poniedziałek, 19 marca 2018

Zielony Jaguar XK gwiazdorzy w zimowy dzień.

Tytuł nie jest tutaj zapowiedzią żadnej sensacji. Na zimowej aukcji Ardor w nowej siedzibie Desy przy ulicy Pięknej w Warszawie, na wejściu postawiono najbardziej okazały przedmiot aukcji, którego obecność w jej trakcie została następnie praktycznie pominięta.
Ale nie uprzedzajmy faktów. Po pierwsze, przez kilka dni poprzedzających aukcję, łamałem sobie głowę czym bez dachu by ta pojechać. Różne pomysły przychodziły mi do głowy. Ostatecznie w piątek buchnęła śnieżyca a ja pojechałem samochodem bez sprawnego wentylatora. Innymi słowy, zimnym jak w psiarni.
Moje obawy co do właściwego wjazdu rozwiałem na miejscu w trakcie poszukiwania miejsca do zaparkowania. Co prawda, tym razem Ardor mądrze udostępnił ekspozycję przez okrągły dzień w piątek, ale... No właśnie, po pierwsze nie miałem czasu pojechać a po drugie, rzeczona śnieżyca.
Tak czy siak,  pojechałem w sobotę. Kto zaś nie zna topografii i okolic tej części Pięknej to mu powiem, że nowy budynek Desy to pawilon na wskroś nowoczesny, za to wciśnięty pomiędzy Park Łazienki a ambasadę Francji. Po drugiej stronie ulicy, ambasada Kanady więc tu parkowanie mamy z głowy. Obok Kanadyjczyków wyrosło zaś coś, jak wyczytałem, gdzie obradować będą komisje Sejmu. Po rozmiarach zorientowałem się, że Sejm nasz będzie miał coraz więcej komisji obradujących i to mnie trochę zmartwiło. Ostatecznie, jedno miejsce znalazło się na Wiejskiej i stamtąd podreptałem na Piękną.

Kiedy już odtajałem po jeździe w zmrożonej kabinie samochodu z dachem, oczom mym ukazał się raj. No, może nie do końca, bo populacja Ewy była w nim znacząco mniejsza w stosunku do obecnych potomków Adama. Czego trochę żałowałem bo zawsze to przyjemniej. Nie brakowało natomiast węży-kusicieli. Nawet, jak na moje nerwy, było ich trochę zbyt wiele. Zaraz na wejściu mój ukochany 2CV, ten przepiękny XK w tak klasycznie brytyjskim zestawieniu kolorów, że równie dobrze mógł być Winstonem Churchillem na kołach. Dalej, wcale nie w kolejności, moje oczy pobiegły do dwóch (nie jednego, ale cholera dwóch na raz) Porsche 928. I całe szczęście, że jeden z nich zbrzydzony był okropnym pakietem firmy Strosek, bo dwóch ładnych egzemplarzy bym nie wytrzymał. A skoro o nich mowa, na kończącej rok aukcji sprzedany został za całkiem porządną kwotę Mercedes SEC 500 z pakietem tuningowym. Teraz ten Strosek. To jakiś znak, że takie samochody wynurzają się z odmętów historii. Przyjrzałem się robocie Stroska i muszę przyznać, że poza koszmarną estetyką, samo rękodzieło stoi w nim na naprawdę dobrym poziomie. Ale, jak mówię, zęby bolą.

Po sąsiedzku, też Porsche, 911 Targa. Fajne. Ale obok, prawdziwa włoska arystokracja, Alfa GT 1600. Byłem niemal pewien, że wzorem poprzednich aukcji, skończy się na wzdychaniu. A tymczasem, ale to za chwilę. Ofertę Juventusu uzupełniało Maserati Ghibli. To poliftowe, takie nie wiadomo co. Wcześniejsze budziły więcej emocji, ale podobno bardziej się psuły. Ale jakoś nie wzbudziło pożądania. Za to felgi miało niezłe. Zapraszam na profil instagramowy Wyszukanych - tutaj - gdzie zamieściłem zdjęcie tej i kilku innych felg samochodów z aukcji. Między innym, również E-Type'a V12 w spatynowanym, podobnie jak 911, stanie.

Obok niego Corvette Stingray, Mustang, Mercedes 190 z silnikiem 2.3 i cztery samochody, które moim zdaniem powinny dobrze rokować jeśli chodzi o sprzedaż. Kawałek za E-Type'm pysznił się krwisto czerwony Mustang i naprawdę nie można było oderwać od niego oczu. Wydawał się wart ze 100 tys złotych chociaż wywoławcza cena ustanowiona została na poziomie śmiesznych 35 tysięcy. Niedaleko, w swoim pomarańczowym lakierze, BMW 1802. No, czego jak czego, ale przegapić to BMW to by był grzech. Zwłaszcza, że katalogowa legenda głosiła jej pochodzenie od piłkarza "Orłów Górskiego", Antoniego Szymanowskiego.
Czy to prawda, czy nie, BMW prezentowało się wspaniale w swojej czystej ascezie. Jak by tych odjechanych kolorów w Desie było mało, na samym środku, tak żeby się chyba o niego potknąć, przykucnął (na swoich Minilajtach naprawdę tak wygląda) fioletowy Mini a parę metrów dalej stało coś, co pozornie nie miało prawa pojawić się w takim towarzystwie, a jednak się pojawiło: C124 czyli czteroosobowy kabriolet serii 124 z przepysznym silnikiem 320 i w naprawdę smacznym stanie. Za 55 tysięcy złotych moi państwo. Czyli naprawdę niedrogo. Stawkę zamykały skromnie dwa jednoślady: Ducati i Harley. Nie mam o nich wiele do powiedzenia a i kupujący nie byli zainteresowani.
Zainteresowanie aukcją było spore. Nie moim zadaniem było policzyć obecnych, ale oceniam ich liczbę na około 150 osób, może 100. I nawet dziarsko z początku wzięli się do roboty. Mustang z 35 skoczył na 70 tysięcy. Alfa GT z 45 na 65. Potem trzy auta nie drgnęły z wywoławczej czyli 2CV za 34 tys, BMW 1802 za 28 tys i Jaguar XK za... uwaga... 380 tys. a Potem zapadła cisza. To znaczy samochody się przewijały. Rzeczony E-Type za 130 tys... nic. 911 Targa za 160 tys... bez reakcji. Oba 928, Strosek za 70 tys a bez-Strosek za 110 tys. Bez echa. Dopiero przy Mini się odblokowało i kolejne auta znajdowały chętnych za cenę wywoławczą: Mini za 40 tys, Corvette Stingray za 120 tys, Maserati za 90 i rzeczony E320 cabrio za 55 tys złotych. Motocykle przemilczeli natomiast najżywsza licytacja odbyła się, w życiu byście nie zgadli, przy naprawdę takim sobie Benzu 190. W końcu z niskich 20 tys skoczył na dwa razy tyle i uważam, że to naprawdę niezasłużona nagroda gdy tyle innych aut, w tym BMW, zostało na wywoławczej co znaczy, że ich właściciele liczyli na więcej i wcale nie muszą przystać na transakcję.

Jak bym to ocenił? Przede wszystkim, rozczarowanie budzi kompletna cisza przy XK, ale na to mam dwa wytłumaczenia. Był ten samochód perfekcyjnie dopracowany ale jednak jest po restauracji. A nie każdemu to się musi podobać. Ok, w takim razie spatynowany E-type powinien zniknąć w chwilę, a tymczasem przy nim również nie odbyło się nic. Rozumiem, pewnie chodzi o to, że oba brytyjskie a Polacy wolą Niemców.
W takim razie Porsche. Oba 928, a ten nieStrosek naprawdę ładny, zignorowane. 911 Targa, sam w sobie ciekawy i oryginalny wóz, również. Nie pojmuję. A skoro o Niemcach mowa, obok tego gorąco licytowanego W201 stał kabriolet W124. A przecież wszyscy wiedzą, że właśnie ta wersja nadwoziowa jest ze wszystkich Baleronów najciekawsza, to pytam czemu ten samochód otrzymał propozycję zaledwie ceny minimalnej?
Zdziwiło mnie zainteresowanie i licytacja Alfy GT, ale pozytywnie. Po prostu się ucieszyłem bo włoszczyzna w Polsce nie ma za grosz powodzenia. To samo bym powiedział o Mustangu, ale że on poszedł a Vette została na wywoławczej... hmmm.

Bardzo lubię te aukcje. Nie tylko dlatego, że jest na nich ciepło, chociaż akurat w to sobotnie popołudnie ten czynnik miał spore znaczenie. Przede wszystkim za ciekawy dobór auta, ale najbardziej za możliwość przyglądania się ludzkiej nieobliczalności. Aukcja to nie zwykła sprzedaż. Tu jesteśmy otoczeni konkurencją i czasami zaczynami się wśród niej całkiem irracjonalnie przepychać. I to jest cała frajda.

Tekst i zdjęcia: Marcin Suszczewski



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz