czwartek, 3 kwietnia 2014

WIDOK Z OKNA - Sto lat za Murzynami

Niech ten tytuł nie skłoni was do natychmiastowego składania pozwu przeciwko mnie, czyli autorowi.
Nie ma tu bowiem żadnej krzywdzącej intencji, to jedynie cytat ze starego powiedzenia. Tymże nasi ojcowie (i matki) trafnie odnosili się do tempa wprowadzania technicznych (i nie tylko) innowacji w życiu polskiego obywatela.
Kiedy Czesi wprowadzali winiety żeby zebrać fundusze na budowę swoich autostrad u nas również głosowano w sprawie takiego rozwiązania. Okazało się jednak, że gdyby takie autostradowe winiety wprowadzić w Polsce, to po odliczeniu należnych podatków i opłat z wartości winiety nie zostałoby nic na autostrady. Co prawda całość opłaty trafiłaby niby do Skarbu Państwa, który teoretycznie mógłby przekierować równowartość na owe drogi szybkiego ruchu, ale tylko teoretycznie. Dlaczego?
Cóż, każdy kto choćby pobieżnie czytuje wiadomości w sprawie ZUS (a każdy dorosły Polak odrobinę choć powinien), to wie, że i tam pieniądze wpłaca się niby na emerytury. Okazuje się jednak, że z biegiem czasu wpłacane do ZUS miliardy złotych giną. Skąd te miliardy? Ano stąd, że przyjmując dajmy na to 15 milionów pracujących Polaków, którzy co miesiąc wpłacają do ZUS po 500 złotych to rocznie otrzymujemy kwotę 90 000 000 000 złotych. Chyba to biliony, ale sami sprawdźcie. Jak zatem coś co ma tyle wpływu może nawet rozważać możliwości bankructwa, przekracza moje rozumienie. Zwłaszcza, że emerytów jest jednak wciąż nieco mniej niż tych, co łożą na ZUS i ta sytuacja utrzymuje się od wielu lat.
Więc temat winiet mamy omówiony. Skoro na winiety nie można było się zdecydować ze względów ekonomicznych, to przy projektach autostradowych postawiono na bramki. Na każdej bramce siedzi kasjer i przyjmuje opłatę oraz wydaje kwitek. Kilka lat temu powstała też firma ViaTOLL, która na tych samych bramkach zainstalowała obsługę elektroniczną płatności. Niby adresowano to do kierowców ciężarówek, ale ViaTOLL dostępny był od początku również dla wszystkich innych.
Będąc z natury zwolennikiem wygodnych rozwiązań, natychmiast takie coś nabyłem i używałem (więcej o tym - tutaj). Co prawda po pół roku się zepsuło i wtedy odesłano mnie do punktu zakupu (Wrocław) ale przez te pół roku byłem zadowolony. Dojeżdżałem do bramek, nieco zwalniałem żeby nie wyrwać szlabanu i już byłem po drugiej stronie. Już wtedy zastanawiałem się jaki jest sens sadzania ludzi w budkach, instalowania im ogrzewania i klimatyzacji oraz wymagania żeby wysiadywali całymi dniami przy otwartym oknie tylko po to, żeby pobrali opłatę od kierowców. Jaki był tego sens skoro obok działało coś, co obsługiwało całość tematu bez ingerencji człowieka.
Teraz już wiem. W Prima Aprilis Ministerstwo Infrastruktury oświadczyło, że wybudowane za miliard złotych budki zastąpi w ciągu najbliższych dwóch lat elektroniczną płatnością, która oszczędzi około… miliard złotych. Wszystko to fajnie, ale Ministerstwo nie podaje ile będzie kosztowało wprowadzenie elektronicznej płatności. A ile waszym zdaniem?
Jestem za rozszerzeniem działania ViaTOLL na wszystkich bramkach i dziwi mnie, że Ministerstwo kryguje się przed przyznaniem, kto będzie operatorem tego systemu. Bo nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby sięgnąć po kolejnego operatora. Wszystko po to, żeby ciężarówki płaciły w ViaTOLL a osobówki u kogoś innego. Aż tak to chyba jeszcze nie zdurnieli. Mam nadzieję.

Marcin Suszczewski
zdjęcie: gazeta.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz