Gramy z Orkiestrą

wtorek, 1 listopada 2016

PRZEJAŻDŻKA. Paryski bukiet - Citroen XM CT Turbo


Nawet gdyby miało się okazać, że silnik w tym samochodzie wybuchł a sfery dawno przeżarł czas to i tak miałby do zaoferowania coś, co w dzisiejszym świecie jest coraz rzadsze. Nazwałem to bukietem, bo jestem świeżo po lekturze wywiadu z Kenzo Tekadą, rezydującym w Paryżu twórcą modnych zapachów.


W zasadzie niemożliwe jest rozpatrywanie tego samochodu w oderwaniu od jego korzeni. Mało tego, XM sprawia wrażenie jakby jego twórcy pracowali nad tym autem kompletnie w oderwaniu od poczynań konkurencji. No, może poza tym jednym punktem wspólnym – długością samochodu.

XM powstał jako limuzyna ale na francuski sposób. Tylko przez chwilę brano pod uwagę trójbryłową formę nadwozia, ale szybko ten kierunek porzucono. Została kombi limuzyna a potem dołożono kombi. A ponieważ pierwotnie ten model już nie był ułomkiem to powstałe kombi było jednym z większych tego typu pojazdów oferowanych wtedy w Europie.
Wracając do bordowego wozu, na chwilę zapomnijmy o kształtach, silnikach i generacjach (tak, na swój sposób też wolę deskę z jedynki ale nie jej trwałość połączeń elektrycznych). Zamknijmy oczy, otwórzmy drzwi i… wsadźmy nos do środka. Aha, już pewnie prawie czujecie to co ja. Tak pachnie prawdziwy Citroen. Tego nie da się z niczym pomylić.
Te samochody miały swoje zapachy. Miał Citroen, miał Mercedes, miało BMW. Pewnie Volvo też miało. Nie wiem czy zwracacie na to uwagę, ale to bardzo charakterystyczna sprawa i aż dziw, że przez lata to się w samochodach utrzymuje. No, wiadomo, że nie w takich, które przejechały milion kilometrów z palaczem za kółkiem. Ale ten Citroen miał jednego właściciela a przebieg samochodu tylko nieznacznie przekracza 100 tys kilometrów.

Skoro nos podpowiada mi, że jest dobrze, zaczynam badać kabinę dotykiem. No tak, te grube francuskie welury to jest coś, do czego żadna skóra nie może nawet się równać. Wspaniałe. Mięsiste. Gęste. Tak przyjemne w dotyku, że jeszcze chwila i obyczajówka wyciągnie mnie z tego wozu i oskarży o jego molestowanie. Więc się uspokajam.
Ok, zobaczmy jak to jest za kierownicą. Już jakiś czas minął od ostatniej wizyty za kółkiem XMa i trzeba się znów trochę przyzwyczaić. Przede wszystkim, dumnie wyeksponowany panel klimatronika. Dzisiaj to żadne ajwaj, ale wtedy widocznie było się czym szczycić. No i te wyświetlacze pod bokach koła kierownicy. Z lewej komunikaty techniczne i audio, z prawej czas i komputer pokładowy.
Podobają mi się zegary XMa. Proste ale jednak jest czego z nich się dowiedzieć. Mają ładną czcionkę, czego nie powtórzono już np. w C5 (ani pierwszej a tym bardziej drugiej generacji). Za chwilę przekonam się, że wskazówka prędkości potrafi całkiem sprawnie poruszać się po skali. Ale to zaraz. Ważniejsze jest dla mnie radio.
Fabryczne, to chyba Clarion, jest proste w obsłudze, sterowane z kierownicy i zapewnia świetną czytelność odbioru. Przy dowolnej prędkości, muzyki słucha się z przyjemnością. Ma swoją głębię i wyrazistość. Za to bardzo cenię ten sprzęt i nie… pod żadnym pozorem nie widzę tutaj możliwości zmiany na coś nowszego. Wykluczone.
Bordowy XM to prawdziwy przebój dla miłośników dodatkowego wyposażenia. Ale tego montowanego u dealera, bo w serii to ma tylko podgrzewanie wszystkich kanap, jakąś elektrykę luster bo szyb to tylko w połowie. No, ma coś czego nie ma żaden inny model – dodatkową szybę na tylnej półce. Rewelacja. Nie ma szans, żeby jadących z tyłu zawiało jesienią. A mamy jesień.
W ramach dodatków, na desce pyszni się telefon. Wielka słuchawka, chociaż nowocześniejsza od tego czym dysponował Borewicz. W bagażniku zamontowano serce tego komunikatora i wyobraźcie sobie, ze można to wszystko szybko wypiąć by z telefonem udać się… hmm… np. do kawiarni. Mniej okazałe jest sterowanie dodatkowym ogrzewaniem – Webasto. Rachunek, w plikach faktur dołączonych do samochodu, bodaj na 2500 zachodnioniemieckich marek. Niemało.
Przy niskim przebiegu samochodu kilka tematów bardzo pozytywnie zwraca uwagę. Pomijam takie sprawy jak stan tapicerki, uszczelek i innych elementów, bo to chyba oczywiste. Jako okularnik, zawsze z niepokojem patrzę na stan przedniej szyby. Tutaj, oryginalna i naprawdę jak nowa, bez jednej ryski. Zaraz potem sprawdzam wycieraczki – kurczę, pan kupował również oryginały, tu akurat sygnowane „Peugeot” ale tylna, jak najbardziej, „Citroen”.
A skoro tak, sprawdzimy opony, również świeże, w stosownym rozmiarze, już zimowe. Z obowiązku sprawdzam stan pasków i rozrządu. I co… dopiero co zmieniony. Niemożliwe a jednak prawdziwe. Co nie znaczy, że po sprowadzeniu do Polski, nie trzeba było zmienić wszystkich sześciu sfer bo te co były (fabryczne) straciły już tę legendarną elastyczność.
No dobrze, zatem sprawdźmy jak ten XM jedzie. Pod maską dwulitrowy silnik z turbiną. Może z nazwy niezbyt pasuje do reprezentacyjnego charakteru samochodu, ale z doświadczenia wiem, że to najlepsza jednostka do tego modelu. XM zapala cichuteńko. To kolejna zasługa niskiego przebiegu. A rusza miękko.
Pierwsze dwa biegi są dość krótkie, ale silnik szybko nadaje biegu całej sytuacji a na trójce limuzyna naprawdę daje poczuć moc. Silnik łatwo wchodzi na obroty, ale wiem o tym głównie z obserwacji obrotomierza. Nie ma tutaj miejsca na ryki i piski. Jest spokój, kultura ale i osiągi.
W ruchu miejskim duży Citroen porusza się zwinnie i żwawo. Ma świetny skręt (jego następca już niekoniecznie) a przy tym lekko zmienia pasy i kierunek jazdy. Zawieszenie w tym modelu oferuje tryb tzw. sportowy, który umożliwia jego utwardzenie. W sumie fajnie, ale ja tego nie potrzebuję. Jeżdżę spokojnie i nie tyle dynamicznie co stanowczo. Może to taki dieslowski sposób, ale taki już mam i nic na to nie poradzę.
XM jest świetnie wyciszony. Przy 140km/h słychać tylko pomruk spod maski i świst opływającego powietrza. Wcześniej sprawdziłem stan uszczelek i dzięki temu łatwiej przychodzi mi to pojąć. Są jak nowe, przylegają równiutko. I właśnie dlatego działają tak jak to zaplanowano w fabryce.
Jadę dalej. Wykasowałem dotychczasowe wskazania komputera pokładowego bo zamierzam się przekonać ile takie „turbo” w rzeczywistości potrzebuje. Trasa będzie w miarę prosta: Warszawa – prawie Kielce i z powrotem. Pogoda słaba, leje. Ale ruch nawet taki do zniesienia. Pomijając kwestię objazdów i przebudów, ale tego nie ma zbyt wiele.
Jest szansa rozwinąć skrzydła. I nie myślę tu o dzikich eskapadach do krańców licznika. Zadowala mnie stałe 140 a chwilami pod 180. Jest dobrze. XM rozpędza się bez zadyszki. Przyspieszenia tzw. na biegu ma naprawdę imponujące. Wyprzedzanie ciężarówki czy trzech to kwestia lekkiego wciśnięcia gazu. Podobnie zachowywała się Alfa 164 z trzylitrowym silnikiem V6. Po prostu czuje się, że szybkość to jego żywioł.
Rzeczywistość trasy przejechanej w XMie w niekorzystnych warunkach pogodowych to: cisza, komfort, przyjemne słuchanie radia, brak zaparowanych szyb, ciepło, wygoda klubowych foteli i… zużycie paliwa na poziomie 8,5 litra. Jeśli ktoś oczekuje więcej od samochodu to powinien udać się na jakiś czas w odosobnienie żeby móc przemyśleć co z nim jest nie tak.
XMy można kupić w przeróżnych cenach. Najdroższy, jak moja pamięć sięga, kosztował w okolicach 20 tysięcy złotych. Przeważają jednak takie do 8-9 tysięcy. Bordowy Citroen jest od nich jednak nieco droższy. Z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na przebieg oraz idący w parze z nim stan techniczny. Po drugie na silnik (to nie jest spocone oliwą V6 ani wybuchający diesel 2.5) a po trzecie na wyposażenie. Co prawda nie wiem po co komu ten telefon ale webasto to już całkiem przyjemny dodatek.
Czy zatem warto kupić XMa? Nie, jeśli ktoś ceni swoje zasoby. Po prostu XM nie trzyma mocno wartości i sprzedanie go drogo następnemu amatorowi graniczy z cudem. Co innego jednak, gdy szukamy dla siebie oryginalnego, mega eleganckiego samochodu, który ma super wygodną kabiną, nowoczesne wyposażenie a na dodatek świetnie jedzie, jest szybki i zużywa niewiele paliwa. Wtedy warto zapłacić za dobry egzemplarz bo (jak już to wiele razy mówiłem) doprowadzenie rzęcha do właściwego stanu pochłonie krocie i może w efekcie nie dać żądanej satysfakcji.
A skoro tak, to nie spodziewam się żeby potencjalny nabywca przedmiotowego auta pojawił się już jutro i tym bardziej mnie to cieszy, że może stanowić pretekst do jeszcze jednej przejażdżki ;).

11 komentarzy:

  1. Jeżeli to nie tajemnica, to jaka była cena zakupu ?
    Pozdrawia ex właściciel XM MKI V6 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat to jest tajemnica - handlowa ;)

      Usuń
    2. http://otomoto.pl/oferta/citroen-xm-118-tys-kilometrow-przebiegu-szybki-ekonomiczny-nietuzinkowy-ID6yDgLr.html

      Usuń
    3. OK, tak mniej więcej wyobrażałem sobie cenę wywoławczą.

      Usuń
  2. W kwestii zapachów służę informacją, że w124 kombi ma bukiet stęchlizny.. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak mi słów żeby opisać jak bardzo mi się ten samochód podoba. Idealny. Chyba najlepsze co mi przychodzi do głowy. Pragnę go.
    Do tego stoi w komisie jakieś 5km ode mnie (to twój komis, autorze? Nazwa jakby znajoma :D), tylko miejsca w garażu brak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. komis, Pawle, to takie miejsce gdzie różni ludzie porzucają swoje niechciane już samochody z nadzieją, że pracownicy dołożą wszelkich starań by rzeczony pojazd wypchnąć w świat. Wyjątkowe-samochody są naszą własnością. cieszymy się nimi i szukamy dla nich nowych nabywców, takich właśnie jak ty, którzy tych wozów nie tyle potrzebują co zwyczajnie pragną ;)

      Usuń
  4. sliczny i ma cos z bogatego kuzyna skody favorit - design ,,, a skody tez pachną od favo w tył...

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. a nieprawda. aktualnie wymieniam przepływomierz. ten co był się był zużył ;)

      Usuń