Jeszcze więcej rumakowania ;)

Z początkiem kwietnia 2019 roku uruchomiłem nową stronę, rozwinięcie Wyszukanych. Przez minione lata zgromadziłem tutaj wiele treści ale i potrzebę rozwoju, innego ujęcia mojej pasji - motoryzacji. Dlatego powstał Likonic.pl - czytaj Lajkonik ;).

Zapraszam do dalszej lektury, będzie więcej, lepiej, sprawniej i czytelniej.

Marcin Suszczewski

poniedziałek, 25 lutego 2019

Widok z okna. Zbudujmy trolejbus.


Dopłaty do samochodów elektrycznych, dynamiczna rozbudowa punktów ładowania, narodowy program prądojazdy, gigantyczny kontrakt na budowę elektrobusu – to wszystko ma odmienić naszą rzeczywistość w nadchodzących latach.


Niewielu wie, ale Polska już była potentatem elektrycznej motoryzacji. Mieliśmy rozbudowane sieci trolejbusowe, produkowaliśmy słynne na cały świat wózki golfowe Melex i pchaliśmy do przodu technologię tramwajów. To było pięćdziesiąt lat temu i następnie wygasało przez kolejne 30. Od ćwierć wieku już nic na tym polu nie znaczymy i trochę sami sobie jesteśmy winni. Nie tylko dlatego, że zdeptaliśmy to, co było ale też przespaliśmy kompleksowy rozwój ekojazdy. Gdyby teraz chcieć na siłę wskoczyć do pociągu, którym już pędzi świat, koszty byłyby niewyobrażalnie wysokie. Trzeba je będzie ponieść, ale jak to mówią: „nie wszystko naraz”.

Postawmy sprawę jasno u podstaw, Polska stoi elektrycznością produkowaną w efekcie spalania węgla kamiennego. Jakkolwiek by oceniać tę technikę produkcji, spokojnie można ją uznać za dość tradycyjną i generującą spore zniszczenia dla środowiska, zarówno na etapie wydobycia jak i użycia. Wydobycie wiąże się z zatrudnianiem ludzi w coraz trudniejszych warunkach przy spokojnie opadającej krzywej płacy zaś użycie z emisją chmury szkodliwych pyłów, którą zatrzymywać mogą tylko drogie filtry montowane na kominach elektrowni za duże kwoty. Wszystko co następuje w kolejności bezpośrednio wiąże się z tym zestawem faktów.

Wyprodukowanie elektryczności to jedno a jej dystrybucja to zupełnie inna sprawa. I nie mówię o tradycyjnym przesyłaniu prądu do domów, zakładów pracy czy centrów handlowych. O ile bowiem można ładować samochód elektryczny ze zwykłego gniazdka w ścianie to oczywiste jest, że skuteczniejsze i dużo szybsze jest ładowanie z dedykowanych ładowarek gdzie płynie prąd o większym natężeniu. O ile w nocy mamy z reguły więcej czasu na ten proces i możemy korzystać ze zwykłych gniazdek to jednak za dnia zależy nam na bardziej efektywnym uzupełnianiu zapasu a przecież właśnie w dzień obciążenie sieci jest największe.

Co prowadzi nas dwiema drogami do kwestii infrastruktury. Po pierwsze przesyłowej, a przecież już zdarzały się ostatnio sezony letnie kiedy ostrzegano, że sieć elektryczna jest na granicy przeciążenia lub wielokrotnie się do niej zbliżała. A to miało miejsce bez udziału znaczącej liczby samochodów elektrycznych. Druga sprawa to ilość tzw. punktów ładowania. Kuriozalnym był do niedawna jedyny taki punkt mieszczący się przy siedzibie jednego z dostawców prądu. Punkt zresztą obarczony był kolejnym problemem, na tym miejscu z reguły parkował samochód analogowy. Nie dlatego, że miał elektryczne ambicje, po prostu miejsce wiecznie stało puste.

Czy na wszystkie te kwestie odpowiedź znajdzie narodowy program rozwoju technologii elektrycznej dla motoryzacji? Trudno powiedzieć, trochę tego dużo i dobrze by było gdyby przynajmniej zachowano logiczną kolejność zastosowanych rozwiązań. Ze swojej strony uważam, że w pierwszej kolejności należy zmodernizować infrastrukturę i technologię produkcji elektryczności. Sam pojazd jest już efektownym, bo docierającym do Kowalskiego, ale jednak tylko zwieńczeniem tej żmudnej pracy.

A skoro o pojazdach mowa. Widzę, że wjeżdżamy ostro w koleiny PRL-u gdzie ambicją Polski było zostać producentem samochodów. Ciekawe, że taka Szwajcaria nie wykazuje takich ambicji a wydaje się, że w kwestii motoryzacji i elektryfikacji radzi sobie całkiem nieźle. Nie popełniajmy tego błędu ponownie. Nie mamy do tego zasobów, uczelnie techniczne i np. szkoły wzornictwa przemysłowego już dawno leżą pod własnymi gruzami. Fabryka FSO w Warszawie właśnie jest przebudowywana na wielkie centrum handlowe i nowoczesne budynki mieszkaniowe. Na pocieszenie, pół świata, w tym Chiny, intensywnie pracowały nad moto-elektryfikacją i naprawdę jest gdzie te samochody kupić. I naprawdę nie widzę najmniejszych szans, żeby rządowy-narodowy program miał tę sytuacją zmienić i przechylić na naszą korzyść. Na pewno nie staniemy się dostawcą elektrycznych samochodów dla świata a uruchamianie całego procesu tylko na lokalne, krajowe potrzeby, jest zwykłym wyrzucaniem pieniędzy.

Na koniec zaś, złota rada dla geniuszy od polskiego autobusu elektrycznego – zbudujcie trolejbus.

Marcin Suszczewski

fot. KMKM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz