niedziela, 4 lutego 2018

Niemęskie zachowania. 19 900PLN




To podobno niemęskie by obnażać swoje doznania wewnętrzne, zwane w kobiecych kręgach uczuciami. Pewnie tak, dlatego oszczędzę wam widoku łez związanych z decyzją sprzedaży tego wozu.
Co ciekawe, i muszę to podkreślić, żadna terenówka (i naprawdę, marka nie miała znaczenia) nigdy nie miała prawa zagościć w moim sercu. Rozklekotane już na etapie produkcji, niechlujnie poskładane (i proszę by właściciele japońskich 4x4 dali sobie spokój z kąśliwym uwagami pod adresem Anglików bo te ich sprzęty też poznałem i wiem co potrafi w nich siedzieć) i przede wszystkim beznadziejnie się prowadzące. Takie to one właśnie są i nic im nie pomoże. Coś jednak takiego się stało, że z tym oto wozem polubiliśmy się w nadzwyczajny sposób. Tym bardziej to bolesne, że kiedy już przekroczyłem swoje uprzedzenia, nasza znajomość powinna dobiec końca.

Cóż, takie jest jednak życie (jak się okazuje) więc Range staje przed wyzwaniem przekonania do siebie kogoś innego. Co nie powinno sprawić mu najmniejszej trudności. Ten samochód pokonał ze mną przez rok jakieś 15 tysięcy kilometrów. Zjeździł Polskę (bardzo szutrowa wyprawa na Podlasie, bardzo autostradowy wyjazd do Wrocławia), służył dzielnie jako jedyny pojazd w domu w czasie gdy muzealny BX pierwszej serii tylko czasami wyjeżdżał z garażu. Regularnie bywał w lesie i nad rzeką. Nie odmawiałem mu kąpieli błotnych a są też świadkowie gotowi potwierdzić, że weteran spokojnie dał sobie radę na jednej z podwarszawskich żwirowni. Codzienna przydatność to jedno a klasa, z jaką Classic obnosi się po mieście to zupełnie co innego. Ten wóz wzbudza sympatię ludzi. Właściciele nowszych modeli marzą by właśnie w takim się pokazać. Właściciele Discovery wstydliwie odwracają oczy. Defendery przychylnie kiwają głowami. Jeśli szukasz przepustki do nobliwego towarzystwa, oto ona.
Range Rover, i mówię to bez fałszywego uśmieszku, to wspaniały towarzysz każdej wycieczki. Nawet takiej do Lidla. Ma wygodne fotele, przestronną kabinę, zapewnia świetną widoczność. Jest też autem ekonomicznym bo przecież spalenie 15 litrów LPG na 100 kilometrów to chyba nie jest wartość szokująca. Potrafi też być szybki (pojedzie i 130km/h) a zwrotnością w mieście zadziwia niejedno Tico.

Zadbany, dopracowany. Nie wykazuje dolegliwości. Jak powiedział elektryk, który ostatnio wymieniał w nim włącznik wstecznego światła: "To aż niemożliwe, że tutaj w nim wszystko działa." Dodam, że Range ma na wyposażeniu klimatyzację ale również elektrycznie ogrzewane szkła lusterek wstecznych. Ehh... dużo by gadać. Nie ma co jednak ględzić, zapraszam konkretnie zainteresowanych do bezpośredniego kontaktu. Dzwońcie, piszcie, przyjeżdżajcie.


3 komentarze:

  1. Szkoda, że blog zdycha...niektóre auta przedstawione tutaj były naprawdę intrygujące...był to fajny blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simo, nie dramatyzuj proszę. daj mi czas na oddech i przegrupowanie. nie jest mi lekko, mam trochę na głowie spraw, które odciągają od bloga. co nie znaczy, że o nim zapomniałem. zapraszam już jutro po nowy wpis. nie poddam Wyszukanych bez walki, obiecuję ci.

      Usuń
  2. Szkoda, to był fajny blog, niestety zdechł...

    OdpowiedzUsuń