żiguli więc powiew tradycji Fiata z lat 70. jest tutaj wciąż silnie odczuwalny. Z drugiej strony, gdzie tam Żiguli do poziomu luksusu oferowanego przez ten czerwony wóz. Zacznijmy od obejrzenia kandydata z zewnątrz.
Kto widział ostatnio na samochodzie tyle chromu co tutaj? Ja nie. Zderzaki, atrapa chłodnicy, ramki drzwi, klamki i wszystkie te listwy biegnące wzdłuż nadwozia i pod drzwiami. To się może wydaje, że łatwo takie wyprodukować i przymocować, ale czy komuś się wydaje, że równie łatwo jest takie listewki utrzymać w nienaruszonej kondycji po upływie 35 lat?
Wystarczy spojrzeć wzdłuż boku Łady. Linia tych listewek jest nienaganna. Na blachach nie ma żadnego pofalowania. Co tu dużo gadać, robi to świetne wrażenie. Przy okazji warto poświęcić trochę uwagi kondycji blacharskiej Łady. Nie, nie ma dziur, parchów. Po prostu nic na tym aucie nie martwi. No, może przy łączeniu blach coś tam się z lupą w ręce znajdzie. Ale to wszystko.
To może chociaż w kabinie znajdą się jakieś ubytki? Widać, że na fotelach były założone pokrowce. Część welurowej tapicerki jest faktycznie spłowiała. Na kanapie tylnej pęknięcie. Siedzisko fotela kierowcy trochę bardziej wygniecione. I tyle. Nie do wiary. Natomiast boczki drzwi, klamki, rączki, uchwyty, plastiki, to wszystko jest kompletne, sprawne i nienaruszone. Podsufitka jak nowa.
No dobrze. Zanim co, to jeszcze rzut oka do komory silnika. Pokrywa otwierana oczywiście ku przodowi, sama blokuje się na tym genialnym fiatowskim patencie z drutu. Susza, żadnych wycieków, całkowity spokój. Kable uporządkowane, nic nie jest podarte. Wygłuszenie maski wręcz wzorowe. To nie może być ruska Łada z 1981 roku. Po prostu nie.
OK, dosyć tych pieszczot. Wbijam klucz do stacyjki z lewej strony kolumny kierownicy (znamy te konotacje z Le Mans i innych wyścigów – po lewej stronie kluczyk trafia do zamka szybciej co oszczędza cenne sekundy podczas startu). Wyciągam ssanie, zakręcam, startuje. Ten silnik może ma swoje lata, ale brzmi jakby miał chęć pociągnąć platformę z czołgiem.
Czekam aż Łada trochę popracuje. Niech złapie temperatury. Sprawdzam stan techniki. Masło jest, Woda też. Nawet Benzyny trochę jeszcze chlupocze. Łada ma dość niewielki zbiornik paliwa, tylko 40 litrów z małym hakiem. W dawnych czasach chyba niezbędne było wożenie kanistrów, wszak stacji benzynowych było tyle co na S8 między Łodzią a Wrocławiem.
Zatem złapałem za kierownicę. Cienka ale stylowo opięta skórką na zatrzaski. Przez to wydaje się trochę bardziej sportowa. Przy pierwszym obrocie, a raczej jego próbie, jest już mega sportowa. Przyczyna: brak wspomagania. Przypominam sobie, żeby kręcić wraz drobnym odpuszczaniem sprzęgła. Idzie i jedzie. Jest dobrze.
Zatem ja i Łada. Tylko dla siebie. Przed nami droga. Skrzynka w Ładzie to raptem cztery biegi. Precyzyjnie ustawione, nie za ciasno. Lewarek świetnie leży w dłoni, gałka zmiany biegów akurat pod ręką. Sprzęgło pracuje lekko. Jedziemy. Łada zaskakująco żwawo się rozpędza. Kurczę, do setki idzie nie wiadomo kiedy. Naprawdę. I nawet nie jest specjalnie głośna. Piszę to ja, zdeklarowany przeciwnik takiej motoryzacji.
Mało tego, setka to nie jest dla Łady wygórowana prędkość. Silnik 1500 spokojnie ciągnie powyżej.
Dochodzimy do 120km/h i dalej mam mnóstwo zapasu pod pedałem. Silnik już ładnie rozgrzany. To co, próbuję jechać szybciej. Co ciekawe, Łada bardzo pewnie sunie po drodze. Nie boję się prędkości. Bardziej troszczę się o wiekowy napęd niż poczucie kontroli nad autem.
Na autostradzie, bo w końcu i tam docieramy, wychodzi na jaw zaleta kanciastego nadwozia Łady. Mijanie TIRa nie kończy się zdmuchnięciem na pas zieleni. Tak naprawdę wcale nie czuje się tego odrzutu, który daje czoło ciężarówki. Jakby ten aero efekt tutaj nie występował. W rzeczywistości Łada po prostu tnie powietrze jak nożem i pozostaje niewrażliwa na jego wpływ.
Skoro zatem 35 letnia Łada sprawnie jedzie w warunkach miejskich i nie jest zawalidrogą na szosie to pewnie nie da się w niej wytrzymać z powodu niewygodnych siedzeń? Otóż niekoniecznie. Są obszerne i miękkie. Co prawda siedzi się na nich inaczej niż współcześnie. Bardziej pionowo. Ale to po prostu starszej szkoły pozycja. Poza tym, nie ma tu regulowanej kolumny kierownicy więc taka pozycja sprzyja obracaniu wolantem.
Przyglądam się zegarom. Podobają mi się wskazówki, czytelność wskazań. Fakt, po ciemku nie sposób od razu znaleźć klawisza dmuchawy (dwustopniowy, naprawdę) czy ustawień nawiewu. Kto jednak pozna Ładę za dnia, ten bez problemu potem poradzi sobie z jej wyposażeniem nocą. W moim wozie było też radio. Szczerze, nie wiem po co. Włączyłem nawet raz, ale jakoś wolałem słuchać silnika.
Wielu mówi o tych samochodach, że niemal niczym nie różnią się od współczesnych. To nieprawda. We współczesnym aucie komfort jazdy jest na pewno większy, podobnie jak bierne bezpieczeństwo. I na pewno radio. Ale to nie koniec różnic. W Ładzie od początku człowiek angażuje się w jazdę. Od pierwszego dotknięcia koła kierownicy jasne jest, że do prowadzenia auta trzeba się będzie przyłożyć.
Łada jest szybka, dynamiczna i świetnie hamuje. Ale znowu, na pewno odstaje od aut trzydzieści lat młodszych. Co z kolei oznacza, że jej pilot musi trochę się spocić żeby nadążyć za konkurencją na drodze. Ale wiecie co? To dobrze. To naprawdę w porządku, że są jeszcze samochody, w których człowiek musi trochę ruszyć d…ę żeby jazda była skuteczna i przyjemna. Ważne, że kiedy się na to zdecyduje, to ona taka będzie.
Łada przenosi nas w czasie, ale podobnie jak kiedyś opisywana przeze mnie Alfa Romeo 164, jest też autem, które budzi uśmiech przy oglądaniu a potem kolejne przy prowadzeniu. Łada to również obiekt ogólnej sympatii innych uczestników ruchu ulicznego. Nie brakowało mi w trakcie przejażdżki oznak życzliwego zainteresowania, ciekawości i miłych uśmiechów.
Czy jadąc Ładą czułem się w jak starym ruskim toczydle? Na pewno nie. Łada, zwłaszcza w takim stanie, tchnie energią i młodością. Na pewno nie można o niej powiedzieć, że się toczy, bo wręcz zaskakująco dobrze jedzie i przyspiesza. A co do kraju pochodzenia. Mówi się, że Rosja to stan umysłu ale w tym wypadku łączymy tradycje kulturowe Rosji i Włoch. Wyszło wybuchowo i energetycznie. Moim zdaniem: bomba.

Marcin Suszczewski

Łada do kupienia - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz