czwartek, 12 września 2013

"Na rezerwie" - Bezczelność a niemoc

Warszawa, skrzyżowanie ulic Mokotowskiej i Wilczej. Na jednym rogu optyk, na drugim lokal do wynajęcia, na trzecim rejonowa siedziba śródmiejskiej administracji, na czwartym jedno z biur firmy podobno zajmującej się nieruchomościami, a należącej do znanego biznesmena, męża jeszcze bardziej znanej dziennikarki telewizyjnej…

Naprzeciw wejścia do tegoż właśnie biura pasy dla pieszych. Na pasach niemal codziennie stoi zaparkowane błękitne subaru WRC, należące do pracownika (zapewne bardzo ważnego) tegoż biura, mającego w swej angielskiej nazwie lwa. Niemal każdego dnia za wycieraczką tego subaru widać wetknięty mandat za parkowanie w miejscu, w którym w żadnym mieście na świecie poza Polską żadnemu kierowcy nie przyjdzie nawet do głowy zaparkować samochód na cały dzień i udać się do obowiązków służbowych…

I tak jest niemal każdego dnia. Właściciel owego subaru, albo bardzo dobrze zarabia i ma w nosie kilkusetzłotowy mandat, albo ci, którzy mają wlepiać mu mandat udają, że go wlepiają, albo ten mandat to nie kilkaset złotych za notoryczne łamanie przepisów ruchu drogowego, a jedynie 50 zł. opłaty dodatkowej za brak kwitka z parkomatu. Zagadnąłem strażników miejskich dlaczego nie odholuje się takiego auta tam, gdzie jego miejsce, czyli na parking oddalony co najmniej o kilka kilometrów? Okazuje się, że nie można, bo auto nie utrudnia ruchu. Mało tego, nie można tez założyć blokady na koło, bo to z kolei „utrudni kierowcy odjechanie” z miejsca nieprzeznaczonego do parkowania. I tak trwa ta zabawa niemal każdego dnia, jako się już wyżej napisało. BEZCZELNOŚĆ właściciela błękitnego subaru i niemoc sił odpowiedzialnych za  porządek i przestrzeganie prawa… Bo policji właściciel tak zaparkowanego auta kompletnie nie interesuje. Bezczelność jednostki i niemoc państwa!

Inny przykład… Skrzyżowanie ulic, potok samochodów w każdym kierunku, światła, przechodnie… I kierowcy, którzy z uporem godnym lepszej sprawy blokują się wzajemnie, wjeżdżając na skrzyżowanie jakby gestem rozpaczy gdy żółte światło dla ich kierunku zmienia się w… czerwone. Ten sam kierowca, który na jednym skrzyżowaniu na nie wjeżdża, wiedząc że na tej zmianie świateł nie zdąży skrzyżowania opuścić, na następnym piekli się i wymyśla innemu, który, tak BEZCZELNY, jak on kilkaset metrów wcześniej, z pełną determinacją wjechał i zablokował jemu i innym możliwość przejazdu. I jeden, i drugi gdy są blokującymi mają minę BEZCZELNEGO niewiniątka. Gdy są blokowani mało ich nie rozerwie. A co na to policja? Nic! Policji to nie interesuje. Może zmieni tę sytuację nowy taryfikator mandatów, w którym takie zachowanie ma być karane mandatem i punktami.

Kolejny kwiatek: rondo de Gaulle’a w Warszawie, to z palmą, na skrzyżowaniu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich… Jadący Alejami w kierunku Wisły nie mogą na owym rondzie skręcać w lewo. Zakaz nie dotyczy autobusów komunikacji miejskiej. Na 10 przejeżdżających samochodów 1 z prowadzących auto ma sobie za nic nosie znak zakazu skrętu i znak nakazu jazdy na wprost. Efekt - blokowanie skrzyżowania. Na nic zdaje się sygnalizowanie bezczelnym kierowcom, że jest zakaz skrętu. Oni mają to w nosie. Oni muszą. Policja? Czasami, może raz na miesiąc przez godzinę, góra dwie, na rondzie stoi radiowóz, a jego załoga nie ma chwili wytchnienia. Jedni (mniejszość) skręcają tu, bo nie czytają znaków i ci, padając ofiarą swego gapiostwa, są karani mandatami, gdy akurat jest radiowóz. Inni, to ci z grupy BEZCZELNYCH. Doskonale wiedzą, że tu jest zakaz skrętu, ale… Oni muszą. A to, że blokują skrzyżowanie, bo zajmują miejsce przeznaczone dla autobusów? BEZCZELNYCH to nie obchodzi. A może tak postawić kamerę i na podstawie zdjęć nakładać mandaty karne? Nawet zakup sprzętu i zatrudnienie ludzi do jego obsługi opłaci się z nawiązką.

A Nowy Światy i Krakowskie Przedmieście, czyli warszawski Trakt Królewski? Mogą nim jeździć tylko autobusy, taksówki i pojazdy z przepustkami. A kto jeździ? Kto chce. Bo zakaz jest, ale BEZCZELNY, choć o nim wie, z premedytacją ten znak ignoruje. Trakt Królewski to skarbonka dla samorządu. To jak rozsypany worek pieniędzy. Ale nie ma kto ich zbierać. Prawo niby jest, ale wiadomo, że nie ma kto strzec jego przestrzegania. Bo policja/straż miejska zamiast pełnić tu permanentny dyżur zajmuje się łapaniem tych, którzy przechodzą w poprzek przez pustą właśnie jezdnię. A jeżeli nawet pojawi się patrol, to zatrzymuje przejeżdżające auta chyba ze względu na kolor nadwozia…

Przykłady bezczelności i bezmyślności kierowców można mnożyć. W całej Polsce można znaleźć miejsca takie, jak warszawskie skrzyżowanie Mokotowskiej z Wilczą, czy rondo Aleje/Nowy Świat. Wszędzie tam można też spotkać tego samego BEZCZELNEGO typa, który parkuje samochód tam gdzie chce, skręca tam gdzie chce i jedzie według własnego widzimisię, a właściwie jak widzi mu się. Wiele do życzenia pozostawia też czas reakcji straży miejskiej, czy policji. Im się nigdy nie spieszy. Mało tego, zachowują się tak, jakby mieli wstręt do tego, co mają zrobić. A cóż po przepisach, skoro można bezkarnie je łamać?


Marek J. Zalewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz