niedziela, 11 grudnia 2011

Siedem dobrych lat






W końcu tygodnia – wyjazdem do sierocińca Nowa Wilejka pod Wilnem - sfinalizowaliśmy kolejną, siódmą już akcję Grupy Pomocy Humanitarnej. Przy okazji warto przypomnieć trochę historii tej akcji, bo jest nietypowa, odniosła w tym czasie spory sukces i co najważniejsze opiera się wyłącznie o ruch ludzi dobrego serca.

Do Nowej Wilejki trafiłem osiem lat temu z dr Jadwigą Wojtczak z Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Zaprosiła mnie na wycieczkę do Wilna i tak poznałem Nową Wilejkę, gdzie uczy się i mieszka ponad 200 dzieci, przeważnie polskiego pochodzenia, ale nie wyłącznie.

Jak sięgnę pamięcią, to był chyba pierwszy raz w życiu jak trafiłem do takiej placówki. Trudno opisać emocje jak targają człowiekiem w sierocińcu. Od niesprawiedliwości, przez poczucie winy aż po niemałą depresję. Na szczęście dr Wojtczak pomogła mi się szybko z tego pozbierać i zasugerowała by negatywne emocje przekuć w pozytywne działania. Pomogło.

Już w następnym roku, wraz z grupą kolegów z klubu miłośników samochodów 4x4 zainicjowaliśmy zbiórkę darów dla mieszkańców Nowej Wilejki i zorganizowaliśmy pierwszy wyjazd na Litwę. Nie pamiętam czy było łatwo czy trudno. Wszystko jednak szło gładko, a entuzjazm był w nas wielki. No, mieliśmy po te siedem lat mniej i mniej obowiązków niż dziś, to fakt.

Następne lata to dynamiczny rozwój naszej akcji, a ostatnie dwa lata – kiedy apogeum już za nami – należały do najcięższych. Wykruszyły się w tym czasie zjednoczone ludzkie siły, duże firmy wycofały swoje wsparcie. Można powiedzieć, że na chwilę obecną zostaliśmy z siłami niewielkiej ale zaprawionej grupki, która w akcji bierze udział od zarania oraz wciąż rosnącej rzeszy indywidualnych wspierających. To wspaniałe, kiedy ludzie dokładają do zakupów po 50 czy 100 złotych. Taka pomoc cieszy równie bardzo, co niegdyś wielkie transporty od dużych firm.

Tegoroczna wizyta w Nowej Wilejce to kolejny krok na drodze naszej współpracy. Litwa zmienia się wraz z wprowadzaniem prawodawstwa unijnego. Tym razem dowiedzieliśmy się, że tak zmienia się działalność szkół i domów dziecka by wykluczyć istnienie problemu sierot. De facto ich nie ma, bo w tygodniu są w szkole z internatem a w weekendy trafiają do domów dziecka i ewentualnych rodzin zastępczych. Spada tym samym wsparcie państwa dla sierocińców, domy dziecka przejmują ich dawne finansowanie i niechętnie dzielą się pozyskanymi środkami. Sytuacja jest więc dzisiaj i lepsza i gorsza. Sierocińcowi od zawsze brakowało środków, ale dzisiaj to już nie tylko kwestia ograniczonej pomocy państwa ale też celowe działania, które dążą do maskowania społecznych problemów.

Gdzieś w tle przewija się problem nauczania języka polskiego. O nim od paru lat możemy otwarcie rozmawiać z dyrekcją Nowej Wilejki i trzeba przyznać, że przez te siedem lat dyrektorka Marija Milkeviciene, poszła nam wielce na rękę. Już w czasach zaostrzenia sytuacji politycznej, przewoziliśmy dla wychowanków zestawy podręczników do polskiego. Podobny większy zakup podręczników planujemy już na przyszły rok szkolny.

To dobrze, że tylu z nas bierze udział w tej i podobnych akcjach. To cieszy, że ludzkie serca otwierają się na potrzeby innych mimo, że rzut oka w gazetowe newsy potwierdza, że nie żyje nam się lżej. Pojedźcie jednak z nami do Wilna, a nabierzecie otuchy i dystansu do tego, co jeszcze chwilę temu wydawało się wam wielką tragedią. Wszystkim, którzy wsparli naszą akcję w tym roku i latach poprzednich, serdecznie dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz