sobota, 2 sierpnia 2014

WIDOK Z OKNA - A1 stoi...

To już moje trzecie podejście do tematu płatności za przejazd autostradę i chyba jednak nie wynika z pustej zawziętości.
Wcześniej (tutaj link do wcześniejszych rozważań) pozwalałem sobie na uwagi odnośnie działania bramek ze szczególnym uwzględnieniem szczątkowo promowanego systemu płatności elektronicznych ViaToll. Prawdę mówiąc tylko przez wyjątkowe poczucie miłości bliźniego, nie kopałem Ministerstwa Gospodarki ani Głównej Dyrekcji Dróg kiedy wiosną tego roku oznajmiono, że bramki na autostradach były błędem i zostaną zastąpione elektroniką. Cóż, wydano miliardy, wyda się kolejne.

 To wspaniale, że autostrady powstają. I wspaniale, że w tak szybkim stosunkowo tempie. Natomiast porażająca wprost jest bezmyślność ludzka przy ustalaniu ich szczegółów. Jakich? Na przykład takich, gdzie i kiedy powstaną stacje benzynowe, toalety i parkingi. Co to są te MOP-y i jak wyjaśnić obcokrajowcowi czym ten skrót grozi, poza zwyczajowym zmywaniem podłogi w domu lub pokładu na statku/jachcie. Wreszcie, jak można było dopuścić do zabudowania autostrad bramkami tylko dlatego, że takowe już były na odcinku A2. Tak, tym najstarszym - administrowanym przez biznesmena z Poznania.

Czy ktoś kompletnie nieświadom postępu technicznego zdecydował o powieleniu tego systemu? Czy nikt z ludzi, którzy odpowiadają w Polsce za autostrady nie klepnął się np. do Francji czy Hiszpanii żeby sprawdzić jak to tam działa?

Wybór był prosty. Winieta np. roczna jak w Szwajcarii albo płatność elektroniczna. Winieta roczna odpada, bo w Polsce, za przejazd w te i nazad wspomnianym kawałkiem A2 wydaje się tyle co w Szwajcarii za korzystanie ze wszystkich autostrad przez rok. Czyli elektronika. Zasady działania są banalne. W samochodzie przyklejasz małe coś, ono pika przy wykryciu bramki, bramka pika, że pobrała kasę i otwiera szlaban, koniec. Ciekawe co myślą sobie w ten weekend jadący A1 nad morze, którzy na bramkach stoją nawet dwie godziny.

Zatory na bramkach autostradowych to potencjalnie groźna sprawa. Wyobraźcie sobie, po drodze nie ma stacji benzynowych (jak uzupełnić paliwo), nie ma toalet ani parkingów (jak... wiecie co...). Wreszcie niech się silnik przegrzeje, nie ma jak zjechać. Nie ma jak dotrzeć z lawetą. Ja pierniczę, to cud, że tam w autach jeszcze starsze osoby nie korkują, młode nie wariują a te w średnim wieku nie rozwodzą się. Zresztą kto ich tam wie...

Więc, w ciągu następnych kilku lat co, zburzą bramki, wywalą z roboty panie z okienka, zostaną tylko patyki z elektroniką tak? A kto będzie tego operatorem? Czy znany już i sprawdzony ViaToll z beznadziejną siecią sprzedaży i obsługi urządzeń, których na dodatek nie serwisuje a zepsute trzeba oddać tam, gdzie się je kupiło. Ja akurat kupiłem we Wrocławiu - idiota.

Póki co, zostaje nam pieklić się i piekielnie grzać w piekielnym upale lub szukać objazdów, chociaż mówią, że Siódemka też się zatkała. Na osłodę może pomogłoby dobrze działające TMC, ale o tym innym razem.
Aha, wspominając o możliwych opcjach płatności miałem wyciągnąć jeszcze Niemców, gdzie się nie płaci. Cóż, skoro Niemcy też chcą pieniędzy. Ciekawe będzie obserwować czy powielą polski przykład czy pójdą swoją (albo czyjąś) drogą.

Marcin Suszczewski

zdjęcie: Dziennik Bałtycki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz