niedziela, 29 lipca 2018

WIDOK Z OKNA. Niezapomniane 14 lat...

Tego człowieka kojarzy każdy kto chociaż trochę sympatyzuje z włoską motoryzacją. To Sergio Marchionne, który kilka dni temu niespodziewanie zmarł wskutek komplikacji po przeprowadzonej w szwajcarskiej klinice operacji.
Pomyślałem, że należy mu się kilka słów, których w polskich mediach się nie znajdzie. Z jakiego powodu, nie wiem. Ale jeśli jeden z portali podał informację o śmierci Marchionne z żenującym tytułem, że to nieodżałowana strata dla turyńskiego Juventusu, to chyba warto uzupełnić rynkowe braki.
Marchionne urodził się we Włoszech ale rodzina emigrowała do Kanady. Tam Sergio studiował filozofię, prawo i ekonomię. Nie był, wbrew temu co o nim mówiono, nudziarzem w swetrze zamiast garnituru. Uwielbiał jazz, dobrą kuchnię i wino.
Do Fiata przyszedł na zaproszenie rodziny Agnelli i Montezemolo. Agnelli poznali go już wcześniej przy okazji światowego giganta certyfikacji SGS, w którym rodzina miała spore udziały. We włoskiej firmie objął stanowisko prezesa i przez pierwsze dwa miesiące objeżdżał zakłady aby na własne oczy przekonać się co też mu powierzono i jak może przyczynić się do poprawy stanu rzeczy. Dodajmy, że w tamtym czasie, mowa o 2004 roku, Fiat (po raz kolejny) stał na progu bankructwa.
Marchionne zaskoczył wielu swoimi pierwszymi decyzjami. Nakazał bowiem wyremontowanie wszystkich łazienek i szatni dla robotników pracujących w fabrykach Fiata. Jak stwierdził: "nie mogę oczekiwać jakościowego produktu od ludzi, którzy codziennie muszą się upadlać w takich warunkach".
W następnych latach zakończył trwający od kilku lat spór finansowy z General Motors, doprowadził do przejęcia amerykańskiego Chryslera (z jego jedyną dochodową wówczas marką - Jeep) i ustanowienia światowej grupy FCA z siedzibą w Holandii. Ten ostatni ruch w symboliczny sposób zakończył 115-letnią włoską historię marki.
Za swoich rządów, Marchionne zaproponował światu takie modele jak 500 czy nowa Panda, Maserati Ghibli i Levante oraz Alfa Romeo Giulia i Stelvio. Innymi słowy, wprowadził Fiata na zupełnie nowe tory w kategorii postrzegania jakości i innowacyjności. Spore zmiany zaszły też w Ferrari.
Jak na prawdziwego szefa przystało, 1 czerwca tego roku, na zgromadzeniu akcjonariuszy FCA Marchionne dobrze brzmiące wyniki finansowe: zero długu i miliardy Euro zasobów, zysków z jeszcze lepszymi prognozami na koniec tego roku. W planach do roku 2022 widnieje 25 nowych modeli samochodów chociaż sam Sergio planował przekazanie władzy nad FCA za rok.
Kariera Marchionne to jednak nie tylko gołe słupki wyliczeń. To również koniec ery włoskiego przemysłu opartego na koneksjach, powiązaniach, zależnościach. To doprawdy nieprawdopodobne, że udało się tego dokonać ale fakty mówią za siebie. Po długotrwałych rządach klanów Agnelli i Montezemolo, przyszedł czas nowoczesnego zarządzania włoskim potentatem i skromnie wyglądający księgowy w swetrze był chyba te czternaście lat temu ostatnią osobą, na którą ktokolwiek by na serio postawił.
Poza sprawami rodowo-magnackimi, w przypadku Marchionne dochodzi jeszcze jeden ciekawy aspekt. Najbliżsi mówili o nim, że jest cichy i skromny. Nie afiszował się ze swoją władzą, nie był salonowym lwem. Wolny czas najchętniej spędzał z rodziną, na łonie przyrody. Jak normalny człowiek.
I takim pozostanie w oczach entuzjastów motoryzacji. Bo przecież miłość do samochodów nie wynika z kwoty jaką na cztery kółka można wydać. Tak samo można kochać prostego fiacika jak ekstrawaganckie Ferrari. I podobnie czerpać radość z obcowania z motoryzacyjną kulturą.
Przykład Marchionne pokazuje nam jednak coś jeszcze. Otóż, jest świat poza samochodem. Jest czas dla (starannie dobranych) znajomych, dla piękna przyrody, architektury, dobrego jedzenia i trunku. Dopiero wszystkie te czynniki składają się na udane życie. Dziękuję ci za tę lekcję Sergio.

Marcin Suszczewski

fot. LaStampa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz