Gramy z Orkiestrą

sobota, 13 września 2014

WIDOK Z OKNA. Saab – to mogło wyglądać inaczej

W 1998 roku Saab wprowadził tyle zmian do produkowanego już modelu 900, że Szwedzi postanowili skorzystać z okazji i zmienili nazewnictwo. W ten sposób narodził się Saab 9-3, któremu rok później przybył starszy brat 9-5.
Opracowanie 9-5 ciągnęło się w nieskończoność. GM, ówczesny właściciel marki, wciąż skąpiło na wydatki. Amerykanie nie wierzyli w siłę niszowej szwedzkiej marki. Trzeba było kolejnych piętnastu lat żeby smętne przepowiednie amerykańskich księgowych się ziściły. W końcu się udało. Chroniczne niedofinansowanie dobiło Saaba. A mogło to wszystko wyglądać inaczej.


W latach 90. wiele znanych motoryzacyjnych marek podejmowało kroki w kierunku zwiększenia skali produkcji. Luksusowy Jaguar próbował sprzedawać przerobionego Forda Mondeo za niemal dwukrotność wartości oryginalnego modelu. Nie było jeszcze wówczas takiego producenta Premium, który zainteresowałby się naprawdę niewielkim, choćby kompaktowym modelem, na który nakleiłby swój znaczek i z dumą sprzedawał. Mini dopiero miało się wydarzyć, podobnie jak BMW serii 1. Czy Saab miał szansę, żeby wyprzedzić całą konkurencję? 
W tym czasie jedna z marek blisko współpracujących do 1992 roku GM, miała już niemal gotowy nowy kompaktowy model samochodu. Mechanicznie oparty o rozwiązania GM, zaprojektowany przez Giugiaro, nowy model wyglądał nowocześnie, był wygodny i pod wieloma względami stylistycznie nawiązywał do wspomnianego wcześniej modelu 9-3 Saaba. Ten tajemniczy wóz był świetnie wykonany ale potrzebował poprawek w zakresie bezpieczeństwa (kiepski wynik w testach EuroNCAP), prowadzenia się i hamowania oraz jakości wykończenia wnętrza.
Nowy samochód nazywał się Daewoo Lanos i miałem ostatnio okazję przyjrzeć się wyjątkowo dobrze utrzymanemu egzemplarzowi. Dzisiaj nikt Lanosami się nie interesuje więc też w tej części Komisu Józefów panował spokój. W tym spokoju kontemplowałem nadwozie.
Lanos był produkowany również pod marką ZAZ, Chevrolet. Każda z nich po swojemu stylizowała część przednią. Mrużąc oczy dostrzegłem z jaką łatwością grill Saaba ułożyłby się na nosie Lanosa. A z tyłu… Jeśli ktoś jeszcze nie widzi uderzającego wręcz podobieństwa to wskazuję: kształt lamp, wycięcie tylnej szyby, ustawienie bata elektrycznej anteny a nawet dodatkowe światło stop. Nietrudno wyobrazić sobie dodatkowy spojler u podstawy tylnej szyby. Lanos miał zresztą spojler tylnej klapy w wersji SPORT tyle, że na górze.
Przeniosłem się wnętrza, a tam… przyciski sterowania elektrycznymi szybami pomiędzy fotelami i typowe dla Saaba (chociaż obiektywnie mówiąc, bardzo słabo to wnętrze zostało zaprojektowane) ułożenie deski rozdzielczej z dużym centralnym wlotem powietrza. Uśmiech na twarzy wywołało też oznaczenie wersji oglądanego pojazdu: SE.
Przejechałem się Lanosem. Auto było po starszym wiekiem użytkowniku i tak się z początku zachowywało. Jakby było zastane. Biegi wchodziły bardzo ładnie, gumiasta (no niestety, ale plastiki Daewoo poszłyby do poprawki, gdybym to ja kierował wówczas ich sprzedażą) kierownica sprawnie nadała kierunek wozu a 16-zaworowy silnik dał się namówić do jazdy. Nieprzyjemnie zaskoczyły mnie hamulce, a raczej ich brak. Zwalam to na karb nieużywania. 
Po rozruszaniu Lanosem jedzie się jak każdym innym samochodem. Widoczność znakomita, wygoda fotela jest, pojawia się nawet przyspieszenie. Oczywiście, na dystansie kilku kilometrów trudno coś wyrokować, ale przecież my tu nie o tym. To w końcu inżynierowie Saaba byli specami od tego, żeby z dostarczonego Opla wykrzesać coś więcej. Pracowali nad zawieszeniem, hamulcami, układem kierowniczym. Namawiali księgowych na lepsze tworzywa w kabinie.
Spójrzmy na koszty. W roku 1999 taki lepiej wyposażony Lanos kosztował 35 tys złotych. Powiedzmy, że dołożenie do niego klimatyzacji, lepszego tworzywa na desce rozdzielczej i zmiany dynamiczne podniosłyby tę cenę jeszcze o 10 tysięcy. Ustalmy, że jako Saab 9-1 (bo 9-2 już był) musiałby kosztować w granicach 45 tysięcy złotych. Niechby tam nawet kosztował równe 50 tys. I tak od modelu 9-3 byłby tańszy niemal o połowę. A dodajmy, że w tamtym czasie Octavia z klimatyzacją kosztowała około 55 tys złotych i sprzedawała się jak świeże bułki. 
Zakładając, że Saab miałby w swojej ofercie model w klasie kompakt, konkurencyjny cenowo i na dodatek noszący rodzinne podobieństwo do droższych wozów marki, chyba nietrudno zobaczyć tu przepis na rynkowy sukces. I to w czasach kiedy w klasie premium (a do niej się Saab jako marka zaliczał) jeszcze takich ruchów się nie obserwowało. Z wyjątkiem drogiego Mercedesa 190, który co prawda wyprzedził historię ale wersja hatchback pozostała tylko w fazie prototypu a sam model, przede wszystkim na ówczesny brak konkurencji premium w tak małym formacie, też nie okazał się rynkowym hitem.
Oczywiście, te rozważania to trochę musztarda po obiedzie. Świadczą jednak o tym, że nigdy nie należy zasypiać gruszek w popiele i czekać na Godota. Saab był biedny jak mysz kościelna ale za wszelką cenę chciał być postrzegany jako szalona marka szalonych architektów. I to dobrze, ale z powyższego widać, że ten wizerunek można było starać się zamienić na gotówkę do sfinansowania np. modelu sportowego, następcy Sonett’a.
Takiego manewru nie powstydziło się w chwilę później Porsche i wstawiło do salonów autobus o nazwie Cayenne. Puryści oniemieli z gniewu, ale marka wiedziała co dla niej dobre. I okazało się, że miała rację. Żałuję, że Saab nie wykazał się takim wizjonerstwem i żałuję, że nie zrobił czegoś fajnego z tego w zasadzie gotowego materiału, jaki stanowił Lanos. Spójrzcie na ten wóz moimi oczami. Może i wy dostrzeżecie w nim ukryte piękno.

