wtorek, 29 listopada 2016

PRZEJAŻDŻKA. Motoryzacyjne Dziady. 19 000PLN


Żadna to raczej dla nikogo nowość, że co bardziej luksusowe samochody były (i w sumie jeszcze są) wyposażane w silniki o większej pojemności. Z rozmaitych względów, ale kluczowe są tu: kultura pracy takiej jednostki, jej trwałość, jakość pracy w trasie i prestiż wynikający z liczby cylindrów.


Ten stan rzeczy zmieni się nie do poznania już wkrótce (przynajmniej w Polsce i przynajmniej wśród miłośników starszej niż nowa, salonowa, motoryzacji) i kto wie czy nie na stałe. Nowo wymyślone przepisy akcyzowe wymuszą bowiem spadek importu bardziej luksusowych czy sportowych samochodów na rzecz budżetowych pierdzipędów z mikrosilniczkami, które zdaniem ustawodawcy powinny na lata zaspokoić motoryzacyjne pragnienia Polaków. A skoro tak, to postanowiłem skorzystać z okazji i pokusić się o porównanie tego co możliwe dziś a praktycznie niewykonalne jutro. No, nie jutro ale po Nowym Roku. Jak zwał tak zwał. Żeby nie szukać daleko udałem się po kluczyki do Jaguara S-Type z dumnym napisem "4 Litre" na masce. Jaguar jak to Jaguar. Sport i luksus w najlepiej rozumianym, angielskim stylu. Nie każdemu podoba się sylwetka S-Type'a. Ja akurat jestem jej fanem.
Uważam, że płynnie nawiązuje do limuzyn z Coventry a przy całej nowoczesności techniki tego modelu nie brakuje w nim elementów tradycyjnie obecnych w Jaguarach. Cieszy obecność drewna (z drewna) i skóry (ze skóry). To wszystko płynnie miesza się z tworzywami (z plastiku) a całość jest przyjemna dla oka chociaż trochę konserwatywna. No, ale jaka ma być w Jaguarze. Co nie zmienia faktu, że przy wsiadaniu kierownica chowa się elektrycznie w kierunku deski rozdzielczej (jak w Mercedesie czy Lexusie) a po zajęciu miejsca fotel dosuwa się z naszym miłym ciężarem do pozycji wcześniej ustalonej jako idealna. W Jaguarze wiele rzeczy już wizualnie cieszy. Koło kierownicy na przykład. Albo lewarek zmiany biegów tkwiący pod kątem w osławionej "J-gate". Cieszą proste tarcze zegarów a nawet miękki i ciepły dźwięk audio. Zaskakuje (akurat w tym egzemplarzu) kuriozalnie długi (jak oni to tam schowali?) uchwyt do zamocowania telefonu komórkowego. Ale, nie czepiajmy się detali. W końcu a Jaguarze chodzi głównie o jazdę a nie rozmowy przez telefon. Ja to przynajmniej tak widzę. A skoro tak, fantastyczna jest tutaj widoczność. I to właściwie w każdym kierunku. W przedniej szybie pozostałość mariażu z Fordem - paseczki drucików ogrzewania tejże. Ok, przekręcę już ten kluczyk....

Nooo... i to właśnie chodzi. Mógłbym to powtarzać każdego ranka. Słychać szybkie obroty rozrusznika, to potem milknie i za chwilę do uszu kierowcy dociera miękki pomruk silnika. Gładki jak masło, jak... jak aksamit. W ogóle nie tak, jakby to była mieląca benzynę i powietrze pompa z powtykanymi świecami, która obraca się dzięki serii małych eksplozji. Tu nie ma nawet śladu odgłosu, po którym można by domyślić się skąd odgłos pracy się wziął i do czego prowadzi. Zatem zrobimy "D". Mlask. Napęd zapina się bezgłośnie poza tym cichym mlaśnięciem. Auto gotowe do jazdy. Daję mu trochę obrotów i już się toczy. Sunie. Wyrównuje wyboje. Niszczy wszystko to, co wiemy o sprężynowym zawieszeniu i przygotowaniu izolacji akustycznej. Prędkość przybywa w postaci odczytu na zegarach. Obroty silnika widać głównie po obrotomierzu. Dobrze, że jest, inaczej by człowiek z auta po prostu wysiadł. Setka wchodzi na zegar bez żadnych oznak jazdy. Obawiam się, że przy dwustu będzie podobnie, może z lekkim poszumem z okolic lusterek. Jaguar nie sprawia wrażenia auta, które jedzie lekko. Układ kierowniczy pracuje z wyczuwalnym oporem. Ma się wrażenie prowadzenia auta o znacznej masie. Ale to raczej też zaliczyłbym na korzyść. Wolę to niż przesadnie lekkie wspomagania, że już nie wspomnę o tych, które niespodziewanie zmieniają siłę w zależności od prędkości, pogody czy strefy klimatycznej. Jak coś ma działać to niech to dopracują w jednym ustawieniu a nie proponują pięć, z których żadne nie jest trwałe ani doskonałe. Jadę dalej. Muzyka gra, wyraźnie, bez natarczywości. Siedzi się bardzo komfortowo. I wiecie co, pierwszy raz w sedanie nie martwię się wcale o miejsce dla pasażerów z tyłu. Po prawdzie, w ogóle o takich nie myślę i wręcz wolałbym żeby nie wsiadali. Co gorsza, chciałbym mieć Jaga tylko dla siebie, góra dla pasażera z przodu. Patrzę na sedana a widzę coupe. Ciasne ;). Tak, wiem, można wsiąść do tyłu i gawędzić tam o nie wiadomo czym. Ale pamiętajcie, dodatkowi jadący nie będą przeze mnie mile widziani. Jag to zatem wóz trochę dla egoistów. Przy czym sądzę, że w wielu z nas ten egoizm się czai. Ta potrzeba smakowania wszystkich aspektów samochodu. Jego osiągów, brzmienia, wyglądu, komfortu. Tu zmysły mam wyostrzone. Wręcz czaję się na nowe doznania. I coś wam powiem. Nie muszę nawet wsiadać do Aygo czy Citigo żeby wiedzieć, że w nich nic z tego na mnie nie czeka.
 Jaguar do kupienia - tutaj.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz