Gramy z Orkiestrą

środa, 30 listopada 2016

WYSZUKANY POLECANY. Samochód idealny nie istnieje. 19 500PLN

Mogę się założyć, że będziecie chcieli zasypać mnie przykładami SUVów i mini, midi czy maxi vanów z silnym przekonaniem, że jest dokładnie odwrotnie. Udowodnicie ile one mogą a ja będę pod wrażeniem. Dopóki nie spojrzę na nie i nie zapytam: ludzie, co wy, ślepi?

Problem pojazdów uznawanych za tzw. wielozadaniowe to ich wygląd. Pal sześć kiedy przebierają się za coś paramilitarnego. Jak mała (czy duża) ciężarówka albo pickup. Wtedy prężą muskuły i malowanie a pickupy potrafią nawet udowodnić, że da się je przerobić na domek letniskowy czy w ogóle domek. No i fajnie. Tylko, że domek na pickupie to coś czego potrzebuję góra cztery razy w roku i da się go spokojnie zastąpić przez na przykład... pokój w motelu.
To, czego w samochodzie szukam, to odrobina chociaż prezencji. A jak już się nie da, to może chociaż pomysł na jego wygląd. Niech będzie dziwaczny ale musi być jakiś. Bo jak jest nijaki (a taka jest zwykle forma SUVów i vanów) to ciężko sobie z tym poradzić. Człowiek powoli ginie w tłumie innych, temu podobnych wozów, i jakoś tak sam się w sobie zapada. Że na koniec nie da się go odróżnić od tła. Po prostu sam się staje taki wieloczynnościowy, Bezjajeczny, chciałoby się rzec. 
No dobrze, powiecie, ale jak sobie z tym radzić skoro gdzieś trzeba posadzić dziecko, czymś przewieźć szafkę, spakować się na wakacje czy wręcz przejechać skutecznie do Poznania. Wiadomo, w takiej sytuacji najlepszy będzie... kompromis. A ja wam powiem, że nie. 
Jak tylko sięgam pamięcią, największe trasy i zmiany prowadziłem samochodami pozornie kompletnie do tego działania nieprzydatnymi. Miałem ich w życiu kilka. Wszystkie miały nadwozia typu coupe. I sprawdzały się znakomicie. To bowiem od nas zależy do czego i jak wykorzystamy nasze auto. Ono samo za nas roboty nie odwali.
Przykład? Proszę bardzo. Czy tym czerwonym coupe da się przetransportować niemal dwumetrową szafkę z Ikei? Da się. Auto jest długie, mierzy ponad pięć metrów. Oparcia tylnej kanapy ma rozkładane, może przez ten otwór zadziwiająco szeroko wjechać do wnętrza. Wsuwamy dechy, zamykamy pokrywę bagażnika i... jazda.
Czy to wygodny samochód na trasę? Ba... Sam nim niejedną przejechałem. W trasie bez najmniejszego problemu jedzie sobie po 130km/h a i do 200 teź pójdzie jak go ładnie poprosić. Można? Można.
Czerwone coupe pewnie już - tu - kiedyś widzieliście. Powraca odmłodzone, wzbogacone o szereg nowych elementów, po zmianie rozrządu, pomp, hamulców. Powraca też odmłodzone - dostało nowy spojler. Nabrało charakteru. Jest prawdziwie zadziorne. 
I jeszcze coś, Monte Carlo Z34 powraca już na żółtych tablicach. Stuknęło mu już ponad 20 lat, jest w wyjątkowo dobrym stanie z zadziwiająco niskim przebiegiem. W efekcie patrzycie na trudną do uchwycenia kombinację youngtimera z mocnym, 220 konnym silnikiem, małym przebiegiem, klimatyzacją, zabytkowymi tablicami. To czyni cały ten pakiet dodatkowo mega ekonomicznym w użytkowaniu. Sprawdźcie sami ile kosztuje ubezpieczenie takiego auta. Na i bez żółtych.
Zmierzam powoli do sedna. Wyszliśmy bowiem od definicji pojazdu uniwersalnego. Dla każdego taka uniwersalność co innego oznacza. Dla mnie takie auto powinno stanowić zlepek cech praktycznych ale i takich, jak by to rzec, duchowych. Niech wozi szafki i ludzi ale do tego wygląda tak żeby na myśl nikomu nie przyszło, że jest zwykłym transporterem. Niech ma ponad 200 koni mocy ale potulnie skrywanych pod płaszczykiem dychawicznego zabytku. Niech jedzie 200 na godzinę ale nie kosztuje majątku w ubezpieczaniu. I do tego, niech wszyscy myślą, że na benzynę idzie cała pensja podczas gdy Monte zadowoli się 12-14 litrami etyliny.

Monte Carlo w ogłoszeniu - tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz