niedziela, 25 października 2015

PRZEJAŻDŻKA. Dolewają emocji do codzienności.

Przez lata sceptycznie podchodziłem do tych samochodów. Przede wszystkim mój pobłażliwy uśmiech wzbudzali tzw. Alfiści. Bez urazy, ale nawet fanatyczne zachowania ich konkurentów czyli Saabistów, bledną przy obłąkaniu z jakim o swoich bolidach opowiadają właściciele Alf Romeo.

Normalny człowiek może tylko pomarzyć o starszej klasycznej Alfie – ich ceny szybują naprawdę wysoko. Pomarzyć może też o czymś nowszym. W zasadzie to nawet nie ma podstaw do takich marzeń. Kto by bowiem marzył o powiedzmy 159? Niewielu takich znam. Jeden, którego znam, ujeżdża Brerę Spider. Ale on się nie liczy. Sam pamiętam jak z równym entuzjazmem co do tej Alfy siadał za kierownicą Skody Felicii.
W takim układzie, pozostają człowiekowi marzenia w stylu Spidera a la Absolwent, może czegoś z epoki modelu 75. Różnie można trafić. Na pewno nie będzie bardzo tanio. Ja do Alfy podchodziłem dwa razy. A w zasadzie trzy. Najpierw wsiadłem do 147. Prawdę mówiąc to nawet do trzech takich samochodów. Żaden mnie jakoś specjalnie nie urzekł chociaż muszę przyznać, że z silnikiem 1.6 ten mały wozik był całkiem charakterny.
Po 147 wylądowałem w 156. O, to już było coś bardziej w moim stylu. Przepiękna linia, świetne wnętrze, doskonałe fotele. Co prawda trochę w tym aucie ciasno, a ja (od czasów Citroena AX) mam taką fobię, że lubię żeby pasażerowie tylnej kanapy mieli jednak trochę miejsca na nogi. Można jednak uznać, i tak zrobiłem, że 156 to czterodrzwiowy samochód z intencją przewożenia dwóch osób. Tę intencję zdaje się zresztą potwierdzać sama Alfa, która klamki do tylnych drzwi raczyła zwyczajnie ukryć.
156 spodobała mi się nie tylko z wyglądu. To bardzo dynamicznie prowadzący się samochód. Pod tym pojęciem rozumiem oczywiście osiągi ale jeszcze większą wagę przywiązuję do tego jak leżąca świetnie w rękach kierownica pozwala na odbieranie informacji o tym co dzieje się pod kołami i na odwrót. Na odwrót czyli jak precyzyjnie samochód potrafi odczytać intencje kierowcy i jak posłusznie prowadzi się według tych wskazówek. Alfa to właśnie potrafi wspaniale. Ona zwyczajnie jedzie tak, jak człowiek sam by pojechał gdyby tylko miał silnik i koła.
Oczywiście, nie każdy człowiek. Trzeba mieć temperament żeby korzystać z uroków „alfizmu”. Bardziej ospali osobnicy raczej się w autach tej marki nie odnajdą. I w ten sposób dochodzimy do sedna dzisiejszej przejażdżki. Samochodu, który miał być luksusową limuzyną, prawdziwie flagową propozycją marki. Nie można, konstruktorzy dołożyli wszelkich starań by 164 taka właśnie była. Ale przecież genów się nie oszuka. Wygląda jak limuzyna ale reaguje jak Alfa.
I to jest właśnie to, co mnie w tym samochodzie najbardziej urzekło. Ale po kolei. Zaprojektowana przez Pinifarinę linia nie pozwala pomylić 164 z jakimkolwiek innym samochodem. Klin zakończony z przodu tradycyjnym „scudetto” a z tyłu zwieńczony pasem świateł biegnącym przez całą szerokość samochodu. Do tego ten kolor… Kto by pomyślał, że czerwony samochód w wykonaniu włoskich lakierników będzie miał w rzeczywistości barwę malinową? A właśnie taką ma. Malina ;).
Kolejny krok w kierunku 164 to rzut oka do wnętrza. Tu już czuje się luksus. I to taki, którego pozazdrościłby Alfie niejeden Mercedes z tamtych czasów. Nie ma tutaj mowy o czymś co dałoby się określić jako liche. Ten samochód jest solidny jak niemiecki. Wszelkie elementy wnętrza, zawiasy drzwi, poziom staranności w doborze uszczelek wyciszających kabinę – prawdziwie obsesyjna walka o jakość. Na każdym kroku. A do tego prawdziwie dizajnerskie podejście. Kto widział taki panel sterowania klimatyzacją w niemieckim wozie, łapka w górę.
Zanim jednak dotknąłem któregokolwiek z licznych klawiszy, do nozdrzy dotarł zapach przepychy i luksusu. Tak, skórzane wnętrza ogólnie robią dobre wrażenie. Ale nie takie, jak tu a mam porównanie, bo do Alfy przesiadłem się z Citroena XM. Tam też pachniało skórą i tamto wnętrze też jest, powiedzmy, na bogato czy wręcz tłusto. Prostota linii Alfy, precyzja szycia jej foteli i zapach włoskich skór jest jednak w zupełnie innej lidzie. Sorry, Citroen.
Ok, pora zasiąść za sterami. No nie wytrzymam. Ktokolwiek popełnił te zegary, wcześniej siedział chyba w samolocie. Wspaniałe. Odlot. Tyle kontrolek, prawdziwa choinka. A do tego prędkościomierz i obrotomierz a pod nimi w jednej linii kolejne, mniejsze, zegary ciśnienia oleju, temperatury silnika, ładowania i poziomu paliwa. Dzisiaj niespotykane w samochodach. A obserwowanie tych zegarów nie tylko uspokaja ale też daje człowiekowi wrażenie panowania nad maszyną.
Przekręcam kluczyk. Wiecie co, już wiem o co chodzi Alfistom. Oni po prostu myślą, że Alfa do nich mówi. Oni nie jadą, nie poruszają się samochodem. Oni rozmawiają z Alfą. Dyskutują z nią. Czasami się zgadzają a czasami wcale nie. Bywa, że Alfa coś burknie a już za chwilę przeciąga śpiewną nutę. Coś niemożliwego. To na pewno nie jest samochód. Samochód warczy, pierdzi i jedzie. A ten tu to jakaś primadonna, która stawia warunki, domaga się uwagi, narzuca pewne rozwiązania i egzekwuje sposób postępowania z nią.
Niewiarygodny jest sposób w jaki silnik tej Alfy reaguje na dotyk pedału gazu. Właśnie dotyk a nie wciskanie. Wciskać gaz to sobie można w BMW czy innym samochodzie do wciskania. Tu tego gazu nie wolno wciskać. Muska się go, przesuwa stopą w jego pobliże. Sugeruje się silnikowi, że będzie się chciało skorzystać z jego możliwości. A ten z niegasnącym entuzjazmem reaguje na te zakusy. Wynagradza umiejętne ruchy i gniewnie prycha na dyletanctwo.
Prowadzona pewną ręką, Alfa płynie po drodze. Jest świetnie zawieszona, to fakt, ale zespół napędowy to atrybut, który z zawieszeniem doskonale współgra. W tę harmonię nie wkradają się żadne fałszywe tony. To idealny duet, który na dodatek ktoś ubrał w niezwykły sposób. Nie wiem czy jest drugi tak elegancki i skuteczny sposób na osiąganie przyjemności na drodze. A jeśli nawet jest, to na pewno nie w kategorii klasyków – youngtimerów.
Przyznaję, Alfa Romeo 164 z silnikiem V6 zmieniła radykalnie moje podejście do tych samochodów. I powiem wam, że z moją awersją do aut ciasnych, zwyczajnie nie odnalazłbym się np. w 156. Czy chciałbym jeździć taką 164 codziennie? Oczywiście, byle bym nie musiał jej męczyć w korkach. To samochód, któremu chciałbym zapewnić jego porcję wolności i otwartej przestrzeni. Tak abyśmy mogli sobie swobodnie porozmawiać. Niekoniecznie przy świadkach. Na pewno tęskniłbym do tych spotkań i czekałbym na nie z rosnącym apetytem.
Oddaję wam honor, Alfiści. Naprawdę wiecie czego poszukiwać w samochodach. Co ja mówię, wy to nawet znajdujecie. Wiem, chodzą słuchy, że nie witacie się popołudniu, bo poranne espresso już wychylaliście w warsztacie. I niech sobie chodzą. O Jeepach też mówią, że lepiej pchać swojego Land Cruisera niż nimi jechać. Tylko, że ci, co tak mówią, najwyraźniej nie odczuwają potrzeby emocji jakie budzi spotkanie z przyjacielem (Jeep) czy kochanką (Alfa). Może im tego nie trzeba do szczęścia. W końcu, idąc za hasłem jednej z kampanii wyborczych: żadnych zmian, więcej tego samego.
Marcin Suszczewski 






