Gramy z Orkiestrą

czwartek, 16 października 2014

PORADY – Przede wszystkim liczy się stan



Opublikowany tu niedawno wpis dotyczący jednego z samochodów obnażył pewne nieścisłości w pojmowaniu wartości używanych samochodów. Okazuje się, że często porównuje się wybrane auto do innych ofert dostępnych w tym czasie. Problem w tym, że w praktyce po opuszczeniu salonu nowy pojazd zdany jest wyłącznie na łaskę swojego właściciela. Po latach ta łaska zadecyduje czy będzie jeszcze sobą przedstawiał jakąś wartość.
Rzeczony wóz akurat wyceniono drogo i to bynajmniej nie z powodu nadzwyczajnego silnika czy wyposażenia. Owszem, nie była to żadna bieda wersja dla najmłodszych przedstawicieli handlowych, ale też są na rynku samochody lepsze i lepiej wyposażone. Kluczem do wyceny w przypadku tego wozu był jego przebieg i stan.
Czy niski przebieg jest równoważny z zadbanym samochodem? Niekoniecznie. Jak pokazuje życie, wystarczy na przykład w aucie regularnie brudzić i nie sprzątać żeby doprowadzić dywany i tapicerkę do stanu przedwczesnego zużycia. Nadwozie, które nie było myte, konserwowane, jednym słowem dbane, gdzie właściciel olewał kolejne przycierki i pęknięcia plastików, po pewnym czasie będzie stanowiło obraz nędzy i rozpaczy. Mało tego, wyreperowanie go sięgnie kolosalnych sum. To samo, ale w mniej widoczny na pierwszy rzut oka sposób, dotyczy zespołu napędowego. Katowany regularnie na zimno silnik, przypalane sprzęgło, ciśnięte bez szacunku hamulce – wszystkie te podzespoły tak traktowany, wcześniej niż to zaplanował producent będą zmuszone oddać ducha.
To wszystko może zdarzyć się już w kilka miesięcy sprawowania władzy niechlujnego właściciela. Oczywiście, można potem oddać samochód na tak modny obecnie detailing – specjaliści cofną plamy, odświeża tapicerkę, powyciągają wgniotki. Z mechaniką już tak dobrze nie będzie. I cóż, niby piękny, ale samochód wkrótce da nowemu nabywcy znać o tym, co go boli.
Jak zatem zwyczajnie i po ludzku rozpoznać czy auto, na które mamy chrapkę, jest naprawdę godne składanych w opisie deklaracji? Cóż, nie ma jak wizja lokalna. Rozmowa z właścicielem, nawet przez telefon, już dużo nam da. Zadawajmy pytania eksploatacyjne, zapytajmy o rocznik opon, ich model i czy dobrze się na nich jeździ. Spytajmy o miejsce serwisowania auta. Może akurat okaże się, że to właśnie miejsce znamy i będą nam tam w stanie udzielić dalszych wskazówek. Przede wszystkim zaś obserwujmy czy osobnik, z którym mamy do czynienia, to zwyczajnie cywilizowana jednostka. Bo jeśli tak, to mamy większe szanse na to, że i samochód traktował po ludzku.
Cena nie powinna być parametrem, za którym gonimy w zakupie używanego wozu. Nie cena. Stan. Starajmy się szukać wozów z możliwie niskim przebiegiem i takich, po których widać, że o nie dbano. Tylko te auta pozytywnie rokują na przyszłość. Zróbmy na własny użytek prostą kalkulację. Jeśli auto pokonało już spory dystans od nowości, możemy być pewni, że zaczną się w nim trudniejsze i bardziej kosztowne do usunięcia usterki. To już nie będzie łącznik stabilizatora tylko wahacz, i nie nowe dywaniki tylko np. turbina.
Można z dużym przybliżeniem obliczyć koszty eksploatacji samochodu z przebiegiem początkowym, powiedzmy 50 tys kilometrów. W ciągu kolejnych 150 tys km pewnie padnie w nim sprzęgło, zostaną wymienione amortyzatory, tarcze i klocki hamulcowe (oby tylko raz), wóz pojedzie na przeglądy co około 20 tys kilometrów a co około 50 tys kilometrów trzeba będzie zmienić oba komplety opon (dla równego rachunku, zróbmy z tego trzy zmiany). 
Z kolei w aucie, które zaczyna z nami życie już po przebiegu 200 tys kilometrów sytuacja ma się inaczej. O ile wspomniane wcześniej elementy nie zostały zmienione (a praktyka pokazuje, że takich wozów przez ostatnie 30-50 tys km się już nie serwisuje tylko zajeżdża - stąd wpisy w książkach "serwisowany do..." i tutaj wpis o stosowną ilość kilometrów mniejszy), to czeka nas cała ta lista plus wydech, turbina, czujniki EGR. Dodatkowo, w silnikach o mniejszej pojemności, całkiem realnie pojawi się na horyzoncie mały remont lub chociaż wymiana uszczelki pod głowicą. Na pewno objawią się problemy z nadmiernym przepalaniem oleju, wyciekami z magla, być może awarie synchronizatorów lub elektroniki skrzyń biegów. O drobiazgach jak zwyczajnie wysiedziane fotele kierowcy czy podarta tapicerka nie wspominam. Czy sensowne byłoby założyć, że kupując wyeksploatowany samochód wkrótce dołożymy do niego dwa lur trzy razy tyle ile kosztował jego zakup? Chyba tak.
Ile można zaoszczędzić na kupnie droższego, ale lepiej utrzymanego wozu? Powiedzmy, że porównujemy świetnie utrzymany wóz, niech to będzie Volvo V50, z przebiegiem 50 tys km za 40 tys złotych z analogicznym, w którym przebieg sięgnął 200 000, za 15 tys. Na dzień dobry zyskujemy pozornie całe 25 tysięcy, o tyle mniej wykładamy na zakup auta, które z zewnątrz w zasadzie wygląda tak samo jak to droższe. Na tym różnice się kończą. To droższe auto pochłonie na serwisowanie około 10 tys złotych przez kolejne 150 tys km. Ten drugi samochód na podobnym dystansie może nas kosztować już około 25 do nawet 30 tysięcy złotych. Na koniec obu symulacji zostajemy w przypadku pierwszym z wozem z 200 000 kilometrów na szafie. Kosztował nas w sumie 50 tys a jego wartość odsprzedażna wynosi zapewne około 15 tys. Tyle, co drugiego z porównywanych aut w momencie zakupu. Użytkowanie tego drugiego wozu, kosztowało nas 40 tysięcy a na koniec zostajemy z wyeksploatowanym autem, które ma już 350 tys km i gdyby chcieć je sprzedać jak stoi to nie będzie warte więcej jak 5 tys złotych.W pierwszym przypadku płacimy 40, dokładamy 10 a na koniec wyjmujemy 15. W drugim płacimy 15, dokładamy nawet 30 i wyjmujemy, z trudem 5.
Z pobieżnej symulacji wynika, że na bardziej zużytym samochodzie będziemy do tyłu tylko jakieś 10 tys w porównaniu do tego niemal nowego wozu. Ale to nie jest cała prawda. Nowszy samochód będzie od nas wymagał rzadszych wizyt w serwisie (oszczędzi nasz czas), będzie mniej awaryjny (niespodziewane wydatki na holowanie i awaryjną pomoc serwisową) i będzie po prostu przyjemniejszy w eksploatacji (jako ten świeższy wóz). Czy takie sprawy da się przeliczyć na pieniądze? W pewnym sensie tak. W innym, dołączymy jako zgorzkniali użytkownicy do chóru narzekaczy, którym dane było cierpieć przez niską jakość nabytego wozu. Nie przez fakt, że kupili wyjeżdżony egzemplarz. O nie.

Pewnie można się czepiać wyboru marki i modelu, ale w tym wypadku jest on zupełnie teoretyczny. Również dobrze można zestawić porównanie używanej Skody Octavii, Citroena C5 czy Nissana Micry. Proporcje będą zbliżone bo nie ma samochodów, o które w ogóle nie trzeba dbać. A o niektóre nawet trzeba dbać bardziej.
Kupowanie używanego samochodu to wbrew pozorom wielka sztuka. Często dziwię się, że ludzie na co dzień nie zajmujący się tą tematyką, walecznie unikają płatnej konsultacji fachowców, którzy gotowi są doradzić w kwestii upatrzonego wozu. Stara prawda branży mówi, że lepiej wydać mniejszą kwotę aby uchronić się przed znaczącymi wydatkami. Co z tego, skoro stare prawdy nie są popularne u takich co wszystko sami wiedzą najlepiej.
Proponuję przed kolejnym wyszukiwaniem uzbroić się w takie podejście jakie tu opisałem. Może się okazać, że zakup nie będzie znacząco droższy za to satysfakcja z eksploatacji dobrego, zdrowego wozu stanowić będzie więcej niż kompensatę zapłaconej wyższej ceny.
Marcin Suszczewski

10 komentarzy:

  1. "Kupowanie używanego samochodu to wbrew pozorom wielka sztuka. Często dziwię się, że ludzie na co dzień nie zajmujący się tą tematyką, walecznie unikają płatnej konsultacji fachowców, którzy gotowi są doradzić w kwestii upatrzonego wozu."

    Nie ma to jak wstawić autoreklame w artykule. Żal.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... a właśnie że bardzo dobrze. Reklamujcie się bo tak trzeba i mam nadzieję że takie ciekawe serwisy jak wasz będą się rozwijać i pomagać tym którzy tego potrzebują. Dzięki temu mniej będzie oszustów a ludzie którzy wydają na samochód 30.000 zł zapłacą te marne 300zł za poradę a okaże się że zaoszczędzą fortunę. Dobry tekst Marcinie pozdrawiam !

    PS zawsze się znajdzie ktoś kto widzi dziurę w całym także przejmować się nie należy... to tylko nieprzemyślane słowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. same prawdziwe słowa to o co pretensje mieć ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedziałbym nawet, że to same truizmy, więc po co to w ogóle pisać? Poziom ogólności, podszyty zresztą jakby próbą wytłumaczenia ceny sprzedawanego V50, powalił mnie absolutnie. Chyba każdy wie, co znaczy zadbane albo zaniedbane auto i jakie mogą być konsekwencje. Aż tu nagle taka nowość, że auto droższe i zadbane to lepsze niż tańsze i zajechane! No rewelacja po prostu!

    "To droższe auto pochłonie na serwisowanie około 10 tys złotych przez kolejne 150 tys km. Ten drugi samochód na podobnym dystansie może nas kosztować już około 25 do nawet 30 tysięcy złotych" - toż to prawie kosztorys, naprawdę! To jak reklama kredytu: rata tylko 200 zł miesięcznie! Nic tylko kredyt brać! Tylko nie wiadomo w jakiej wysokości i na jaki czas. Ale ważne, że 200 zł, a że przez 20 lat od marnych 10 tys. to już szczegół. Ja bym powiedział, że ten drugi samochód to i z 40 tysięcy może nas kosztować, a dlaczego nie? No dajcie spokój.

    Nie wspomnę, że te kwotowe wyliczanki ile to włożymy, a ile wyciągniemy, poza tym, że na takim poziomie ogólnikowości w bajki włożyć można (bo diabeł tkwi w szczegółach wszelkich), to i tak sprowadziły się do tej samej kwoty ok. 35 tysięcy, więc jaka to niby różnica miała być wykazana? Choć powtarzam, że taki poziom wyliczeń przypomina bardziej działanie typu: ok.2+ok.3+ok.5=ok.ile chcesz, żeby było.

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogi Panie redaktorze,

    poziom tych "porad" jest żenujący... są one jedynie próbą usprawiedliwienia ceny V50...

    Teza jaką Pan stawia sprowadza się do tego: wysoka cena + niski przebieg = super auto. Określając czas życia auta na 350 tkm jest dowodem na to, że tkwi Pan w technice lat PRLu.

    Zadbane, serwisowane auto smialo przekroczy ten przebieg i przejedzie drugie tyle. Awaryjność nie wynika z samego przebiegu, ale tez z wieku. W 10 letnim V50 też może się parę rzeczy popsuć nie z racji małego przebiegu tylko właśnie wieku.

    Z racji zawodu mam do czynienia z różnymi autami i wiem, że te z dużymi przebiegami są lepiej zadbane i utrzymane, niż te używane okazjonalnie.

    Auto kupuje się ze względu na stan, przebieg jest rzeczą drugorzędną.

    Życzę miłego wieczoru i więcej zdrowego rozsądku przy pisaniu porad.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten blog czytają nie tylko handlarze, wyjadacze itp, ale też laicy i praca u podstaw jest ważna i potrzebna, dlatego porady elementarne mają kapitalne znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się tak wydaje więc w następnej kolejności zamierzam dobić temat na trzeci sposób. ponieważ rozmowy jeszcze w toku to chwilowo nie ujawniam ;)

      Usuń
  7. Wielu już w tym kraju się przejechało na wydawaniu dużej kasy za teoretycznie lepszy wóz. W praktyce te auta to jest szmelc, cofnięty licznik, szpachla bardzo profesjonalnie polakierowana, bez miernika nie podchodź.......

    OdpowiedzUsuń
  8. Ejj no chyba wiadomo, że miernik to oczywista oczywistość!

    OdpowiedzUsuń
  9. I jak znalazł - szczerze polecam w kwestii stanu technicznego, zadbania, przebiegu, ceny i wkładu na starcie (również Volvo):

    https://www.youtube.com/watch?v=YW6Qu3_b9ig&list=UU_A6b1rDos1wLg1rwmJJsxg
    (nie jestem autorem tego filmu, niestety)

    Film bardzo pouczający, jeżeli przymknie się oko na męczący styl mówienia autora, ale przecież nie o to chodzi jak kto mówi, tylko co.
    Bardzo często mały przebieg jest gorszy od bardzo dużego, o czym pod koniec filmu.
    POLECAM i czekam na komentarze:)

    OdpowiedzUsuń