piątek, 3 października 2014

Własna matka cię nie pozna. 20 000PLN

Autor uwielbianego "Małego Księcia" jest autorem cytatu, że "dobrze widzi się tylko sercem". Gdy zatem słyszycie kolejny raz, że Aztek to samobieżne ohydztwo i zaprzeczenie światowego dziedzictwa kultury, puśćcie te głupoty mimo uszu. Wsiądźcie do niego, odpalcie silnik i dajcie się zabrać w podróż. Bo do tego amerykańskie samochody są stworzone. I Aztek nie stanowi tu wyjątku.

Nich też ten intrygujący wygląd nikogo nie zmyli. To nie jest mały wóz. Zbudowany na podwoziu minivana Montana, Aztek oferuje pasażerom naprawdę wygodną jazdę i przepastny wręcz bagażnik. Można odnieść wrażenie, że w zamyśle była też wersja siedmioosobowa z podwyższonym dachem. Podobnie jak BMW z modelami X5 i X6.
Ten bagażnik to zresztą osobny temat. Po pierwsze, że wielki. Poza tym z dzieloną (jak w Range Roverze i, znowu, X5 tylną klapą). A także z wysuwaną na rolkach podłogą z mnóstwem pomysłowych schowków. Nie wiadomo jak określić ofertę sprzedającego, który deklaruje dołożenie do auta akcesoryjnego namiotu. Faktycznie, można było takie coś rozłożyć. Ale to już jak kupowanie samochodu z pakietem wakacyjnym.
Zwraca uwagę (i tego w X5 nikt wam nie zapewni, ani w Range Roverze też) specjalne wyżłobienie pod siedzenie (tyłek) dwóch osób w plastiku dolnej części tylnej klapy. Pomiędzy tymi miejscami, a jakże, przewidziano dołki na postawienie sporej wielkości kubków z napojami. Dla wędkarza nie ma chyba lepszego samochodu. Zwłaszcza, że po zakończeniu połowu można po prostu glebnąć się wygodnie na materac rozłożony w ogromnej kabinie Pontiaca.
Ludzie lubią naśmiewać się ze wszystkiego. Zwłaszcza tego czego nie rozumieją. Kiedy jednak okazuje się, że ktoś w takim Azteku doskonale się bawi, podróżuje i nocuje, wtedy krzykaczy ogarnia zazdrość. A jest czego zazdrościć. Ten wóz, sprowadzony ze Szwajcarii, najechał dotąd około 200 tys kilometrów. Jego stan niespecjalnie to zdradza. Natomiast czuje się, że wiele jeszcze przed nim, że nietypowe rozwiązania w jego przypadku doskonale się sprawdziły.
Po fali krytyki, jaka spotkała ten model za oceanem, Aztek przeżył tam drugą młodość za sprawą serialu "Breaking Bad", w którym ten wóz występował. To akurat fajne, bo kiedy już opadło ciśnienie, znalazło się mnóstwo sympatyków nietuzinkowego wozu. Zresztą, kto widział, żeby X5 w dobrym stanie proponowano w takiej cenie? Warto się przyjrzeć Aztekowi, bo jest pomysłowy choć może trochę komiczny. Jedno jest pewne, nie pomylicie go z żadnym innym.
Link do aukcji Azteka - tutaj.

3 komentarze:

  1. Cześć Szefie,
    chciałem napisać znowu coś o grzybkach, ale obejrzałem wszystkie zdjęcia i nie mogę nie podzielić Twojego poglądu, tylko "co ludzie powiedzą?" ...
    /g/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz. w każdym szaleństwie coś dobrego tkwi ;) a o grzybkach zawsze warto coś skrobnąć, od czasu do czasu...

      Usuń
  2. Mój gust zawsze był określany jako specyficzny, toteż nie dziwi mnie specjalnie, że nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego Aztek znalazł się na liście najohydniejszych samochodów, a takie Subaru Tribeca czy pierwszy Outlander (nazywany przeze mnie Gonzo) - nie. Pontiac jest w najgorszym razie oryginalny, co przy ciekawie pomyślanym wnętrzu i niezgorszych parametrach użytkowych czyni go dla mnie odpowiednikiem nieśmiertelnej Multipli: wozem dla indywidualistów, którzy dobrze wiedzą, co robią :).

    OdpowiedzUsuń