16 komentarzy:

  1. Dziękuję ! Najwspanialszy tekst jaki przeczytałem o mojej ukochanej Marce...
    Jest tu wszystko co można wyrazić słowami
    Saluti Alfisti :))
    Pozdrawiam,
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło to przeczytać chociaż, jak wspomniałem, starałem się być wstrzemięźliwy :)

      Usuń
    2. Dobry artykuł, ale malinowy kolor to z pewnością wynik wpływu słońca na lakier - Rosso Alfa jest krwistoczerwony i co do tego nie ma wątpliwości :).

      Usuń
  2. Sylwetka tej Alfy trochę Peugeota 605 przypomina...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...nie mylisz się. Peugeot 605 to auto, które powstało na bazie pierwotnego projektu Alfa Romeo 164, który nie został zaakceptowany przez Władze Alfy. Peugeot przygarnął koncepcję i stworzył na jej bazie swoje auto. Tymczasem dla Alfy został stworzony nowy koncept.

      Usuń
    2. to już wiem dlaczego tak mi się podoba 605 :D

      Usuń
    3. to już teraz wiem dlaczego 605 tak mi się podoba :)

      Usuń
  3. Jakość materiałów w kabinie jest nieporównywalną do innych cenionych marek, przetarte fotele w dwudziestoletniej 164, to się zdarza sporadycznie! Wygoda, świetny desing najlepsze materiały, to wnętrze. Miałem trzy alfy 164, robiłem w nich trzy razy remont silnika (3.0 24V), znałem domowy numer do mechanika, kobieta była zazdrosna o czas poświęcany włoszce, a na stacji zasłaniałem oczy. Czym prędzej muszę się pozbyć mojego praktycznego auta, ten tekst uświadomił mi jak bardzo mi brakuje 164, tym razem to będzie QV. To ostatni moment, żeby dobrze utrzymane egzemplarze 164 kupić w dobrej cenie, dopiero zaczynają drożeć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście piękna. Była jakiś czas temu na sprzedaż, ciekawe, czy poszła, bo cena zaporowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy nadal do sprzedania i czy cena trochę zeszła na ziemię...?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe, czy nadal jest na sprzedaż i czy cena zeszła na ziemię...?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię czytać tekstów o Alfie, bo albo są one pełne sztucznego uwielbienia od kogoś, kto nie do końca wie o czym pisze, albo po prostu powielają stereotypy i nasze kompleksy wobec włoskiej motoryzacji. Najlepiej czyta się tekst kogoś, kto temat dopiero odkrywa, co daje gwarancję szczerości intencji, a nie chęci nabicia sobie wyświetleń. jak to jest w przypadku tekstów pisanych tak jak oczekuje tego "większość". Moim zdaniem ten artykuł przebija chyba wszystko co czytałem/słyszałem o Alfach, chyba nawet teksty Jeremiego. ;)
    helpjack

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeździłem jakiś czas na co dzień 164 3.0. Prze kochane auto. Reakcja na gaz i dźwięk silnika tak jak piszesz - nie do porównania z niczym w tej klasie cenowej. Spalanie też bardzo ok, w krakowskich warunkach zadowalała się 13-14 litrami podtlenku, dynamicznie jeżdżąc, trasa 10 lub 11 jeśli jechało się baardzo sprawnie. Fenomenalne jest to, że napisałeś o tym, że to auto się dusi w korkach. Moja po jeździe w dużym ruchu sprawiała wrażenie jakby nerwowo zaczynała reagować na gaz i ogólnie strzelać fochy. Wtedy wjeżdżałem na jeden z dyżurnych stromych i krętych podjazdów, a auto odzyskiwało wiarę w życie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Qv, życzę szczęścia w poszukiwaniach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję zakupu - 164 zawsze mi się podobały, podobnie zresztą jak 605. A ta jest jeszcze w fajnym kolorze. Tak estetycznie to tylko odrzuca mnie wygląd zegarów - na tle nadwozia i wnętrza są one przeraźliwie nijakie.

    OdpowiedzUsuń