Marcin Suszczewski 






6 komentarzy:

  1. Szefie, zapytam wprost - byłeś na grzybach i nazbierałeś nie te, co trzeba?
    Wywód opiera się na pewnej logice, ale wyobrażasz sobie, co by się stało z porsche, jakby każdego kogo stać na Octavię było stać na Cayenne? Mieli w pobliżu Tuarega i silniki, które były go w stanie jeszcze szybciej napędzać, a przede wszystkim koniunkturę na SUVy wśród zamożnych ludzi (teraz wszyscy oszaleli na punkcie takich samochodów, ciekawe co powie na to pani psycholog w telewizji na śniadanie ;-)).
    Wracając do tematu - Lanos, to nie jest złe auto (więcej mi przez gardło nie przejdzie), ale żeby było podobne do Saaba 9-3, to trzeba by oglądać je w oparach absyntu i sportretowane przez Salvadora Dali'ego

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooołłł jeee!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem wprost: tak, byłem na grzybach ;). zwłaszcza podobają mi się te w atrakcyjnych kolorach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, z tymi grzybami to było zbyt pretensjonalne, masz mniej skrępowane horyzonty, pozdrawiam

      Usuń
  4. Widzę, że nie tylko ja dostrzegam podobieństwo atrapy Lanosa do SAABowego nosa. Wielka szkoda, że taki smutny koniec spotkał tę markę, chociaż może nie warto skreślać jej bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że nie tylko ja mam skojarzenia atrapy Lanosa z prodzem od SAABa :D

    OdpowiedzUsuń